Tom zaczyna się fizjologicznym cytatem z Internetu. Podano w nim cztery sierdzia (z prefiksami “w”, “śród”, “o” i “na”). Z polskiego słowa serce “d” czemuś wypadło, a w litewskim odpowiedniku (i łotewskim także) trzyma się całkiem nieźle. W tych sierdziach zaś lepiej słychać praindoeuropejskie pochodzenie tego wyrazu. Cytat o “sierdziach” brzmi jak żart o dzidologii bojowej (nauka ta rozkłada każdą dzidę na przeddzidzie, śróddzidzie i zadzidzie), ale w odniesieniu do spraw sercowych. A że każda książka poetycka jest trochę o sercu, to wiadomo. Ta zaś ze sprawami sercowymi poczyna sobie całkiem jawnie i unika w tym niezdrowych tonów. zuchwale marzę o błękitnym rześkim świetle o klawesynach, zamkach, o miękkych ścieżkach w lesie nie wątpię w swoje uczucia do nich jak i w to, że czuć będę ni mniej, ni więcej – samym sercem czerwonym, gorącym, dudniącym Tak poetka kończy wiersz („Chciałam biegać po cmentarzu”). Do kwestii serca jeszcze wrócę. Teraz zaś chciałem jeszcze powiedzieć coś o motcie (swoją drogą, rozkoszna forma). Podobno mott (jeszcze lepiej to brzmi) jest ostatnio za dużo w książkach poetyckich. To zaś, które wspomniano, jest wybitnie trafne. Świetnie też brzmi motto będące tytułem utworu Purcella. Angielski kompozytor pojawia się tu po chwili w wierszu. Rzekłbym nawet, że on tam pobrzmiewa. Ostatnią część książki rozpoczyna motto, które jest już klasycznym cytatem poetyckim. Ale to też warty zapamiętania cytat, więc go re-zacytuję: Zgadnij co pachnie tak? Nie zgadłeś. Lilie? Lipy? Wiatr? Nie. Henrikas Radauskas Tyle o mottach. Oprócz nich książka jest przeplatana na poły abstrakcyjnymi grafikami przypominającymi mi wers mistrza naszej poezji, Andrzeja Sosnowskiego: do życia powołują się struktury. Wiersze napisane są w tonie dość potocznym, ale na swój sposób odkrywczym. Kontrastowe zestawienia obrazów w niektórych przypadkach budzą uznanie. Takim przykładem jest wiersz “Osobiste doświadczenie” (proszę zwrócić uwagę na skromność tytułu). Wspaniała kawalkada jaźni w sposób wyjątkowo zręczny balansuje pomiędzy snem, jawą, fabułą zacytowaną i urojeniem na jawie przeżywanym. Ciekawi mnie ten wielobranżowy błysk, który zapewne przemknął przez głowę i otworzył sekwencję tylu emanujących z siebie kolejno scen. Między snem, rzeczami, płynami ustrojowymi, śmietniskiem i dniami dzieje się tu zależność, której poszukiwanie warte jest dobrego wiersza. A któż nie lubi zetknąć się z dobrym wierszem? Udanych zestawień jest w tej książce więcej. Czytając wiersze z Czerwonego śliskiego pałacu można sobie układać liryczne obrazy w wyobraźniowe poliptyki zgodnie z wytycznymi własnej fantazji. Zdumiewają nie tylko zestawienia obrazów, ale i one same. Na przykład czysta czerń z zaczętego początkiem modlitwy…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


