Moje bałtyckie drogi. Część 2: Jedność gospodarcza

Kraje bałtyckie są niewielkie, każdy z nich można przejechać od granicy do granicy w ciągu góra czterech godzin, z kolei droga z Tallinna przez Rygę do Wilna zajmie około ośmiu godzin. Łączą je wspólne trasy drogowe i kolejowe, ale na początku transformacji każde z państw wybrało inną ścieżkę rozwoju, trzy małe republiki rywalizowały ze sobą, a to kapitał zagraniczny prowadził do budowania gospodarczej jedności.

|

Wspólnymi siłami Na początku transformacji, każdy kraj poszedł jednak swoją drogą, i po jedności, idealistycznie deklarowanej podczas „Bałtyckiej drogi” w 1989 roku, pozostały jedynie wspomnienia. Zresztą, czas nie sprzyjał sentymentom – trzeba było szybko budować wolnorynkową gospodarkę w oparciu o kapitalizm, któremu to wyzwaniu każdy kraj sprostał tak, jak potrafił. W każdej z trzech republik lista problemów była długa: słaby sektor finansowy, brak doświadczonych kadr, nieudolny sektor publiczny i wiele innych. Estonia od początku przymierzyła się do roli prymusa i już nie oddała palmy pierwszeństwa, zgarniając dla siebie pierwszą falę inwestycji (przeważnie skandynawskich i fińskich), które następnie redystrybuowała na Łotwę i Litwę. W ten sposób na rynek stosunkowo szybko weszły wielkie banki skandynawskie, które stopniowo wyparły i zastąpiły niemal wszystkie słabe miejscowe banki i zajęły dominującą pozycję na rynku w każdym z trzech krajów. Właśnie Skandynawowie byli pionierami ...

Pozostało jeszcze 95% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się