Rzecz dzieje się w Turku, dawnej stolicy Finlandii, mieście uniwersyteckim. Ina i Niklas, oboje po trzydziestce, są parą od ponad dekady – poznali się jeszcze w szkole średniej. Ona jest nauczycielką, maluje, koordynuje projekt artystyczny i zarabia na dom. On to niespełniony pisarz, który próbuje dokończyć doktorat o sztuce, ale zamiast tego płodzi kolejne drobne artykuły naukowe i trącącą banałem powieść o romansie rehabilitantki z ortopedą. Związek Iny i Niklasa na pierwszy rzut oka wydaje się szczęśliwy i zgodny, jednak dzięki narracji prowadzonej z kilku perspektyw dowiadujemy się, że każde z nich w tym związku wyraźnie się dusi. Ina przeżywa żałobę po śmierci ojca, Niklas natomiast nie potrafi zrozumieć jej smutku i strachu, wpada więc na pomysł, by pomóc jej… podając narkotyki. Sam nie potrafi dojść do ładu ze swoim życiem, nocami szlaja się po mieście i imprezuje z młodszymi znajomymi, nie stroniąc od alkoholu i dragów. Powieść stopniowo rozszerza się o historie i perspektywy bohaterów drugoplanowych: dwudziestoletniej sąsiadki Suvi, zakochanego w niej skinheada Petriego, czy jego przyjaciela, nacjonalisty Seilo – właściciela miejscowej tawerny opiewającej „prawdziwą fińskość”… Polifonia książki Korhonena wciąga i zaskakuje. Intymny portret pary w kryzysie zamienia się w panoramę lokalnej społeczności Turku. Historie bohaterów przeplatają się, związki między nimi zacieśniają, niejasne decyzje czy zachowania znajdują wyjaśnienie w oczach kogoś z następnego rozdziału. Historia Niklasa prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, natomiast pozostałych bohaterów – w trzecioosobowej, co sprawie wrażanie, że najważniejszym bohaterem książki jest właśnie Niklas. Ale czy na pewno? Narracja z jego perspektywy wydaje się najbardziej rozbudowana, choć miejscami przegadana, przepełniona jego przemyśleniami na temat sytuacji politycznej, narkotycznymi wizjami czy złotymi myślami – raz nawet błyskotliwymi („Egzystencjalizm to filozofia, która kończy się z chwilą podpisania pierwszej umowy o pracę”), innym razem trącącymi seksistowskim banałem („Kobiety nie różnią się bardzo od siebie, tak samo jak mężczyźni. Każda dorasta w radości i cierpieniu, każda potrzebuje kogoś, zanim się zestarzeje i odejdzie”). Fragmenty poświęcone Niklasowi niepozbawione są humoru i ironii, jednak na tle zaskakujących przeżyć pozostałych bohaterów, opisanych prostym i nienarzucającym się językiem, wypadają zdecydowanie najsłabiej. Gdyby autor zachował ten sam styl narracji trzecioosobowej dla każdej postaci powieść bez wątpienia zyskałaby na spójności. Być może jednak ten efekt pęknięcia jest w pełni zamierzony: między rozdziały wplecione są przecież także fragmenty powieści Niklasa, listy ojca Iny do córki i korespondencja mejlowa między Niklasem a nacjonalistą z Internetu. Czytelnik odnosi wrażenie, że zanurza rękę w szufladzie pełnej chaotycznych zapisków i papierów, z…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!




