Ursula von der Leyen w czasie prezentacji swojej wizji Unii Europejskiej w Parlamencie Europejskim (16 lipca 2019 r.). Zdj. CC-BY-4.0: © European Union 2019 – Source: EP.

„Ufamy von der Leyen”. Nowe rozdanie w UE z perspektywy krajów bałtyckich

-

We wtorek Parlament Europejski niewielką większością wybrał Ursulę von der Leyen na nową przewodniczącą Komisji Europejskiej. Choć głosowanie było tajne, niektórzy politycy pochwalili się na Facebooku, że głosowali za kandydatką Europejskiej Partii Ludowej. Wcześniej poznaliśmy nazwiska przewodniczącego Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, a także szefowej Europejskiego Banku Centralnego. W krajach bałtyckich dominuje umiarkowany optymizm, gdy mowa o nowym podziale stanowisk. Ursula von der Leyen podoba się głównie partiom centroprawicy, podkreśla się jej zaangażowanie na rzecz NATO, fakt, że za jej kadencji na Litwie zjawili się żołnierze Bundeswehry. Także z innymi nowymi  przedstawicielami Unii Europejskiej Bałtowie powinni znaleźć wspólny język, choć wielu polityków boi się naiwności Josepa Borella w sprawach Rosji. Nacjonaliści psioczą z kolei na zapędy federacyjne Ursuli von der Leyen.

Zwolenniczka NATO podoba się w krajach bałtyckich

Oficjalna linia w Estonii głosi, że Ursula von der Leyen jest dobra dla państw bałtyckich, jako główny polityk CDU, którego doświadczenie obronne będzie atutem,  nieważne, jaki był jej prawdziwy dorobek w rządzie, tego rodzaju szczegóły się tutaj nie liczą – wskazuje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim estoński dziennikarz i ekspert ds. zagranicznych Ahto Lobjakas. Wydaje się, że ma rację, bo gdy dwa tygodnie temu poznaliśmy nazwisko nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej, dość szybko wypowiedział się w tej sprawie premier Łotwy Krišjānis Kariņš, reprezentujący „Nową Jedność”, należącą do Europejskiej Partii Ludowej. – Dla nas jako Łotyszy ta konkretna kandydatura jest bardzo interesująca, ponieważ jej stanowisko jako ministra obrony jest bardzo jasne: ona bardzo wspiera współpracę w ramach NATO. Popiera także fakt, że niemieckie siły zbrojne są reprezentowane w ramach kontyngentu NATO na Litwie. Ma także wyraźne stanowisko w sprawie silnych stosunków transatlantyckich – powiedział mediom Kariņš.  – Na dłuższą metę, strategicznie jest to dla nas nawet bardzo korzystny kandydat  – dodał.

Przeczytaj także:  „Związana z Kreenholmem”. Estońskie ślady w historii rodziny Ursuli von der Leyen

Ciekawe, że o Ursuli von der Leyen ciepło wypowiada się także litewski socjalista, były minister obrony w rządzie Algirdasa Butkevičiusa Juozas Olekas. – Jeśli chodzi o osobowość, to dobrze znam Ursulę von der Leyen z czasów, gdy byłem ministrem obrony Litwy. Widzę pozytywną rzecz: jeśli zostanie wybrana na przewodniczącą Komisji Europejskiej, to po raz pierwszy zostanie wyznaczona kobieta – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu nowo wybrany europoseł Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. To ciekawa deklaracja Olekasa, który wskazuje nam jednocześnie, że poczuł się rozczarowany faktem, że przywódcy unijni postanowili odrzucić ideę „spitzenkandidatów”, zaś państwa, które mają „problemy z praworządnością” zablokowały „bardzo postępowego kandydata Fransa Timmermansa”, holenderskiego socjalistę.

Urmas Paet, były minister spraw zagranicznych Estonii, działacz Partii Reform, a także liberalnej frakcji w Parlamencie Europejskim „Odnówmy Europę!”, trzeciego ugrupowania po ludowcach i socjalistach, które opowiedziało się za wynegocjowanym dwa tygodnie temu podziałem stanowisk w Unii Europejskiej, także podkreśla fakt, że nowa szefowa Komisji Europejskiej jest kobietą. – Von der Leyen ma dobre zrozumienie i wiedzę na temat europejskiej sytuacji bezpieczeństwa – dodaje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Paet. – Była minister obrony  Niemiec wygląda na godną zaufania i dobrze zna Estonię. Dobre stosunki z Merkel pomogą dobrze funkcjonować i ułatwią pracę Komisji – komentuje dla nas estoński ekspert ds. bezpieczeństwa i polityki zagranicznej Erkki Bahovski.

