Rimantas Miknys urodził się w 1958 roku. W 1981 roku ukończył studia w Wileńskim Instytucie Pedagogicznym (obecnie Litewski Uniwersytet Edukologiczny), w 1993 uzyskał stopień doktora. Po ukończeniu studiów pracował w Instytucie Filozofii, Socjologii i Prawa Akademii Nauk Litewskiej SRS. Od 1986 roku jest pracownikiem naukowym Instytutu Historii Litwy, był kierownikiem Działu Historii XIX wieku i zastępcą dyrektora ds. naukowych. Od 2008 roku pełni funkcję dyrektora Instytutu. Zajmuje się m.in. historią litewskiego społeczeństwa na przełomie XIX i XX w. Jest autorem licznych publikacji naukowych. Poniżej druga część rozmowy z dr. Rimantasem Miknysem dotycząca oceny postaci prezydenta Antanasa Smetony. Zapraszamy do lektury pierwszej części – dotyczącej tegorocznych obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości przez Litwę. W pierwszej części naszej rozmowy wspomniał pan o prezydencie Smetonie. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie, czy jest wśród Litwinów gotowość do krytycznego spojrzenia na własną historię? W tym przypadku chodzi o to, że choć Akt 16 Lutego był w duchu bardzo demokratyczny, to jednak demokracji na Litwie nie udało się uratować i Litwa stała się krajem autorytarnym. To pytanie znowu będzie aktualne. Pojawiła się inicjatywa, by rok 2019 uczcić jako rok Antanasa Smetony, pierwszego przewodniczącego Taryby (Rada Litewska, która podjęła Akt 16 lutego 1918 roku – przyp. aut.). Przed wyborami do Sejmu ustawodawczego Taryba przekształciła się w swego rodzaju parlament i jej przewodniczący stał się w 1919 roku pierwszym prezydentem. Kiedy jako dyrektor Instytutu Historii Litwy występowałem przed komisją historyczną w Sejmie mówiłem, że nie należy ustanawiać roku Smetony. Dlaczego? Mówiłem w Sejmie, że Smetona nie był wyłącznie pozytywną postacią, że są i negatywne strony, o których pan wspomniał. Powiedziałem wręcz: to paradoksalna sytuacja, że Sejm inicjuje rok Smetony, który w 1926 roku rozpędził parlament. Jestem jednak historykiem i nie mogę być jednostronny, więc powiedziałem też, że w latach 1926-1936 byliśmy naprawdę w sytuacji bez wyjścia i dobrze, że znalazł się ktoś taki jak Smetona. Chodzi nie tylko o sytuację międzynarodową, geopolityczną, czy o to, co zrobił Piłsudski w maju 1926 roku i że później do podobnych przewrotów doszło na Łotwie i w Estonii. Chodzi o napiętą sytuację wewnątrz kraju. Jestem liberałem i bardzo szanuję Griniusa (Kazys Grinius, działacz Ludowego Związku Chłopskiego, prezydent Litwy od czerwca do grudnia 1926 roku, obalony przez pucz Smetony – przyp. aut.), ale dostrzegam też, że sytuacja na Litwie w tym czasie była bardzo niedobra. Na czym polegało zagrożenie? Związek Sowiecki działał za pośrednictwem ambasady i innych struktur, można powiedzieć, że czuł się jak…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

