Burza piaskowa na placu Łukiskim

-

W ostatni piątek (10 lipca) prezydent Litwy Gitanas Nausėda podpisał ustawę nadającą specjalny status wileńskiemu placowi Łukiskiemu jako miejsca pamięci i „reprezentacyjnego placu państwa litewskiego”. Sprawa uporządkowania placu od kilku tygodni budzi w Wilnie spore emocje. Nie byłoby ustawy i nie byłoby emocji, gdyby nie… sztuczna plaża usypana w tym miejscu pod koniec czerwca.

„Skoro Wilno nie może pojechać nad morze, to morze przyjedzie do Wilna” – ogłosił 23 czerwca mer Wilna Remigijus Šimašius. 300 metrów sześciennych piasku, drewniane ścieżki, boisko do siatkówki, wieżyczki ratowników, przebieralnie, a nawet tabliczki ostrzegające przed rekinami. Do tego ekran wyświetlający obraz szumiących bałtyckich fal. To wszystko po to, żeby stworzyć imitację nadmorskiego wypoczynku dla mieszkańców miasta, którzy z powodu wciąż trwającej epidemii COVID-19 nie mogą wybrać się na zagraniczne wczasy.

Otwarcie plaży wystarczyło, by Wilno znów trafiło do zagranicznych mediów. „Miasto naprawdę ma swój moment w czasie pandemii” – zachwycił się portal turystyczny „Travel + Leisure”. Stało się tak nie po raz pierwszy. Wcześniej światowe media pisały o głośnych kampaniach promocyjnych Wilna (jak choćby „Punkt G Europy”), a tylko w ostatnich miesiącach o nowatorskich pomysłach władz miasta na urozmaicenie mieszkańcom życia w warunkach epidemii – np. o otwarciu w centrum miasta galerii obrazów pod gołym niebem.

Plaża w centrum miasta byłaby pewnie tylko sezonową atrakcją, gdyby nie jej lokalizacja. Mer Wilna na miejsce letniego wypoczynku wilnian wybrał najbardziej reprezentacyjny (teoretycznie) plac stolicy – na Łukiszkach. Położony jest przy głównej alei – Giedymina, w pobliżu siedzib Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy Sądu Konstytucyjnego. Południową ścianę placu zamykają budynki Akademii Muzycznej i Teatralnej oraz Sądu Okręgowego. W tym drugim za czasów radzieckich rezydowało KGB. Sam plac był z kolei miejscem straceń powstańców styczniowych w czasach carskich.

Dlatego też niektórzy uznali otwarcie plaży za „taniec na kościach”.

„Takie prace należy przerwać”

Z reakcjami jako pierwsi pośpieszyli politycy. Przeciwko otwarciu plaży zaprotestowali posłowie opozycyjnego centroprawicowego Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów (TS-LKD) Audronius Ažubalis i Laurynas Kasčiūnas. „Decyzja władz miasta o zorganizowaniu miejsca rozrywki w takim miejscu to taniec na kościach powstańców. Instalacja plaży na placu, na którym zabijano litewskich powstańców, gdzie w pobliskiej siedzibie KGB więziono i rozstrzeliwano członków ruchu oporu ma się nijak do szacunku dla walczących o wolność. Takie prace należy natychmiast przerwać” – oznajmił Ažubalis.

Jeszcze tego samego dnia zareagowała również Państwowa Komisja Dziedzictwa Kulturowego. W wydanym oświadczeniu stwierdziła, że otwarcie plaży w tak ważnym dla litewskiej historii miejscu jest niezgodne z jego przeznaczeniem. „Podejmowane w pośpiechu decyzje w sprawie obiektów tak ważnych dla pamięci historycznej państwa, bez możliwości wyrażenia swojego zdania przez społeczeństwo, sprzyjają społecznym nieporozumieniom co do sposobu obchodzenia się z obiektami dziedzictwa kulturowego” – głosiło stanowisko Komisji.

