Mārtiņš Bondars jest absolwentem Uniwersytetu w Harwardzie. W młodości profesjonalnie trenował koszykówkę, był sekretarzem Łotewskiego Związku Koszykówki. W latach dziewięćdziesiątych prowadził biuro premiera Vilisa Krištopansa. W latach 1999-2006 stał na czele kancelarii prezydent Vairy Vīķe-Freibergi. Później przez trzy lata był szefem zarządu Latvijas Krājbanka. Już w 2001 roku próbował dostać się do rady miejskiej Rygi z listy narodowej partii TB/LNNK. W 2014 roku ponownie zaangażował się w politykę krajową, został szefem Łotewskiego Zjednoczenia Regionów, centrowej partii, która w wyborach do Sejmu zdobyła osiem mandatów. Od tego czasu Bondars jest szefem jej klubu. W wyborach parlamentarnych był kandydatem na premiera, później ubiegał się o funkcję prezydenta kraju. W obu przypadkach bez powodzenia. W 2017 roku został ogłoszony kandydatem Łotewskiego Zjednoczenia Regionów oraz partii Dla Rozwoju Łotwy na urząd mera Rygi. Jest kandydatem numer jeden do rady miejskiej. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Wszedłem dziś na Pana stronę internetową "Obalamy Niła" (obecnego mera Rygi, Niła Uszakowa – przyp. Przegląd Bałtycki) . Wyczytałem tam, że 58% ryżan chce zmiany władzy w mieście. Pan twierdzi, że jest najbardziej popularnym konkurentem burmistrza Uszakowa, a więc najlepszym kandydatem do objęcia władzy w mieście. Mārtiņš Bondars: To nie ja tak twierdzę, są odpowiednie sondaże. Widziałem także inny sondaż, w którym na koalicję rosyjskiej "Zgody" i łotewskiej partii Honor Służyć Rydze jest gotowych głosować ponad 40% mieszkańców Rygi, a najpopularniejsza z tzw. partii łotewskich ma 8%. Czy naprawdę czuje się Pan taki mocny jako polityk? W sierpniu i we wrześniu 2014 roku partie polityczne mówiły, że nie należy marnować głosów, bo Łotewskie Zjednoczenie Regionów nie przekroczy progu procentowego i nie znajdzie się w Sejmie. Ostatecznie jesteśmy w parlamencie, uzyskaliśmy w wyborach osiem mandatów. To trzy razy więcej głosów niż przewidywali socjologowie. Z sondaży, które są na mojej stronie wynika, że 58% mieszkańców Rygi chce zmiany. Jeśli odejmiemy ten procent od stu, to wyjdzie nam, że ok. 40% ludzi popiera obecny układ, co odzwierciedla się w sondażach. Kampania się jeszcze nie zaczęła (rozmowa była prowadzona w kwietniu – przyp. Przegląd Bałtycki), ludzie są wciąż niezdecydowani, nie czują bliskości wyborów. Lepiej będzie poczekać do maja, a tak naprawdę do początku czerwca... Był Pan w 2015 roku kandydatem Zjednoczenia Regionów na urząd prezydenta Łotwy, wcześniej współpracował Pan z prezydent Vairą Vīķe-Freibergą jako szef jej kancelarii. Dlaczego teraz chce Pan zostać merem Rygi? Z powodu ambicji? Ryga jest silnikiem Łotwy – politycznym, społecznym, kulturalnym. 70% łotewskiej gospodarki koncentruje się w stolicy. Bez Rygi…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

