15 czerwca 1940 roku Litwa przyjęła sowieckie ultimatum, przewidujące utworzenie „przyjaznego” Sowietom rządu i rozmieszczenie na jej terytorium kolejnych jednostek Armii Czerwonej. Prezydent Antanas Smetona opuścił tego dnia Kowno i udał się w stronę niemieckiej granicy. Na Litwę napływały kolejne kolumny czerwonoarmistów, wzbudzając konsternację mieszkańców, którzy nie zdawali sobie jeszcze sprawy z wagi decyzji podjętych poprzedniej nocy w Moskwie. Tak zapamiętał tamten dzień przyszły prezydent Litwy Valdas Adamkus, wówczas 13-letni chłopiec: „Usłyszałem w radiu, że na Litwę wkroczyła armia sowiecka. Ogarnęły mnie uczucia niepokoju i niepewności jutra. Nie mogąc usiedzieć w domu, po jakimś czasie wybiegłem na miasto. Był upalny słoneczny dzień, druga po południu. Szedłem aleją Vytauto (Witolda). Minęło zaledwie parę godzin od podania komunikatu radiowego, gdy nagle ujrzałem w oddali szeregi rosyjskich żołnierzy, wolno posuwające się samochody pancerne i ciężarówki. Patrzyliśmy na nich w osłupieniu i z trudem mogliśmy uwierzyć, że dzieje się to w rzeczywistości. Gdy wojsko podeszło bliżej, uderzył ostry zapach potu i butów z cholewami. Dopiero wtedy dotarło do mojej świadomości, że to prawda”. To był dopiero początek dramatu. Podobne w treści i tonie żądania Stalin – za pośrednictwem szefa dyplomacji Wiaczesława Mołotowa – wystosował w kolejnych dniach wobec władz Łotwy i Estonii. Zastraszeni i opuszczeni przywódcy państw bałtyckich jeden po drugim ulegali wobec presji Moskwy. Wszędzie powtarzał się ten sam scenariusz. Na oczach oniemiałych obywateli najważniejsze miasta były zajmowane przez obce wojsko. Nie towarzyszył temu niemal żaden sprzeciw. Przywódców, którzy w nadziei na uniknięcie rozlewu krwi przyjęli sowieckie żądania, miał spotkać wkrótce ponury los. Podobnie jak ich państwa. Okupacja stawała się faktem. Na odzyskanie niepodległości państwa bałtyckie musiały czekać pół wieku. Podział stref wpływów O losie Litwy, Łotwy i Estonii zdecydowały jednak decyzje podjęte wiele miesięcy wcześniej. 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie zawarty został pakt o nieagresji między Niemcami a ZSRS, który do historii przeszedł pod nazwą paktu Ribbentrop-Mołotow. Od kilku miesięcy trwały rozmowy na linii Moskwa-Paryż-Londyn w sprawie możliwego sojuszu polityczno-wojskowego, a równolegle Stalin sposobił się też do negocjacji z Hitlerem. Ostatecznie uznał on, że korzystniejsze dla ZSRS będzie doraźne porozumienie z III Rzeszą, którą do tej pory sowiecka propaganda przedstawiała jako arcywroga. Führer z kolei dostał wolną rękę do rozpoczęcia wojny z Polską, godząc się na włączenie Finlandii, Estonii i Łotwy do sowieckiej strefy wpływów.
Stalin liczył natomiast na to, że Hitler wda się w wyniszczającą wszystkie…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