Reakcja posłów TS-LKD – ugrupowania stale podkreślającego przywiązanie do patriotycznych tradycji – nie zaskakuje. Dodatkowego smaczku dodaje jednak to, że współtworzy ona koalicję rządzącą Wilnem wspólnie z liberalną Partią Wolności, do której należy Šimašius. Wywodzący się z TS-LKD wicemer Valdas Benkunskas oświadczył jednak, że decyzja o uruchomieniu plaży nie była konsultowana ani z radą miasta, ani z administracją, ani z nim osobiście. „Wygląda na to, że i kierownictwo polityczne, i partnerzy koalicyjni, i administracja zostali postawieni przed faktem dokonanym” – powiedział Benkunskas, nie kryjąc, że sam uważa lokalizację plaży za nieodpowiednią.

Do chóru krytyków dołączył wkrótce jeden z głównych rozgrywających w litewskiej polityce – lider rządzącego Litewskiego Związku Rolników i Zielonych (LVŽS) Ramūnas Karbauskis. „W ciągu dziejów okupanci różnej maści wykorzystywali ten plac do upokorzenia Narodu – zabijali powstańców i uczestników ruchu oporu, stawiali pomniki sławiące okupacyjną władzę, aby zatrzeć narodową pamięć. Przykro patrzeć, że dziś, zasłaniając się wywalczoną przez Naród wolnością, robi się dokładnie to samo – próbuje się zasypać piaskiem historyczną pamięć” – napisał na Facebooku.

Przeczytaj także:  Ramūnas Karbauskis: cieszę się, że udało się stworzyć większościową koalicję

Przestrzeń sporu

Jarmark odpustowy w dniu św. Kazimierza, tzw. Kaziuki, na rynku Łukiszki (placu Łukiskim) w Wilnie. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Plac Łukiski w ciągu dziejów rzeczywiście widział wiele. To tutaj w latach 1863–1864 stracono powstańców styczniowych, w tym dwóch najważniejszych na Litwie – Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego. Powstańców chowano w nieoznakowanej zbiorowej mogile na Górze Giedymina. Ich uroczysty pogrzeb odbył się dopiero w listopadzie ubiegłego roku. Z kolei w czasach II RP odbywały się tu m.in. targi kaziukowe. W 1936 roku plac nazwano imieniem marsz. Józefa Piłsudskiego. Po nastaniu rządów radzieckich plac poświęcono zaś Włodzimierzowi Leninowi, stawiając na nim również jego pomnik – zdemontowany przez Litwinów w 1991 roku.

Przeczytaj także:  Ostatnia droga powstańców styczniowych

Ciemną kartę w historii Litwy zapisał budynek, w którym dziś mieści się Sąd Okręgowy. W czasie okupacji niemieckiej był siedzibą Gestapo, a od 1944 roku – radzieckich służb specjalnych, NKWD i KGB. Więziono i torturowano tu żołnierzy litewskiego podziemia niepodległościowego, wśród nich Adolfasa Ramanauskasa „Vanagasa”, rozstrzelanego w 1957 roku. Spotkał go podobny los jak powstańców styczniowych – również trafił do bezimiennego grobu, odkrytego dopiero po ponad 60 latach. Wraz z nastaniem niepodległości Litwy w latach 90. w dawnej siedzibie KGB otwarto muzeum poświęcone represjom.

Przeczytaj także:  Wnuczka Ramanauskasa „Vanagasa”: Ciało można zabić, lecz nadziei na wolność, wiary i prawdy – nie

Lokalizacja i historyczne znaczenie powinny sprzyjać w przekształceniu placu Łukiskiego w reprezentacyjne miejsce stolicy. Tak się jednak do tej pory nie stało. Łukiszki nie stały się tym, czym w Warszawie plac Piłsudskiego, w Rydze – plac wokół Pomnika Wolności czy Plac Wolności w Tallinnie. Uroczystości państwowe odbywają się w innych miejscach – przed Pałacem Prezydenckim na placu Szymona Dowkonta (Daukantasa) czy na placu Niepodległości przed budynkiem Sejmu. Z kolei plac Katedralny, na którym w przeszłości patriotyczne wiece organizował Sąjūdis, dziś ma głównie wymiar sakralny.

