„Skoro Wilno nie może pojechać nad morze, to morze przyjedzie do Wilna” – ogłosił 23 czerwca mer Wilna Remigijus Šimašius. 300 metrów sześciennych piasku, drewniane ścieżki, boisko do siatkówki, wieżyczki ratowników, przebieralnie, a nawet tabliczki ostrzegające przed rekinami. Do tego ekran wyświetlający obraz szumiących bałtyckich fal. To wszystko po to, żeby stworzyć imitację nadmorskiego wypoczynku dla mieszkańców miasta, którzy z powodu wciąż trwającej epidemii COVID-19 nie mogą wybrać się na zagraniczne wczasy. Otwarcie plaży wystarczyło, by Wilno znów trafiło do zagranicznych mediów. „Miasto naprawdę ma swój moment w czasie pandemii” – zachwycił się portal turystyczny „Travel + Leisure”. Stało się tak nie po raz pierwszy. Wcześniej światowe media pisały o głośnych kampaniach promocyjnych Wilna (jak choćby „Punkt G Europy”), a…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