Von der Leyen nie podoba się jednak nacjonalistom, którzy uznają ją za „federalistkę”, krytykują także jej działalność jako minister obrony i stosunek do Ukrainy, która dla łotewskich narodowców jest krajem braterskim. – Ursula von der Leyen wyraziła pozytywne zdanie na temat armii Unii Europejskiej, co jest wyraźnym krokiem w kierunku federalizacji UE, przeciwko której jesteśmy zdecydowanie występujemy. Jednocześnie niemieckie wydatki wojskowe pod jej kierownictwem jako ministra obrony były stale niskie – daleko od wymaganych 2% PKB. Pamiętamy, że von der Leyen wyraziła opinię, iż Unia Europejska nie może pomóc Ukrainie w walce z rosyjską agresją. Oczywiście mamy nasze obawy dotyczące tej kandydatki – powiedział Przeglądowi Bałtyckiemu sekretarz generalny nacjonalistycznej partii VL!-TB/LNNK Raivis Zeltīts .

Grybauskaitė przepadła…

Wczoraj litewski portal BNS informował, że Dalia Grybauskaitė miała dwa tygodnie temu realną szansę, żeby skutecznie ubiegać się o stanowisko szefowej Komisji Europejskiej, mogła bowiem uzyskać wsparcie premierów Łotwy, Estonii i Polski. Nie było jednak wcześniej widać żadnej mobilizacji w regionie, która stałaby za tą kandydaturą. Politycy łotewscy i estońscy pytani o nią, reagowali ze zdziwieniem. Także litewski politolog Tomas Janeliūnas, piszący książkę o Grybauskaitė, studził już dwa tygodnie temu płonne nadzieje. – Słyszałem, że Grybauskaitė była na jakiejś liście, jako potencjalny kandydat w jednym ze scenariuszy (zaproponowany przez Angelę Merkel). Ale to mogą być tylko spekulacje, brakuje bowiem solidnych faktów. W mediach litewskich ogólnie uważano, że Grybauskaitė ma niewielkie szanse z powodu braku członkostwa w jakiejkolwiek partii europejskiej, a także osobistego charakteru i wizerunku z brakiem elastyczności tak potrzebnej na najwyższym szczeblu w UE – zdradził Przeglądowi Bałtyckiemu Janeliūnas.

Dalia tradycyjnie działała na własną rękę. Erich Maria Remarque powiedział kiedyś: „rozwinęliśmy mocne, praktyczne poczucie solidarności, które wyrosło na polu bitwy w najlepszą rzecz, którą przyniosła wojna – braterstwo broni”, a kiedy nie przestrzegasz tej rozsądnej rady, nie ma braterstwa ani umiejętność wygrywania. Aby bronić naszych interesów, należy zaplanować współpracę z dużym wyprzedzeniem. Krótkoterminowe propozycje to tylko medialne spekulacje i nic więcej – skomentował dla Przeglądu Bałtyckiego Veiko Spolītis, były wiceminister obrony Łotwy oraz były poseł „Nowej Jedności” na Sejm (należy do tej samej frakcji europejskiej, co litewscy konserwatyści).

 Posiadanie bałtyckiego przedstawiciela byłoby atutem, ale brak takiego przedstawiciela nie oznacza osłabienia pozycji. Już wcześniej nasze pozycje nie były zbyt silne. Dwaj wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej (Valdis Dombrovskis i Andrus Ansip – przyp. red.), to była miła rzecz, ale znowu zobaczymy, jaki będzie dalszy rozwój wypadków – mówi Kārlis Bukovskis, wicedyrektor Łotewskiego Instytutu Polityki Zagranicznej.