Jak tłumaczy „Przeglądowi Bałtyckiemu” dziennikarka portalu 15min.lt Monika Gimbutaitė, emocje wywołane zainstalowaniem na Łukiszkach plaży wpisują się w szerszą debatę o właściwym przeznaczeniu placu. – Plac Łukiski w okresie niepodległości stał się przestrzenią, w której zderzają się bardzo różne poglądy, nierzadko wywołujące konflikty w przestrzeni publicznej – rozmaite paradygmaty estetyczne, różne spojrzenia na pamięć historyczną, różne wyobrażenia o tym, kto i jak powinien decydować, czym ten plac powinien być – wyjaśnia.

Dla środowisk patriotycznych plac Łukiski jest w pierwszej kolejności miejscem pamięci, a w jego przestrzeni powinny dominować elementy symbolizujące litewską państwowość i upamiętniające walkę o niepodległość. Ale są i inne środowiska, dla których plac to przede wszystkim otwarta przestrzeń, którą można wykorzystać dla celów rekreacyjnych, rozrywkowych, organizacji imprez kulturalnych czy po prostu jako miejsce spotkań. I ku tej drugiej wizji zdaje się skłaniać mer Wilna.

Zwolennikiem pierwszego podejścia był popularny w prawicowych kręgach filozof, nieżyjący już Romualdas Ozolas. W 2007 roku tak pisał o placu Łukiskim: „Trudno byłoby sobie wyobrazić, że dysponując po raz pierwszy całkowicie suwerenną władzą nad naszą historyczną stolicą, nie zbudujemy na placu Łukiskim obelisku Wolności, który symbolizowałby zwycięstwo w wielowiekowej walce o niepodległość i który byłby – jak to się tradycyjnie rozumie – znakiem szacunku dla Największego Zwycięstwa Narodu. Wszystko inne może znaleźć miejsce w jego cieniu”.

Odmienny pogląd wyraził w 2018 roku w rozmowie z portalem 15min.lt przewodnik i badacz historii Wilna Darius Pocevičius: „Mamy już wystarczająco upolitycznione przestrzenie, gdzie możemy schylać głowy i składać kwiaty. Na tym placu naprawdę nie warto tworzyć podobnej przestrzeni. Dlatego plac powinien żyć i zostać całkowicie przywrócony wilnianom. Mogą to zrobić także sami wilnianie, decydując się na udział w rozmaitych wydarzeniach, prosząc a czasem nie prosząc o zgodę. Trzeba samemu zająć tę przestrzeń, a wtedy rzeczywiście stanie się własnością wilnian”.

Pogoń czy Wzgórze wolności?

Pierwszą próbę uregulowania statusu placu na najwyższym szczeblu podjął Sejm Litwy w 2000 roku. Zdominowany wówczas przez prawicę parlament uchwalił ustawę w sprawie placu, nadającą mu status „reprezentacyjnego placu państwa litewskiego”. W jego przestrzeni miały znaleźć się akcenty odwołujące się do walk Litwinów o niepodległość, ale miał również służyć celom kulturalnym i rekreacyjnym. Ustawa zobowiązywała rząd do opracowania planu jego zagospodarowania. Na przeszkodzie realizacji tej inicjatywy stanął jednak prezydent Valdas Adamkus, który uznał, że Sejm wkroczył w kompetencje samorządu i ustawę zawetował.

