Rosyjska apokalipsa. Recenzja serialu „Ku jezioru”

-

Epidemia do Rosji dotarła zanim jeszcze w Europie ktokolwiek usłyszał o Covid-19. Właściwie to Эпидемия (Epidemija; polski tytuł Ku jezioru), bo chodzi o rosyjski 8-odcinkowy serial w reżyserii Pawła Kostomarowa. Ten wyprodukowany i nagrany jeszcze w 2018 roku serial opowiada o epidemii zjadliwego wirusa, który wstrząsnął Moskwą i całą Rosją. Jak wygląda rosyjska wirusowa apokalipsa od jesieni 2020 roku można zobaczyć na Netflixie.

Rosyjską premierę serial miał na przełomie 2019 i 2020 na platformie streamingowej Premier (należącej do Gazprom Media). Rosyjskie science fiction przypadkowo ociera się o rzeczywistość. Ośmioodcinkowa opowieść o Rosji dotkniętej wirusem powodującym ostre zapalenie płuc trafiła na ekrany w dość wrażliwym momencie, bo w tym samym czasie z chińskiego Wuhan, już zupełnie realnie, na kolejne prowincje państwa rozprzestrzenia się nowy wirus. 31 stycznia 2020 roku, czyli kilka tygodni po premierze ostatniego odcinka serialu, odnotowane zostają pierwsze dwa przypadki Covid-19 na terenie Rosji.

W styczniu ubiegłego roku, oglądając ten serial, rosyjscy widzowie mogli się poczuć nieswojo. Zaś co bardziej odważni mogli pomyśleć, że wśród twórców serialu jest wróż lub że obraz jest wynikiem jakiegoś skomplikowanego spisku. Wirus toczący obecnie świat jednak okazał się mniej zjadliwy niż ten opisany przez twórców serialu. Cała produkcja choć trafiła na ekrany w marketingowo idealnym momencie to nie jest do końca autorskim projektem scenarzysty i reżysera, zaś jedynie adaptacją. Powstał on jako ekranizacja rosyjskiej powieści science fiction z 2011 roku autorstwa Jany Wagner pt. „Вонгозеро” (Wongoziero). Książka na polskim rynku wydawniczym dostępna jest od 2015 roku pt. „Pandemia”.

Imperium z kartonu

Serialowy rosyjski reżim oparty o resorty siłowe, pod wpływem kryzysu epidemiologicznego, dość szybko ulega degradacji. Władze nie są w stanie zapanować nad chorobą rozwijająca się w piorunującym tempie. Choć serial nie pokazuję nam najwyższych czynników politycznych na Kremlu, ani procesu decyzyjnego to obserwujemy w akcji zbrojne ramie władzy – jednostki mundurowe resortów siłowych. Te zaś dość nieudolnie próbują ustanowić porządek i zlikwidować ogniska choroby, stosując jedynie znaną sobie metodę – nagą siłę. Wprowadzane bez logicznego planu kolejne kwarantanny doprowadzają do napięć społecznych i coraz większego chaosu.

Finalnym momentem, gdy władza traci monopol na wykorzystywanie przemocy fizycznej jest ustanowienie Moskwy strefą kwarantanny. W serialu widzimy jak kordon sanitarny odcinający stolicę nie tylko ma na celu ochronę „zewnętrza” przed wirusem, ale także przed niekontrolowanym rozlewem przestępczości, która ogarnęła miasto.

Plakat “Ku jezioru”

Bezradność i jednocześnie bezduszność rosyjskiego aparatu władzy widzimy szczególnie w dwóch odcinkach – pierwszym i piątym. Zbrojne jednostki przypominające „Rosgwardię” starają się przeciwdziałać kolejnym ogniskom choroby. Bestialstwo „siłowików” widzimy szczególnie w odcinku piątym, gdy mundurowi dosłownie likwidują ognisko choroby w jednym z prowincjonalnych szpitali strzelając do bezbronnych starców i dzieci.  Odcinek ten wzbudził gorączkową reakcje właścicieli platformy streamingowej, na której był emitowany serial. Właśnie po 5. odcinku chcieli oni zawiesić dalszą emisję. Jak twierdzą niektóre rosyjskie media, dopiero po interwencji na poziomie ministerstwa kultury udało się wznowić emisję serialu. Odbyło się to kosztem niewielkiej ingerencji w treść produkcji. Widzowie serii w trakcie emisji 6. odcinka usłyszeli specjalnie dograny głos lektora, wyjaśniający widzom to co zobaczyli w poprzednim epizodzie. Dokonujący egzekucji na ludności cywilnej oddział zbrojny, według komunikatu nie mógł być łączony z państwowymi formacjami mundurowymi (Rosgwardią), był zaś nielegalnym ugrupowaniem zbrojnym.

Rosja jaką widzą na ekranach widzowie jest przykładem kartonowego imperium. Już w pierwszym odcinku widzimy jak kolos upada pod swoim własnym ciężarem. Wraz z nim wszystkie dotychczas ustanowione instytucje społeczne. Te mające pozytywny charakter, jak i te będące efektem systemu korupcyjnego. Jak upada system rosyjskiej kleptokracji widzimy na przykładzie jednego z bohaterów – Leonida (Aleksandr Robak). Jego majątek i wpływy w rosyjskiej elicie polityczno-wojskowej okazują się bezużyteczne w konfrontacji z nową rzeczywistością. Serialowa rzeczywistość jest światem, w którym upadają dosłownie wszystkie więzi społeczne. Jedynymi elementami utrzymującymi resztki rosyjskiego społeczeństwa jest deficytowe wzajemne zaufanie i sygnał krótkofalówek.

