Angielsko–szwedzkie prawie noir. Recenzja serialu Młody Wallander

-

„Młody Wallander” mógłby być kolejnym nordyckim hitem dostępnym na Netflixie. Niestety dobrze zapowiadający się kryminał o mocnym zabarwieniu politycznym szybko zamienia się w naiwną historię o walce dobra ze złem. Zaś legendarny szwedzki śledczy z powieści Henninga Mankella, sprawia wrażenie ambitnego, lecz średnio rozgarniętego policjanta.

Serialowego Kurta Wallandera z adaptacji Netflixa poznajemy niedługo po tym jak skończył akademie policyjną. Śledczy ze szwedzkich kryminałów według nowej adaptacji pierwsze kroki w swojej karierze stawia w XXI wiecznym Malmö. Mieście owianym złą sławą niebezpiecznych imigranckich osiedli. Właśnie na jednym z nich – mitycznym Rosengård mieszka młody Kurt grany przez Adama Pålssona.

Już niemal od pierwszych scen wraz z młodym policjantem wpadamy w wir osiedlowego życia. Rejonem trzęsie ekipa z okolicy pod przywództwem Basha. Bez jego akceptacji i wiedzy nic w okolicy nie ma prawa się dziać. Młody Kurt mocno się wyróżnia na tle sąsiadów. Jest jednym z nielicznych białych Szwedów na osiedlu. Nikt jednak nie wie czym zajmuję się w godzinach pracy.

Szybko jednak młody policjant traci anonimowość. Pewnego wieczora na podwórku dochodzi do brutalnej zbrodni. Jeden z dzieciaków grywających w piłkę na osiedlowym boisku zostaje zamordowany. Hugo Lundgren, będący ofiarą, nie pochodzi z Rosengård. Przyjeżdża tu z bogatszej dzielnicy podmiejskiej tylko czasem, by pograć w piłkę z kolegami z drużyny. Mieszkańcy osiedla po raz ostatni widzą Hugo w środku nocy, przywiązanego do ogrodzenia boiska. Nastolatek ma twarz pomalowaną w szwedzkie barwy, a w ustach ma umieszczony odbezpieczony granat. Gdy tłum gapiów rośnie, nagle do ofiary podbiega zakapturzony mężczyzna. Wyciąga zawleczkę z ust chłopaka. Kilka sekund później głowa młodego Szweda rozlatuję się na kawałki. Kurtowi pozostaje tylko wyciągniecie policyjnej odznaki, uspokojenie tłumu i rozpoczęcie policyjnego śledztwa.

Od tego momentu serialowe wydarzenia nabierają tempa. Odpowiedzialność za morderstwo spada na pochodzącego z imigranckiej rodziny Ibrahima, sąsiada Kurta, który był skonfliktowany z Hugo. Informacje o morderstwie i wszczętym przez policję śledztwie szybko rozchodzą się w społeczeństwie. Sytuacja polityczno–społeczna eskaluje. W Malmö zaś dochodzi do zamieszek. Grupy skrajnej prawicy organizują marsz, którego hasłem jest sprawiedliwość dla zamordowanego. Atmosfera polityczna dość szybko staje się coraz bardziej napięta. Uczestnikom szybko puszczają nerwy i dochodzi do starć z policją.

Widz obserwując wydarzenia, które mają miejsce już w pierwszym odcinku dostaje na tacy dobrze zapowiadającą się historię. Niewyjaśnione morderstwo, prawdopodobnie na tle rasowym lub politycznym. Dobrze nakreślone tło, którym są polityczno-społeczne wyzwania i problemy w wielonarodowej Szwecji. To pozwala odnieść wrażanie, że scenarzyści porządnie odrobili pracę domową z politologii. Wprawne oko śledzące choć trochę lokalne życie społeczno-polityczne szybko zauważy wiele odniesień do rzeczywistej sytuacji w Szwecji. Skrajna prawica wszczynająca w serialu walki uliczne z policją to nikt inny jak radykałowie z Nordyckiego Ruchu Oporu (pannordyccy neonaziści działający w Europie Północnej). Prowadzący działalność dobroczynną i charytatywną serialowi Munckowie i ich fundacja do złudzenia ma przypominać szwedzkich bankierów i przemysłowców z rodu Wallenbergów.