Europa Środkowo-Wschodnia obeszła się smakiem

Politycy i eksperci z krajów bałtyckich zauważają, że w obecnym rozdaniu politycznym brak jest przedstawicieli krajów Europy Środkowo-Wschodniej, inaczej niż było w 2009 r. i 2014 r., gdy wysokie stanowiska w UE obejmowali Jerzy Buzek i Donald Tusk. – Łotewski rząd jest zasmucony faktem, że żadnemu przedstawicielowi Europy Wschodniej lub Północnej nie udało się zdobyć wysokich stanowisk – mówi w rozmowie z naszym portalem Bukovskis.

Przegrani to nie tylko Europa Wschodnia i Środkowa, ale także cała Europa Północna, tzw. Liga Hanzeatycka, ponieważ kraje te nie mają żadnej z najwyższych pozycji UE. Zostaliśmy taktycznie ograni, a zyskali na tym Niemcy i Hiszpanie – napisał na początku lipca w swoim felietonie europoseł łotewskich narodowców Roberts Zīle.

Ogólnie rzecz biorąc, Europa Środkowo-Wschodnia została zaniedbana w sensie politycznym. Myślę, że jest to częściowo konsekwencją rosnącego oddzielenia Grupy Wyszehradzkiej od rdzenia francusko-niemieckiego. Widzimy również, że partie polityczne z krajów regionu nie odgrywają znaczącej roli w trzech głównych partiach proeuropejskich (socjaldemokraci, chrześcijańscy demokraci lub liberałowie) – komentuje wspomniany wcześniej  Janeliūnas. – Wciąż nie wiemy, kto będzie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. Myślę, że przynajmniej jeden wiceprzewodniczący będzie z nowego państwa członkowskiego UE. Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z tej sytuacji, ale tę sytuację musiały rozwiązać nasze rządy na posiedzeniu Rady Europejskiej – komentuje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Juozas Olekas.

Z tezą, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a więc Grupa Wyszehradzka, a także alians bałtycko-nordycki, zostały osłabione w „nowym rozdaniu”, nie zgadza się były minister spraw zagranicznych Estonii. – Moim zdaniem nie powinniśmy już używać terminu „nowe kraje” lub „nowe państwa członkowskie”. Oczywiście równowaga geograficzna mogłaby być lepsza. Nie jest dobrze, że nie ma przedstawicieli z Europy Północnej i Wschodniej. Jednocześnie samo to nie osłabia pozycji państw bałtyckich w UE – zapewnia Urmas Paet. Z kolei Erkki Bahovski, pytany dlaczego ani kraje nordyckie, ani Estonia nie mają przedstawicieli w nowych władzach Unii Europejskiej, wskazuje na jeden element: Brakowało współpracy między państwami bałtyckimi a krajami nordyckimi. Estonii trudniej jest prowadzić własną politykę przez fakt, że kraje nordyckie nie witają z otwartymi ramionami Estonii w swoich szeregach, a jednocześnie Estonia nie jest zbyt zainteresowana podkreśleniem swojej bałtyckiej tożsamości. Bahovskiemu chodzi tutaj o związki z Litwą i Łotwą, co mogło wpłynąć na brak entuzjazmu Tallinna dla kandydatury Grybauskaitė.

Veiko Spolītis zwraca uwagę, że jeśli nasz region chce w przyszłości odgrywać większą rolę w Unii Europejskiej, kraje Grupy Wyszehradzkiej, państwa bałtyckie i nordyckie powinny bardziej koordynować swoją politykę. Tym razem według  Spolītisa można się było spodziewać klęski widząc „bitwę” krajów Grupy Wyszehradzkiej przeciwko nominacji Fransa Timmermansa. – Kiedy ktoś marnuje swój dyplomatyczny potencjał w daremnych bitwach z kimś, trudno jest zmobilizować kraje regionu, by o coś walczyć – twierdzi Spolītis.

Pozostali kandydaci niewiadomą

Jak oceniani są pozostali kandydaci na najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej? Należą do nich premier Belgii, liberał, Charles Michel, socjalista-demokrata z Włoch, przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli, a także Josep Borell, działacz Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z Katalonii, który obejmie stanowisko szefa unijnej dyplomacji.

O ile w sprawie Ursuli von der Leyen, zwłaszcza członkowie Europejskiej Partii Ludowej (litewscy konserwatyści, działacze łotewskiej „Nowej Jedności” czy estońskiej „Ojczyzny”) wypowiadają się pozytywnie, to o wiele mniej komentarzy można usłyszeć w krajach bałtyckich na temat  Michela, Sassoliego czy Borella.

