Katolicy jako historyczna mniejszość Historycznie złożyło się, że najbardziej katolickim regionem Łotwy były dawne Inflanty Polskie, aż do I rozbioru Rzeczypospolitej znajdujące się pod władzą Rzeczypospolitej, po 1783 roku przyłączone do założonej przez Katarzynę II archidiecezji mohylewskiej. Wpływy katolicyzmu można było jednak także obserwować w powiecie iłuksztańskim, będącym częścią Kurlandii, a także w wielu miastach i wsiach na terenie Kurlandii, Semigalii czy Inflant Szwedzkich. Katolicy od pokoleń mieszkali także w Rydze, by wspomnieć uczęszczany przez nich kościół Matki Boskiej Bolesnej, ufundowany jeszcze pod koniec XVIII stulecia, m.in. ze środków Stanisława Augusta Poniatowskiego. Według danych statystycznych z 1920 roku 57,3% mieszkańców Łotwy deklarowało się jako luteranie, zaś 23,5% było katolikami (prawosławni, dziś prawie tak samo liczebni jak protestanci i katolicy, stanowili wtedy zaledwie 8,7% ludności). Nazywanie Łotwy z lat 20. i 30. XX wieku państwem protestanckim jest bardzo skomplikowane. Protestanci stanowili większość, ale państwo i Kościół były rozdzielone – przypomina badaczka stosunków z Watykanem dr Inese Runce. Państwo łotewskie już od początku swojego istnienia patrzyło z zaciekawieniem na Stolicę Apostolską, dążąc do tego, by ogłoszoną 18 listopada 1918 roku republikę bałtycką uznał kolejny podmiot prawa międzynarodowego. Kolejną przyczyną była wspomniana już Łatgalia, jedna z trzech prowincji, które złożyły się na zjednoczoną Łotwę. Politycy z Rygi obawiali się, że jeśli nie ułożą sobie dobrze relacji z katolikami w nowym państwie, ci szybko mogą dostać się pod wpływy socjalistyczne czy komunistyczne. Księża katoliccy, także ci uprawiający politykę jak Francis Trasuns, mieli wówczas ogromny wpływ na ludność wschodniej Łotwy, co odzwierciedlały kolejne wybory do Sejmów. Bardzo wcześnie zatem pojawiła się inicjatywa podpisania konkordatu z Łotwą. Propozycja wyszła ze strony Rządu Tymczasowego Łotwy, który zaakceptował wezwania już wcześniej wystosowane, choćby od różnych partii katolickich w Łatgalii – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu arcybiskup ryski Zbigniew Stankiewicz. Jednym z powodów, jak wspominał w 1930 roku polski pastor i teolog ewangelicki Edmund Bursche, było zrozumiałe zupełnie dążenie rządu łotewskiego, aby nieliczni zresztą katolicy łotewscy nie pozostawali w jakiejkolwiek zależności od biskupów lub arcybiskupa, t.j. od bezpośredniej władzy kościelnej, pozostającej poza granicami Łotwy. To samo przewidywał zresztą konkordat polski z 1925 roku, złamany przez papieża Piusa XII w okresie II wojny światowej. Wcześniej Łotwa na podstawie konkordatu z 1847 roku, zawartego między papieżem Piusem IX a carem Mikołajem I, pozostawała częściowo w granicach diecezji żmudzkiej, której centrum znajdowało się w Telszach na Litwie, częściowo zaś w granicach archidiecezji mohylewskiej, której siedziba po 1919 roku znalazła się w Białoruskiej SRR. Przedstawiciele…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

