Na dobry początek widowiskowe odpłynięcie z portu w Helsinkach, z całą niezbędną atmosferą i scenerią – zielone kopuły w złote gwiazdy katedry na Senaatintori, pożegnalna ariergarda wysp i wysepek archipelagu w pobliżu miasta, z surową wyspą-fortecą Suomenlinna, rosnące na tych skałach niskie sosny, niewielkie brzozowe zagajniki, malowane na czerwono i żółto drewniane domki, maszty z powiewającymi na wietrze flagami w kolorze bieli i ciemnego błękitu oraz wszędobylskie wielkie szare mewy odprowadzające statek daleko w morze. Następnie ponad godzina na pełnym morzu, szare fale Bałtyku, mocne podmuchy wiatru, i wreszcie delikatnie zarysowująca się sylwetka Tallinna – szpile Oleviste, Niguliste i Toomkirik na tle szaro-niebieskiego nieba, kuliste obłoki nad miastem, wieżowce city oraz Pirita ze strzelistą wieżą telewizyjną po lewej. Tere, Tallinn…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

