Arcybiskup Urmas Viilma. Zdj. Erik Peinar / CC BY-SA 4.0. Szczególnie dotyczy to tallińskiego arcybiskupa, Urmasa Viilmy, który m.in. wielokrotnie wyrażał opinię, że konstytucja Estonii powinna być zgodna z Biblią i dał przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku rekomendacje, na kogo powinni głosować chrześcijanie. Z kolei w przemówieniu wygłoszonym w katedrze w Tallinnie 4 grudnia 2024 roku abp Viilma stwierdził: „Zadaniem Kościoła nie jest podobanie się całemu narodowi, ale wypełnianie misji danej przez Chrystusa i przez to służenie całemu narodowi także tym, którzy nie lubią Kościoła lub nie ufają Kościołowi. W tym faktycznie dzielimy podobną misję z przywódcami państwa”.[1] Takie ambicje wydają się na pierwszy rzut oka dziwne, biorąc pod uwagę, że luteranie nie stanowią większości w estońskim społeczeństwie. Luterański Kościół może w tym względzie jednak polegać nie tylko na swoim znaczeniu historycznym, ale także na wsparciu, którego udziela mu pewna część społeczeństwa.
Luterańska przeszłość Według spisu powszechnego z 2021 roku jedynie 29% mieszkańców powyżej 15 roku wyznawało jakąś religię, 16% ludności stanowili prawosławni, a 8% luteranie. Szczególnie ta niereligijność dotyczyła samych Estończyków (69,4% populacji). Spośród nich jedynie 17% wyznawało jakąkolwiek religię. 11% Estończyków było luteranami, a 3% prawosławnymi. Jeszcze przed II wojną…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

