Minął dokładnie rok, odkąd polski prezydent był w Wilnie ostatnio: w listopadzie 2019 roku uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych przywódców Powstania Styczniowego. O tym, że w tej uroczystości najwyraźniej zaznaczyła się symbolika i obecność białoruska, można by już zapomnieć, gdyby nie wydarzenia, które obserwujemy na Białorusi obecnie. Tymczasem podczas wizyty Dudy sprawa sytuacji u wspólnego sąsiada obu krajów nie wybrzmiała, o czym dalej.
Gdy Duda zaczynał wizytę, Ingrida Šimonytė (wtedy premier in spe) kończyła właśnie wraz z koalicjantkami przypisywanie nazwisk do teczek ministerialnych. Jak ocenił politolog z Uniwersytetu im. Witolda Wielkiego w Kownie – Andrzej Pukszto „dobór daty wizyty wygląda na nieporozumienie”. W wymiarze politycznym – trudno nie zgodzić się z litewskim obserwatorem. Przyjazd Dudy powiedział jednak sporo o nowej koalicji, zaś jej powstanie – o litewskim społeczeństwie i polityce. To już inna Litwa, niż ta sprzed roku, i w czasie wizyty polskiego prezydenta można to było dostrzec.
Ustępujący premier – Saulius Skvernelis przez niektórych obserwatorów Polsce ogłoszony „najbardziej propolskim litewskim premierem” od razu obwieścił nadchodzący koniec dobrych stosunków litewsko-polskich, o których poprawę sam usilnie zabiegał, będąc u steru władzy. Premierowi (a i licznym obserwatorom) chodziło o dylemat między znaczeniem, jakie dla Litwy mają stosunki z Polską, a deklaracją stawania po stronie demokracji i praw człowieka zawartą w umowie koalicyjnej nowej większości. To novum, że polskiego prezydenta na Litwie witają nie polskie dzieci w strojach krakowskich (może by i witały, gdyby nie pandemia) i nie litewscy nacjonaliści żądający przeprosin za zajęcie Wilna przed wiekiem, ale aktywiści i aktywistki, solidaryzujący się ze Strajkiem Kobiet. Jest novum, że to, co się dzieje w Polsce teraz, bardzo obchodzi społeczeństwo obywatelskie na Litwie, a historia przestała być gorącym tematem.
Tymczasem rozsypała się układanka polityczna, powstała w dużej mierze z historycznych puzzli, a stanowiąca dotychczas kontekst rozmów politycznych o prawach polskiej mniejszości na Litwie. „Polska” partia o długiej nazwie (Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Rodzin Chrześcijańskich) nie weszła do Sejmu z listy ogólnokrajowej (dostało się tylko troje jej przedstawicieli z okręgów jednomandatowych). Za to wybrana z listy liberalnej Partii Wolności (Laisvės partija) Ewelina Dobrowolska jest teraz kandydatką na ministra sprawiedliwości. Startowała z ósmego miejsca, ale przeskoczyła kilka oczek, zbierając więcej głosów niż niektórzy koledzy nad nią. Partia Wolności wpisała do umowy koalicyjnej postulat zapisu imion i nazwisk w dokumencie tożsamości obywatela w języku oryginału, o ile jest to zapis czcionką łacińską. Tę kwestię, stanowiącą przez lata „symbol wiary” obrońców sprawy Polaków na Litwie, Dobrowolska…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