Do uporządkowania terenu placu przymierzały się kolejne władze Wilna. Udało się to wreszcie za kadencji Remigijusa Šimašiusa. Prace mogły ruszyć po podpisaniu w lutym 2016 roku porozumienia między rządem a samorządem Wilna. Po trwającej półtora roku rekonstrukcji plac został otwarty 2 listopada 2017 roku. „Wytyczono i ułożono nowe ścieżki, ustawiono 40 tymczasowych ławek, zainstalowano 66 nowych latarni, wstawiono 9 studzienek komunikacyjnych, ułożono około 800 metrów rurociągów. Już najbliższej wiosny na placu zacznie działać jedyna w krajach bałtyckich fontanna multimedialna, będą place zabaw dla dzieci, zasadzi się około 200 nowych drzew” – informował portal Wilnoteka.lt

Na placu miał się również znaleźć długo oczekiwany pomnik upamiętniający walkę o wolność. Na zorganizowany przez Ministerstwo Kultury konkurs wpłynęły 32 prace. O zwycięzcy miało zdecydować wspólnie jury eksperckie oraz głosowanie internetowe. 27 listopada 2017 roku ogłoszono, że konkurs wygrał projekt Andriusa Labašauskasa pt. „Wzgórze wolności”, zakładający budowę monumentu nawiązującego kształtem do bunkra – takiego, w jakich ukrywali się walczący z władzą radziecką partyzanci.

Projekt „Wzgórze wolności” Andriusa Labašauskasa

Południowe zbocze wzniesienia miało być wykończone kompozycją rzeźbiarską opartą na motywach drzew. „Widok wznoszących się ku górze pni kojarzy się z leśnymi bunkrami partyzanckimi i lasem, który dla Litwinów od dawien dawna jest ważny – zarówno pod względem strategicznym, jak i sakralnym” – głosił opis projektu. Wkomponowanie rzeźby w zbocze miało z kolei symbolizować także podziemie – „symboliczną przestrzeń, w której trwał ruch oporu przeciwko okupacji”.

Wybór nowatorskiego pomysłu Labašauskasa nie spodobał się zwolennikom konkurencyjnego projektu, zakładającego budowę realistycznego pomnika Pogoni autorstwa Arūnasas Sakalauskasa. Grupa działaczy skupionych w Funduszu Wsparcia Pogoni krytykowała „Wzgórze wolności” powołując się na wyniki przeprowadzonego kilka miesięcy wcześniej sondażu (76 proc. ankietowanych opowiedziało się za pomnikiem Pogoni) oraz podjętą w maju 2017 roku uchwałę Sejmu, domagającą się, by do 16 lutego 2018 roku – na stulecie niepodległości Litwy – na placu Łukiskim stanęła rzeźba rycerza na koniu, poświęcona „przez wieki walczącym i poległym za wolność Litwy”.

Przeczytaj także:  Dzień był mglisty i pochmurny. 99 lat temu uchwalono niepodległość Litwy

– Zwolennicy Pogoni próbują stworzyć wrażenie, że to właśnie ona jest powszechnie oczekiwanym i popieranym symbolem, jaki powinien znaleźć się na placu Łukiskim – uważa Monika Gimbutaitė. – W poprzednim konkursie, w którym głos oddano społeczeństwu, nie było to jednak takie jasne – wówczas wygrał projekt „Wzgórze wolności” Labašauskasa. To jak do tej pory jedyne dane, pozwalające odpowiedzieć na pytanie bez odpowiedzi: czego na placu Łukiskim rzeczywiście oczekujemy? – twierdzi dziennikarka.

Sprawy znów utknęły w martwym punkcie. Niechciany w Wilnie pomnik Pogoni ostatecznie stanął w Kownie. Jego zwolennicy próbowali dochodzić swoich praw w sądzie, dążąc do unieważnienia konkursu z przyczyn formalnych. W listopadzie 2019 roku ich skarga została odrzucona. W międzyczasie jednak Ministerstwo Kultury straciło zainteresowanie projektem Labašauskasa. Do jego realizacji dążą natomiast władze Wilna: pod koniec września ubiegłego roku makieta „Wzgórza wolności” stanęła na placu Łukiskim – aby mógł ją ocenić każdy z przechodniów.

