Filips Rajevskis jest łotewskim politologiem, absolwentem Uniwersytetu Łotewskiego, studiował nauki polityczne także na Swansea University w Wielkiej Brytanii. Jeden z najważniejszych komentatorów łotewskiej sceny politycznej. Dyrektor ds. public affairs prywatnej agencji PR Mediju Tilts.
Tomasz Otocki: Moje pierwsze pytanie będzie o Jedność, jako partię centroprawicową. Właściwie to pytanie zadawałem wszystkim członkom Vienotīby, z którymi spotkałem się w Rydze. Co stało się, że z partii, która wygrała wybory europejskie z poparciem prawie połowy elektoratu w 2014 roku, prawie wygrała wybory do Sejmu w tym samym roku, Jedność stała się ugrupowaniem, na które chce głosować zaledwie 5% wyborców?
Filips Rajevskis: Myślę, że ten spadek jest konsekwencją łańcucha wydarzeń. Jak Pan słusznie zauważył, oni prawie wygrali wybory do Sejmu w 2014 roku. Przez parę lat na czele Jedności stał premier Valdis Dombrovskis, który obecnie jest wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. To był bardzo nieoczekiwany moment, w którym w 2013 roku stracił swoje stanowisko jako premiera. Każdy bowiem był przekonany, że poprowadzi rząd do wyborów jesienią 2014 roku. Myślę, że gdyby tak się stało, rezultat byłby lepszy. Ale Dombrovskis stracił swoją pozycję i Vienotība musiała nominować kolejnego premiera. Wtedy ówczesny prezydent Łotwy Andris Bērziņš zaoferował przewodniczącej Jedności Solvicie Āboltiņi stanowisko premiera. Byłoby to logiczne, że szef ugrupowania jest jednocześnie szefem rządu. Ona podjęła jednak bardzo emocjonalną decyzję, że nie będzie prowadzić prac rządu. Chciała poprowadzić partię to wyborów, wystawiając na stanowisko premiera kogoś ad interim. Była to Laimdota Straujuma. To był największy błąd, konsekwencje którego widzimy obecnie.
Dlaczego Pan tak uważa?
Laimdota Straujuma była bardzo słabym politykiem od samego początku. Dostała bardzo dobrze umeblowany gabinet ministrów. Ale trwała siłą inercji. Początkowo jakoś to wychodziło. Ale później doszło do wyborów, w których przewodnicząca partii Solvita Āboltiņa nie dostała się do Sejmu. Gdyby na początku 2014 roku Āboltiņa zgodziła się zostać premierem, to nigdy nie zdarzyłoby się. A jak można zostać premierem, nie będąc członkiem Sejmu. Mieliśmy co prawda paru premierów, którzy nie byli posłami, ale Āboltiņa ubiegała się o mandat i go nie uzyskała. I to była przeszkoda. Ciekawe jednak, że nawet wtedy prezydent był gotowy nominować ją na szefa rządu. Ale ona bała się, że w partii nie ma jedności. Była całkiem słaba, nie dostała zatem oferty. Z kolei Laimdota Straujuma rozsmakowała się we władzy. Później nastąpiła pierwsza w historii prezydencja Łotwy w Unii Europejskiej. Była decyzja, że rząd w zasadzie pozostaje w tym samym składzie, w jakim zaprzysiężono go w 2014 roku. A Straujuma będzie…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

