W wolnej Łotwie wszyscy wolni? Gdy Łotwa uzyskała w 1918 r. niepodległość, przejęła prawodawstwo z czasów carskich, dotyczące stosunków homoseksualnych. Artykuł 516 kodeksu karnego Imperium Rosyjskiego z początku XX stulecia mówił o „pederastii” i przewidywał karę nie krótszą niż trzy miesiące więzienia za utrzymywanie męsko-męskich stosunków seksualnych. Demokratyczna Łotwa utrzymała te zapisy, dopiero w 1933 r. wszedł w życie nowy kodeks karny, który nie przewidywał długości kary. Teoretycznie homoseksualista mógł zostać skazany nawet na okres krótszy niż trzy miesiące. Nie oznacza to, że w niepodległej Łotwie społeczność LGBT miała raj, ale rzeczywistość nad Dźwiną, w sensie prawnym, niespecjalnie odbiegała od tego, co działo się w Europie Zachodniej. Oczywiście w sferze społecznej konserwatywna Ryga nie mogła się równać z mekką homoseksualistów, czyli Berlinem czasów Republiki Weimarskiej. Nikt zresztą tego od niej nie oczekiwał. Po II wojnie światowej okaże się, że dla homoseksualistów może być jeszcze gorzej.
*** Magnus Hirschfeld Tymczasem goście z Niemiec odwiedzali przedwojenną Łotwę. Zarówno homoseksualiści, jak i wybitni naukowcy. W 1926 i 1929 r. w Rydze zjawił się na wykładach Magnus Hirschfeld, znany niemiecki seksuolog, notabene członek Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, który opowiadał się za reformą obyczajów seksualnych, domagając się dekryminalizacji homoseksualizmu. Choć wygłosił parę wykładów w Rydze, jego postępowe opinie lokalna prasa przemilczała. Nawet lewicowy „Sociāldemokrāts” nie pisnął słowem, że Hirschfeld odwiedził Łotwę. Dekryminalizacji homoseksualizmu domagali się jednak także niektórzy ryżanie, wśród nich psychiatra Ferdinand Edler von Neureiter, profesor Uniwersytetu Łotewskiego, odwołujący się do poglądów Hirschfelda (późniejsze wydarzenia zaprowadzą go do członkostwa w NSDAP, ale na razie są lata dwudzieste...). W wywiadzie dla rosyjskojęzycznej, prestiżowej gazety „Siegodnia” wychodzącej w Rydze, Neureiter mówił, że homoseksualność jest sprawą wrodzoną, a także, że nie można go uznać za chorobę psychiczną. Na tamten okres były to poglądy rewolucyjne. Dziennikarze „Siegodni” pytali Neureitera z okazji pewnej smutnej z dzisiejszego punktu widzenia sprawy. W listopadzie 1926 r. ryska policja aresztowała kilku homoseksualistów – stałych bywalców „Klubu Czarnego Goździka” (łot. „Melnās neļķes klubs”), miejsca w okolicy Viesturdārzs, gdzie umawiali się łotewscy geje. Eksperci ryskiego sądu, sądząc „goździkowców”, nie powoływali się przy tym na ekspertyzy postępowych lekarzy jak Neureiter, a raczej osób, które uważały homoseksualizm za „deprawację”. Ciekawe, że za gejami nie wstawiła się ówczesna konserwatywna obyczajowo lewica. Publicyści gazety „Sociāldemokrāts” uznawali bowiem miłość do tej samej płci jedynie za „uwodzenie”, coś co robią jedynie „bogaci, starsi cudzoziemcy”, „urodzeni degeneraci” czy „perwersi”,…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