Parę dni później nacjonalistyczna działaczka Astra Genovaitė Astrauskė oblała makietę czerwoną farbą.

Bitwa w piaskownicy

Niewinny z pozoru pomysł Šimašiusa usypania plaży sprawił, że placem Łukiskim znów zainteresowali się politycy. W Sejmie doszło nawet do niecodziennego przymierza zwykle nieprzyjaznych sobie ugrupowań: rządzącego LVŽS i opozycyjnego TS-LKD. „Patriotyczne” skrzydło konserwatystów, reprezentowane przez Ažubalisa i Kasčiūnasa, nie potrzebowało dodatkowych argumentów: mer Wilna już wcześniej naraził się im zbyt odważnymi krokami w sprawach dotyczących polityki pamięci (np. zdemontowaniem tablicy upamiętniającej bohatera podziemia antykomunistycznego Jonasa Noreikę – oskarżanego o udział w Holokauście).

Przeczytaj także:  Duchy przeszłości krążą nad Wilnem. Litwini spierają się o swoich bohaterów

Działania mera budzą jednak wątpliwości nie tylko w prawicowych kręgach. – Wielu wydaje się, że samorząd zbyt często podejmuje decyzje bez konsultacji z mieszkańcami miasta i traktuje przestrzeń Wilna jako swoją własną powierzchnię reklamową – komentuje Monika Gimbutaitė. Ale za wybuchem emocjonalnej debaty wokół kwestii plaży stały także polityczne ambicje. – Sprawa placu Łukiskiego została wykorzystana (nie po raz pierwszy) do uzbierania polityczny punktów czy „wyjaśnienia nieporozumień”. I właśnie ten polityczny dramat doprowadził do tego, że pojawiła się dziwna, niezrozumiała i absurdalna w wielu miejscach ustawa – zauważa Gimbutaitė.

Chodzi o ustawę o „statusie placu Łukiskiego jako miejsca pamięci”, uchwaloną przez Sejm 29 czerwca. Projekt złożony 25 czerwca przez grupę posłów rządzącej koalicji z Ramūnasem Karbauskisem na czele w ekspresowym tempie przeszedł parlamentarną procedurę. Nawiązujący treścią do ustawy z 2000 roku został uzupełniony o przepis, przewidujący że podstawowym akcentem w przestrzeni placu ma być „symbolizujący państwowość pomnik Pogoni wraz z memoriałem upamiętniającym poległych za wolność Litwy”. Przewidziano również, że wykorzystanie placu nie może naruszać „porządku publicznego” i „dobrych obyczajów”.

W decydującym głosowaniu za projektem opowiedziała się większość frakcji Związku Rolników i Zielonych oraz połowa klubu Związku Ojczyzny, a także deputowani koalicyjnych Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy i Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Przeciwko głosowali członkowie Ruchu Liberałów oraz liderka Partii Wolności (do której należy Šimašius) Aušrinė Armonaitė. Symboliczny opór własnemu ugrupowaniu postawił przewodniczący TS-LKD Gabrielius Landsbergis, wspierany przez Mantasa Adomėnasa. Łącznie: 78 głosów za, 11 przeciw i 4 wstrzymujące się.

Przeczytaj także:  W kolorze litewskiego chłodnika czy „hipsterskim krokiem”? Litwa szuka nowej, liberalnej alternatywy

„Myślę, że to obustronna akcji piarowa, która wcale ani nie pomoże w lepszym zrozumieniu pamięci historycznej, ani nie przyczyni się do upiększenia miasta. Nie uważam za rozsądne branie udziału w tej bitwie dwóch partii w piaskownicy” – tłumaczył swoją decyzję Landsbergis, mając na myśli rządzącą LVŽS i Partię Wolności. Jej liderka Armonaitė po głosowaniu nie kryła rozgoryczenia: „Okazuje się, że na Litwie istnieje monopol na stosunek do historii. Usankcjonowany prawem i biurokratycznymi metodami, jedynie słuszny sposób traktowania pamięci. Nie podskakujcie, nie cieszcie się, zamknijcie się” – napisała na Facebooku.

„Imponujące – Sejm pokazał, że potrafi nadzwyczaj szybko rozwiązywać najważniejsze dla Litwy problemy” – ironizował na swoim profilu Remigijus Šimašius. Później uzupełnił swój wpis, stwierdzając że „plaża nie jest sprzeczna z dobrymi obyczajami” oraz, że akcent w postaci Pogoni już jest na placu obecny – na łopoczącej od paru lat nad nim ogromnej fladze. Nie omieszkał wytknąć Sejmowi, że nie znalazł czasu na zajęcie się problemem nieobsadzonych stanowisk w Sądach Najwyższym i Konstytucyjnym: „Pokazał za to samorządowi, jak należy, a jak nie należy żyć. Dziękuję partii rolników za taką troskę o miasto”.

Ustawa trafiła do podpisu prezydenta Gitanasa Nausėdy. Ten udał się nawet osobiście na plac Łukiski, by na własne oczy przekonać się, czy plaża godzi w porządek publiczny i dobre obyczaje. Inspekcja najwyraźniej nie przekonała prezydenta do argumentów mera Wilna oraz prośby Aušrinė Armonaitė o zawetowanie ustawy. W piątek, 10 lipca, prezydent poinformował, że podpisze ustawę, choć zwrócił uwagę na jej niedoskonałości, a nawet – że ustawa „nie mówi nic nowego” (w mocy pozostaje podjęta jeszcze w 1999 roku przez Sejm uchwała o specjalnym statusie placu jako państwowego).

Żarty i zgryźliwe komentarze wywołała dalsza część przedstawionego przez Nausėdę uzasadnienia. Prezydent napisał w nim m.in. że „można wdać się w scholastyczne rozważania, czy pomnik Pogoni nie został już zrealizowany w postaci flagi, albo czy zgodnie z tradycją historyczną Pogoń w ogóle może istnieć w formacie 3D, a nie 2D?” oraz że „zawetowanie ustawy oznaczałoby, że ten reprezentacyjny plac dalej stawałby się ciastem złożonym z wielu warstw, w którym byłoby troszkę piasku, troszkę wody, troszkę ognia, troszkę pamięci historycznej, trochę dobrego obyczaju, trochę złego, a koniec końców – niczego”.

Czy ustawa zakończy spór wokół plaży? Jej wejście w życie przewidziano na 1 sierpnia. Do tego czasu właściwe organy państwowe „powinny ocenić, czy obecny stan i sposób uporządkowania placu odpowiada jego statusowi jako miejsca pamięci – oraz podjąć odpowiednie działania”. Remigijus Šimašius uspokoił mieszkańców, że przyjęcie ustawy niczego nie zmienia – plaża nie godzi ani w porządek publiczny, ani w dobre obyczaje, więc w spokoju będzie funkcjonować do jesieni. Z kolei premier Saulius Skvernelis nie wykluczył, że plac zostanie wzięty pod bezpośrednią kontrolę rządu. Ale na razie wstrzymuje się z decyzjami. „Przyjdzie jesień i skończy się plaża” – rzucił szef rządu dziennikarzom.

W ocenie Moniki Gimbutaitė przyjęcie ustawy to krok wstecz, zarówno jeśli chodzi o procesy demokratyczne, jak i dialog ze społeczeństwem czy szacunek dla pracy artystycznej. – Ale właśnie z tych powodów chciałabym wierzyć, że przyjęcie ustawy nie zakończy dyskusji, a wręcz przeciwnie – że do niej zachęci. Dlatego, że w tej sprawie już od dawna nie chodzi tylko o to, co pojawi się na placu Łukiskim. Sama przestrzeń może zupełnie nikogo nie interesować, ale to, co dzieje się wokół niej, nie powinno umykać naszej uwadze” – zauważa dziennikarka.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i "Tygodniku Powszechnym".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj