Zaczęło się od gafy premiera Valdis Dombrovskis. Zdj. Wikipedia / CC. Cztery lata temu temat Katalonii nie był tak oczywisty jak obecnie. Zaczęło się od gafy ówczesnego premiera Łotwy Valdisa Dombrovskisa. Mogło go to nawet kosztować późniejszą karierę w instytucjach europejskich. Tak przynajmniej nerwowo informowała łotewska prasa. Co zrobił przywódca Łotwy? W rozmowie z Agencia Catalana de Noticies (lokalna agencją informacyjna – przyp. red.) powiedział, że jeśli decyzja o niepodległości Barcelony zapadnie w sposób "zgodny z prawem", wtedy nie będzie można mieć zastrzeżeń do ogłoszenia przez Katalonię niezależności. Wypowiedź miękka, delikatna, ale Hiszpanie uznali to za wtrącanie się w swoje wewnętrzne sprawy. Na dywanik został wezwany ambasador Łotwy w Madrycie Jānis Eichmanis. Po prawdzie jednak także premier Litwy Algirdas Butkevičius wypowiedział się w podobnym duchu, że "każdy naród ma prawo do samookreślenia". Hiszpanie wezwali wobec tego do MSZ także litewską ambasadorkę Audr...
Pozostało jeszcze 95% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


