Około południa, w dzień powszedni, skrzyżowanie ulic Jūras i Turaidas jest jednym z najbardziej żywych w Jurmały. Z sali koncertowej „Dzintari” dobiega muzyka Czajkowskiego, a z plaży nieopodal – piosenki rosyjskiej grupy „Bi-2”. Ze słupa ogłoszeniowego od ucha do ucha uśmiechają się parodysta Maksim Gałkin i piosenkarka Kristina Orbakaitė. Rosyjska mowa w centrum Jurmały, jak dawniej, jest wyraźnie słyszalna. Do 2014 roku Jurmała była dla rosyjskich turystów jednym z najbardziej atrakcyjnych europejskich kurortów – w niemałym stopniu dzięki festiwalom „Nowa fala”, muzycznej wersji KWN „Gołosiaszczyj Kiwin” i występom Comedy Club (KWN – Klub Wesołych i Pomysłowych oraz Comedy Club to popularne rosyjskie programy komediowe – przyp. Przegląd Bałtycki). Na kilka letnich tygodni przyjeżdżali tutaj rosyjscy artyści, politycy, biznesmeni. To co podobało się rosyjskiej klasie średniej, to nie tylko możliwość obejrzenia znanych osobistości: do Jurmały łatwo dojechać (także samochodem), klimat jest przyjemny – i nie ma bariery językowej.
Największe zyski lokalny biznes osiągał latem, czyli w czasie sezonu festiwalowego. Jednak w 2014 roku Łotwa zamknęła granice dla rosyjskich artystów, którzy publicznie poparli przyłączenie Krymu do Rosji. Na „czarnej liście” znaleźli się Oleg Gazmanow, Waleria i Iosif Kobzon, w poprzednich latach – goście specjalni „Nowej Fali”. W efekcie organizatorzy festiwalu zdecydowali się na jego przeniesienie – od 2015 roku festiwal odbywa się w Soczi. W ślad za „Nową Falą” miasto straciło KWN (który przeniósł się do obwodu kaliningradzkiego), a potem Comedy Club (w 2015 roku letnie występy odbywały się w Soczi a w 2016 – w Grecji). Większość sprzedawców w sklepikach i stoiskach wzdłuż głównej turystycznej ulicy miasta – Jomas iela – mówi po rosyjsku. W witrynach nieeleganckie manekiny w poliestrowych pareo; lokalni artyści proponują płótna z makami i kobietami w kapeluszach; tutaj babcie i dziadkowie sprzedają jagody i ogórki. Pytamy jednego ze sprzedających, jak żyje się w kurorcie bez turystów z Rosji. „Jurmały nie ma. Jurmała umarła, tak napiszcie. W ogóle Rosjan nie ma w porównaniu z ubiegłym rokiem. U mnie kupowali przede wszystkim Rosjanie i teraz handlu nie ma żadnego” – mówi sprzedawca, który dopełnia swoją myśl rozważaniami o „nacjonalistycznej retoryce” miejscowego rządu i jego zależności od USA. W magistracie Jurmały o odpływie rosyjskich turystów mówi się wyłącznie według klucza ekonomicznego: do końca 2014 roku kurs rubla w stosunku do euro spadł prawie dwukrotnie – i już dwa lata pozostaje mniej więcej na tym poziomie. „Codziennie w hotelach Jurmały zatrzymuje…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