Litewsko-brytyjska podróbka Szwecji

Te początkowe wrażenia szybko stają się dość złudne. Czym dalej widz zagłębia się w fabułę, tym spotyka go coraz więcej rozczarowań. Producenci i scenarzyści postanowili widzowi zamiast kryminalnej Szwecji zaprezentować tylko jej tańszy zamiennik.

Trudno nie odczuć rozczarowania, gdy okazuje się, że zamiast blokowiska Rosengård czy centrum Malmö widz ogląda wileńskie ulice i osiedla udające szwedzkie miasteczko. Chłopaki z ekipy Basha mieszkający na osiedlu Kurta zamiast rozmawiać ze sobą w charakterystycznym dla imigranckich przedmieść rinkebysvenska/förortssvenska (szwedzkim z Rinkeby/szwedzkim z przedmieść), porozumiewają się po angielsku z akcentem charakterystycznym dla Ghany.

Wszyscy odtwórcy głównych ról w serialu też nie mają wiele wspólnego ze Szwecją. Większość bohaterów jest odgrywana przez aktorów na co dzień pracujących i mieszkających w Wielkiej Brytanii. Wyjątkiem jest tylko wcielający się w rolę główną Pålsson. W serialu, poza scenografią, odnajdziemy więcej akcentów litewskich, np. postacie epizodyczne grane są przez litewskich aktorów.

Podobnie jest z serialową ścieżką dźwiękową. Większość ścieżki dźwiękowej to utwory nagrane w języku angielskim. Wyjątkiem jest kawałek promujący serial w trailarze: Tänd alla ljus. Jest on jedynym, który został nagrany w języku szwedzkim. Co ciekawe autorką utworu jest urodzona na Litwie szwedzka raperka Silvana Imam.

Wszystko to powoduje, że całkiem odważnie i ciekawie skonstruowany serialowy „setting” zostaje zmarnowany. Bo zamiast skandynawskiego noir, w którym do końca nie wiadomo co jest białe, a co czarne, dostajemy bałtycką czerń z angielskim akcentem. Ciemne, ponure, nawet trochę depresyjne miasto, ale jednocześnie takie, w którym wiadomo kto jest zły, a kto jest dobry. Ambicje scenarzystów dotknięcia polityczno–społecznych problemów dzisiejszej Szwecji, ale też Europy okazują się jedynie marginalnym elementem tła. Na dodatek przedstawionym w dość przewidywalny sposób.

Cała problematyka okołopolityczna, tj. migracji, nierówności społecznych i radykalizacji postaw politycznych, jest jednym z wielu „straconych” pomysłów tego serialu.

Kto zabił?

Niestety podobnie jest z serialową intrygą. Widzowi jest ją dość łatwo rozszyfrować jeszcze na długo przed finałowym odcinkiem. Szczególnie, że scenarzyści sporo informacji podają na tacy, nie tylko już w dwóch pierwszych odcinkach, ale i trailarze. Tak więc niemal od samego początku możemy się domyślać kto odpowiada za zbrodnię.

O tym, że nie jest nim wytypowany przez policję Ibrahim wiemy od samego początku. Scenarzyści serialu zdradzając tak szybko „kto zabił” chyba chcieli bardziej się skupić na opowieści o poszukiwaniu motywów zbrodni przez Wallandera. Próbując w ten sposób pokazać „początek zawodowej drogi” detektywa, który w oryginale był raczej zgorzkniały, samotny i cierpiał na chorobę alkoholową. Jedyną zagadką związaną z zabójstwem, która zaciekawić może widza są motywy serialowego szwarccharakteru.

Czy jesienią 2021 roku można się spodziewać kolejnego sezonu Młodego Wallandera? Plotki internetowe mówią, ze tak. Po rozczarowaniu pierwszym sezonem nie należy jednak spodziewać się wielkiego powrotu szwedzkiego detektywa.

Absolwent historii wojskowości w Akademii Obrony Narodowej i warszawskiego Studium Europy Wschodniej. Jego zainteresowania oscylują głównie wokół dziejów wojska narodowego i sowieckiego na obszarze Łotwy, Litwy i Białorusi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj