Na tle innych jednostek pływających w promach urzeka mnie uniwersalność. Zapewniają one tranzyt towarowy poprzez przewóz samochodów ciężarowych, a jednocześnie umożliwiają one transport większej grupy pasażerów w bardziej lub mniej komfortowych warunkach pokładowego hotelu. Wobec zaniku nieodżałowanych statków liniowych, którymi pasażerowie mogli przemieszczać się pomiędzy kontynentami, historia morskiej żeglugi pasażerskiej poszła w dwie strony. Jedną z tych stron są statki wycieczkowe, mobilne centra rozrywki i prestiżu, a drugą promy, bardziej skupione na spełnianiu funkcji transportowej. Jedną z większych wyrw w lądowej substancji Europy jest Morze Bałtyckie. Od każdej jego strony znajdują się lądy. Nie sposób przecenić transportu morskiego w akwenie Bałtyku. W nieco wyrywkowy i nieskrycie subiektywny sposób postaram się dotknąć temat żeglugi pasażerskiej na tym morzu. Skupię się głównie na własnych doświadczeniach podróżnych i własnych poszukiwaniach dotyczących pływania po Bałtyku. Najpierw nieco historii.
Nie znam dobrze historii żeglugi po Morzu Bałtyckim. Temat ten wymagałby zupełnie osobnego opracowania. Chcę jednak wspomnieć kilka minionych faktów, które wywołują pewną nostalgię albo przynajmniej zainteresowanie. Pierwszym z nich (w sumie dotyczy on innego gatunku transportu niż żegluga) jest piękna aczkolwiek nieco utopijna legenda o karczmie na samym środku Bałtyku, który miał w zamierzchłych czasach być w całości zamarznięty. Widmo podróży saniami przez środek Bałtyku z wizytą w śródmorskim motelu to piękny przyczynek do snucia bałtyckich fantazji. Nieporównywalnie bardziej prawdopodobnym faktem, który mam ochotę wspomnieć, są podróże międzykontynentalne rozpoczynane z nadbałtyckich portów. Nie zapadło jeszcze w niepamięć wspomnienie polskiej historii transatlantyków, włącznie z tym najsłynniejszym i najniedawniejszym - MS Stefanem Batorym. Pamiętać trzeba o tym, że obok RMS Queen Elizabeth 2 i SS France to właśnie polski liniowiec był jednym z ostatnich statków pasażerskich wykonujących regularne kursy z Europy do Ameryki. Intensywny rozwój samolotów odrzutowych historię tę skutecznie zakończył. Chcę tu jednak przywołać wspomnienie o firmie Baltic American Line, która działała tylko dziesięć lat wykonując kursy z Lipawy przez Rotterdam do Nowego Jorku. Warte jest to odnotowania choćby z tego względu, że dzisiaj żaden z trzech krajów bałtyckich nie ma nawet lotniczego połączenia z Ameryką, a kiedyś pływały statki. Flota firmy Baltic American Line składała się ze statków „Litwa”, „Łotwa”, „Estonia” i „Polska”, co zapewne wywoła niejeden uśmiech wśród czytelników „Przeglądu Bałtyckiego”. Ostatnie wspomnienie, o którym chcę powiedzieć, dotyczy de facto kolei, a mianowicie pociągu “Balt Orient Express”, który we wczesnych latach powojennych kursował z Warszawy do Sztokholmu, przemierzając Morze Bałtyckie promem między Świnoujściem i Trelleborgiem. Na stacji, która dzisiaj nazywa się Świnoujście Port, a…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.