Karelia

Te pozostałości rosyjskiego społeczeństwa są reprezentowane przez grupę głównych bohaterów, próbujących dostać się z moskiewskiego przedmieścia do Karelii. Dwie rodziny, które spotykamy na samym początku serialu stanowią (stereotypowy) przekrój pokoleniowy dzisiejszej Rosji. Z jednej strony poznajemy rodzinę Leonida. Typowego rosyjskiego nuworysza – nieokrzesanego (wręcz prostackiego i wulgarnego) bogacza, z dużo młodszą kolejną już żoną Mariną (Natalia Ziemcowa) i problematyczną córką z poprzedniego związku Poliną (Wiktoria Agałakowa). Grana przez Agałakową Polina jest charakterystycznym reprezentantem rosyjskich „młodych i zbuntowanych”. Jej zachowanie i wygląd przypominają połączenie wizerunku scenicznego Anastazji Kresliny z grupy muzycznej IC3Peak oraz Sofii Tajurskiej z Little Big.

Z drugiej strony zaś spotkamy Seriożę (granego przez pochodzącego z Tallinna Kirilla Käro) uosabiającego pokolenie przełomu lat 80. i 90. Sergiej skonfliktowany z własnym ojcem, żyjący w poligamicznej relacji z dwiema kobietami stara się ułożyć swoje życie i życie pozostałych bliskich w pandemicznym chaosie. Po pierwsze chce on udowodnić własnemu ojcu Borysowi, że jest lepszym rodzicem od niego. Ten (grany przez Jurija Kuzniecowa) jest archetypem rosyjskiego mężczyzny. Borys jest uzależniony od alkoholu, wyrzucony był po upadku ZSRS na margines życia (w czasach sowieckich był naukowcem), jednocześnie na swój pokręcony sposób stara się być odpowiedzialną głową rodziny (w rzeczywistości jest patologicznym ojcem, dawniej znęcającym się nad młodym Siergiejem). To właśnie on wpada na pomysł ucieczki do Karelii. Tam w swojej daczy Borys ma zgromadzone zapasy i przygotowany samowystarczalny azyl na wypadek kolejnego kryzysu w Rosji, który właśnie nastąpił.

Ciekawym wątkiem jest również relacja Borysa i Poliny. Reprezentujący kompletnie inne pokolenia, wyobrażenia oraz wartości mają jeden punkt wspólny, który ich łączy. Nastoletnia Polina, jak i starzec Borys są alkoholikami. W całej opowieści nie można też zauważyć roli kobiet. Obie partnerki Sergieja – Anna (Wiktorija Isakowa) oraz Irina (Marjana Spiwak), Marina i w końcu Polina są de facto fundamentem, na którym trzyma cała wyprawa do Karelii. W krytycznych momentach, gdy mężczyźni zawodzą, to one są filarem utrzymującym całą grupę w ryzach. Jedną z takich scen sybmolizujących siłę bohaterek jest ta, w której muszą one zapanować nad agresywnym pijanym Borysem.

Modelowe czyli sztampowe science fiction

Apokalipsa zaprezentowana w serialu choć sztampowa to jest warta uwagi. Na szczególną pochwałę zasługuje osadzenie wydarzeń w mocno rosyjskim kontekście. Niestety dobrze zarysowane tło i bohaterowie jedynie trochę równoważą to, że serial „Ku jezioru” jest średniej klasy science fiction.

Autorzy nie postarali się i nie wykorzystali żadnych nowatorskich konceptów. Wiele zabiegów i apokaliptycznych motywów ukazanych w serialu niestety stanowią kalkę stale wykorzystywaną w każdym utworze opisującym post-pandemiczną rzeczywistość.

Motyw podróży, uzbrojone grupy bandytów, czy w końcu grupy ludzi przechodzące na kanibalizm by przetrwać, są konstrukcjami pospolitymi dla tego gatunku. Sporo seriali apokaliptycznych wyprodukowanych w ostatnich latach, w tym sporo dostępnych na platformach streamingowych korzysta z tych „motywów-wytrychów”.

Wątkiem, który wyróżnia się na tle wymienionych jest motyw słowiańskiej „Baby Jagi” pojawiający się w ostatnich odcinkach. Schematom nie ulega też zakończenie pierwszego sezonu. Jest ono tak oryginalne (w negatywnym tego słowa znaczeniu), że aż absurdalne. Można odnieść wrażenie, że scenarzyści użyli go tylko po to, by móc nagrać kolejny sezon. Ten zaś ma mieć swoją rosyjską premierę jesienią 2021 roku. Czy warto na nią czekać? Pomimo serialowych wad, raczej tak!

Absolwent historii wojskowości w Akademii Obrony Narodowej i warszawskiego Studium Europy Wschodniej. Jego zainteresowania oscylują głównie wokół dziejów wojska narodowego i sowieckiego na obszarze Łotwy, Litwy i Białorusi.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

Subskrybuj newsletter Przeglądu Bałtyckiego, żeby otrzymywać informacje o nowych artykułach.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj