Jesteśmy znajomymi – pozwolę sobie powiedzieć, że przyjaźnimy się – z Ludmiłą Michajłowną Aleksiejewą, którą jak za starych czasów nazywam Ludą, już ponad czterdzieści lat. Można ją nazwać matką chrzestną Litewskiej Grupy Helsińskiej. Są to dawne czasy, nie każdy już orientuje się we wszystkich ich trudnościach i zawiłościach, nie każdy pamięta ich szczegóły, jak i sam duch. Zanim zacznę opowiadać o naszej znajomości i o roli Ludmiły Michajłowny w sprawach litewskich, należy wygłosić dwa-trzy słowa wprowadzenia. W połowie lat 70., ogólnie rzecz biorąc było jasne, że Związek Sowiecki rozpadnie się, nie wiadomo tylko kiedy. I pod względem ekonomicznym, i politycznym, kraj był na krawędzi bankructwa. System, który próbował izolować się od świata, kontrolować każde słowo i myśl, trzeszczał w szwach. W poszczególnych republikach odczuwało się to na różne sposoby. Litwa, jak i wszystkie kraje bałtyckie, była w ZSRS ewidentnie obcym ciałem. Od samego swojego powstania orientowała się nie na M...
Pozostało jeszcze 87% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