Josep Borell nie brzmi tak dobrze z racji jego kontaktów z Rosją. Ustanowił wspólny ośrodek obrony cybernetycznej wraz z Rosją, co jest dość śmieszne, biorąc pod uwagę cyberataki Rosji przeciwko krajom zachodnim. Był jednym z ministrów, którzy zezwalali również rosyjskim statkom na tankowanie w hiszpańskich portach po zbombardowaniu Syrii. Tak więc jego dorobek nie wygląda zbyt dobrze – dzieli się swoimi spostrzeżeniami z Przeglądem Bałtyckim Erkki Bahovski. – Oczywiście Josep Borrel to jak mówią Brytyjczycy „słoń w pokoju”, ale bądźmy szczerzy, jest on potężną postacią, choć nie jest przychylny sprawie państw bałtyckich. Dla wspólnego dobra europejskiego jestem gotów postrzegać go jako wysokiego przedstawiciela, chyba że nie zrujnuje własnego wizerunku kolejnym skandalem finansowym – mówi nam Veiko Spolītis (jak informował niedawno portal euronews.com „w 2015 r. Borell był związany ze skandalem finansowym, który zmusił go do ustąpienia z rady grupy energii odnawialnej Abengoa. Grupa wkrótce po tym ogłosiła upadłość. W ubiegłym roku został ukarany grzywną w wysokości 30 000 euro za obrót papierami wartościowymi po sprzedaży udziałów w grupie” – przyp. red.).

Josep Borell i David Sassoli są bardzo doświadczonymi politykami. Wierzę, że będą orędownikami wartości europejskich i wzmocnią UE. Potrzebujemy bardziej postępowych sił politycznych na najwyższych szczeblach przywództwa UE – deklaruje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Juozas Olekas z Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej.

O premierze Belgii Charlesie Michelu pozytywnie wyraża się Urmas Paet, członek tej samej co on frakcji liberalnej „Odnowić Europę”. – Charles Michel był premierem Belgii. Ta pozycja wymaga poczucia i umiejętności kompromisu, a także gotowości do jego zawarcia. To ważna cecha także dla przewodniczącego Rady Europejskiej – wskazuje działacz estońskiej Partii Reform.  Partia Centrum premiera Jüriego Ratasa jest członkiem liberalnej ALDE (obecnie frakcja nosi nazwę „Odnówmy Europę!” – przyp. red.), więc Michel jest postrzegany jako sukces, mimo że Belgia jest traktowana w Estonii z podejrzliwością – wskazuje estoński ekspert ds. polityki zagranicznej Ahto Lobjakas.

Naprawdę niewiele wiem o Charlesie Michelu, ale to dziwne, że jest już drugim politykiem z Belgii po Hermanie Van Rompuy’u, który już wcześniej sprawował funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej – dzieli się swoimi wątpliwościami Bahovski.

Co dalej?

We wtorek Parlament Europejski niewielką większością głosów zaakceptował kandydaturę Ursuli von der Leyen. Z tej racji, że większość europosłów z krajów bałtyckich należy do którejś z trzech dużych frakcji (ludowców, socjalistów, liberałów), można przyjąć, że większość europarlamentarzystów z Litwy, Łotwy i Estonii wsparła polityk CDU (Andris Ameriks z partii „Honor Służyć Rydze”, należącej do frakcji socjalistów, pochwalił się tym nawet na Facebooku). Obecnie czekają nas  kolejne głosowania nad kandydaturami na inne stanowiska europejskie, a także nowy podział tek w ramach Komisji Europejskiej.

 Pozycja Litwy, Łotwy i Estonii w UE będzie zależała od tego, jaki portfel otrzymają komisarze z krajów bałtyckich. Mam nadzieję, że wpływ państw bałtyckich nie zmniejszy się. Dla małego kraju kluczowym słowem w polityce są „sojusznicy”. Jedna osoba, nawet na wysokim stanowisku, nie może prowadzić agendy UE. Potrzebujemy sojuszników we wszystkich naszych politykach. W Parlamencie Europejskim postaram się wspierać sojusz między posłami z państw bałtyckich i krajów nordyckich, a także z krajów Europy Środkowej i Wschodniej – pisze w e-mailu do nas Juozas Olekas.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here