Na wojnie partyzanckiej: strzelanie, bieganie, orientacja - Estończycy szkolą się do obrony. Zdj. Simone Brunner. Taavi Tuisk maszerował całą noc. W szarości poranka odbezpieczał pułapki, a przed wrogimi wojskami chował się w gąszczu. Obecnie pochyla się nad mapą, by przestudiować pozycję przeciwnika. To nie jest łatwe zadanie, kiedy ma się 35 kilometrów w nogach, a spało się przed chwilą 20 minut. A w dodatku pismo jest w cyrylicy. Dlaczego pozycje na mapie są napisane akurat po rosyjsku? „To, że Rosjanie są naszymi wrogami, to scenariusz, który często przerabiamy” – mówi Tuisk, uśmiechając się. Nie wygląda na prawicowego fanatyka czy podżegacza wojennego: czarne, rogowe okulary, gibkie ciało, przyjazny uśmiech. Trzydziestodziewięcioletni mężczyzna pracuje w szkole zawodowej na największej…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

