Pomnik Zwycięstwa został odsłonięty w listopadzie 1985 r., na parę lat przez upadkiem Łotwy Sowieckiej na terenie Parku Zwycięstwa (co ciekawe, jego nazwa nie nawiązuje w ogóle do czasów sowieckich, a do zwycięstwa nad wojskami Bermondta-Awałowa w 1919 r.), w dzielnicy Rygi zwanej „Pardaugawą”, czy „Zadźwiniem”. Pomnik, którego centralnym elementem jest obelisk o wysokości 79 metrów zwieńczony gwiazdą, pokryty dolomitem z Saremy, zaprojektował kolektyw złożony z rzeźbiarzy łotewskich i rosyjskich. Po upadku Związku Sowieckiego pomnik bywał przedmiotem kontrowersji, gdyż co roku odbywają się pod nim obchody tzw. Dnia Zwycięstwa, który w dniu 9 maja gromadzi nawet 150 tys. ryżan. Pod pomnik chodzi się także w dniu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca, a także w rocznicę „wyzwolenia Rygi” 13 października. Ze strony łotewskich polityków wiele razy pojawiały się sugestie, by przenieść lub rozebrać pomnik, zaś ponad dwadzieścia lat temu członkowie nacjonalistycznej organizacji „Pērkonkrusts” usiłowali bezskutecznie wysadzić kompozycję w powietrze. – Sojusz Narodowy zawsze dążył do usunięcia pomników propagandy sowieckiej z krajobrazu. Naszym zdaniem nie ma miejsca na totalitarną symbolikę na Łotwie. Lokalne sekcje naszej partii niedawno zdołały usunąć część z tych pomników w niektórych miastach (na przykład w Limbaži), ale największy i najbardziej symboliczny z nich – „Uzvaras piemineklis” w Rydze („Pomnik Zwycięstwa” – przyp. red.) – wciąż pozostaje. Z pewnością zostanie usunięty, pytanie brzmi, kiedy – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł narodowców do Sejmu XIII kadencji Jānis Iesalnieks. Za usunięciem opowiada się także od lat politolog i historyk Edvīns Šnore, autor popularnego filmu „The Soviet story” wyświetlanego także w polskiej telewizji. – Nie ma miejsca na pomnik, który celebruje armię sowiecką, która okupowała Łotwę i zniewoliła jej obywateli na 50 lat – powiedział naszemu portalowi Šnore, który od 2014 r. sam jest posłem nacjonalistów na Sejm i podkreśla, że decyzja Sejmu Łotwy z 13 czerwca, by skierować do dalszych prac petycję autorstwa Uģisa Polisa, która zakłada wyburzenie pomnika, w istocie wcale nie oznacza jeszcze jego likwidacji. Do tego droga daleka. W czwartkowym głosowaniu Sejm jednak znacząco ją przybliżył. Za skierowaniem petycji podpisanej przez 10,8 tys. obywateli Łotwy do dalszych prac w komisjach głosowało 45 posłów (narodowców, członków Nowej Partii Konserwatywnej, populistów z partii Artussa Kaimiņša, Związku Zielonych i Rolników, a także liberalnej „Nowej Jedności” – partii premiera Krišjānisa Kariņša), przeciwko było jedynie 30 posłów Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, reprezentującej mniejszość rosyjską, a także liberałów z ugrupowania „Attīstībai Par”. Nie głosowało siedmiu posłów. W istocie „hardlinerów” opowiadających się za wyburzeniem…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

