W momencie, gdy mieszkańcy Wilna oraz innych litewskich miast przestają się naśmiewać z mocno zmieniającego się Kowna, należy nie zatrzymywać się i skupić na kolejnym trudnym, lecz bardzo ważnym kroku – na rozpoznawalności miasta poza granicami Litwy. Trzeba przyznać, że dla większości Europejczyków Kowno jest białą plamą na mapie. Pokolorowanie jej kosztowałoby drogo, ale i rezultat byłby bardziej odczuwalny. Przez kilka lat kowieńskie ulice naprawdę mocno się zmieniły, a na wciąż remontowanych odcinkach pojawiły się znaki z przeprosinami za tymczasowe utrudnienia. Te napisy wzbudziły więcej dyskusji, aniżeli uliczne prace remontowe. Dowcipni i pomysłowi kownianie zostali zaproszeni do udziału w odbywających się w mieście akcjach, świętach oraz innych projektach. Krótki film przedstawiający mera Kowna Visvaldasa Matijošaitisa jadącego Ferrari po odnowionym moście…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

