Msza święta w Kownie. Zdj. Evgenia Levin / popieziausvizitas.lt.

Papież na Litwie: Małe cuda wielkiej pielgrzymki

-

Wierni Kościoła kompletnie zaskoczyli swoich pasterzy: ludzie licznie wylegli, by witać Ojca Świętego na ulicach Wilna i Kowna, a podczas mszy zabrakło komunii świętych dla wszystkich, którzy chcieli do niej przystąpić. Przy tym wszystkim organizacja, oparta głównie na młodych wolontariuszach, działała świetnie – pisze w komentarzu dla Przeglądu Bałtyckiego po zakończonej niedawno wizycie papieża Franciszka na Litwie dr Katarzyna Korzeniewska.

Przeczytaj także:  Papież Franciszek w krajach bałtyckich: Mosty zamiast murów

Gdyby papież Franciszek w Polsce powiedział to, co powiedział na Litwie, państwowa telewizja opatrzyłaby zapewne jego wypowiedzi stosownymi „paskami”, zawierającymi „słuszną wykładnię”. Młodzież zachęcił, by poprzez żywe relacje z dziadkami i starszymi utrzymać więź z przeszłością i nie tracić korzeni. Ten osobisty przekaz o przeszłości na Litwie (jak i u nas) nie zawsze zgodny jest z przekazem wynikającym z państwowo zarządzanego kultu bohaterów. W Kownie w homilii papież spytał otwarcie w nawiązaniu do czytania Ewangelii, w której Jezus postawił w centrum uwagi apostołów małe dziecko: „W stulecie swojej niepodległości, kogo postawicie w jej centrum?”. Wymienił, że mieliby się tam znaleźć imigranci i uchodźcy, bezrobotni bez perspektyw, starsi i opuszczeni. Otwarcie wezwał chrześcijan do czujności, by w ich myśleniu nie pojawiło się przekonanie o wyższości własnej kultury czy języka.

Przemawiając po modlitwie Anioł Pański w Kownie papież przypomniał „Naród ten [litewski] był świadkiem zagłady getta wileńskiego” i wezwał do modlitwy „by Bóg udzielił nam daru czujności, byśmy na czas dostrzegli zgubne początki zła, pojawiające się w różnych postaciach i niszczycielskie dla serc pokolenia, które tego nie doświadczyło”. A powiedział jeszcze, że zdarzało się nieraz, iż jakiś naród uważał siebie, swoją kulturę czy prawo do istnienia za większe, niż to, które przysługuje innym narodom i że gest Chrystusa z czytanej w Kownie Ewangelii jest na to odpowiedzią. Ten, kto nie umie się wyleczyć z własnych ran „dyskutuje o tym, czyja przeszłość była szlachetniejsza, kto ma prawo do większych przywilejów”, i dlatego zwykle nie jest gotów podjąć wyzwań i zobowiązań ważnych dla teraźniejszości.

Złudne to pocieszenie, że papież powiedział to do Litwinów. W jego wypowiedziach czytelna była negacja topornego nacjonalizmu, który w obu krajach jest swoją strukturą i treścią podobny w znacznie większym stopniu, niż narodowcy obojga narodów byliby skłonni przyznać. Charakterystyczny dla Litwinów i Polaków kult własnej ofiary i cierpień jest tu najlepszym przykładem.

Nie znaczy to jednak, że papież nie odniósł się z wielkim szacunkiem do zmagań i ofiar, jakie mieszkańcy Litwy ponieśli w okresie wojny i przez kolejne dekady. Ojciec Święty wielokrotnie o tym mówił, ale najbardziej – zaświadczył, gdy z ogromnym wysiłkiem, na sam koniec swojej wizyty, udał się do Muzeum Okupacji i Oporu, gdzie modlił się i odwiedzał miejsca kaźni, z trudem pokonując strome, obleśne schody dawnego gmachu KGB. Ten jego wysiłek przy widocznym już zmęczeniu był najlepszym świadectwem, że papież nie przyjechał wypomnieć udziału niektórych Litwinów w Holokauście, którego ofiary uczcił przed pomnikiem na terenie byłego wileńskiego getta. Historyk Kościoła w XX w. Arūnas Streikus skomentował słowa i postawę papieża jako przesłanie do Litwinów, że „od kogoś, kto sam wiele wycierpiał, jak my, można spodziewać się choćby współczucia wobec cierpień innych”.

Jak się wyraził kardynał Bačkis „każdy papież to prorok”, a od proroka nie zawsze można oczekiwać dosłowności, choć Franciszek w Kownie i przed nią się nie wzdragał, gdy powiedział duchownym i osobom konsekrowanym, że bez radości wiary „będą tylko starymi kawalerami i starymi pannami” i że to diabeł sieje ponuractwo.

Znaczenia mniej dosłownych wypowiedzi Franciszka litewscy obserwatorzy tej pielgrzymki już zaczęli dociekać: Litwa jest mostem między Wschodem a Zachodem (co Litwini mówią o sobie od ponad wieku); młodzież ma pamiętać o swych korzeniach, ale skończyć z lizaniem ran własnej przeszłości; Litwini jako naród i kraj mają w Europie misję i… ani słowa o obronie „naszej chrześcijańskiej cywilizacji”.

Kilka rzeczy „poza tekstem” chyba jednak przeoczyli:

Wbrew czarnowidztwu meteorologów Franciszkowi towarzyszyła piękna litewska jesienna pogoda (wiatr, słońce i bez deszczu) a miało być zimno i padać. Nad parkiem Santaka podczas mszy pojawiła się tęcza. Potem znawcy ze szkiełkiem i okiem wyjaśnili, że to nie tęcza, tylko tzw. halo na Słońcu (rzadkie zjawisko optyczne). W dodatku nikt nie uznał owej tęczy czy halo za znak szkodliwej ideologii z Zachodu.

Wierni Kościoła kompletnie zaskoczyli swoich pasterzy, sceptycznych co do frekwencji po doświadczeniu z małym udziałem w beatyfikacji Teofila Matulionisa w czerwcu zeszłego roku. Ludzie licznie wylegli, by witać Ojca Świętego na ulicach Wilna i Kowna, a podczas mszy zabrakło komunii świętych dla wszystkich, którzy chcieli do niej przystąpić. Przy tym wszystkim organizacja, oparta głównie na młodych wolontariuszach, działała świetnie.

Przeczytaj także:  Wyznawca i męczennik. Historia biskupa Teofiliusa Matulionisa

Zanim jeszcze papież wezwał do radości, biskup żmudzki Kęstutis Kėvalas przemówił tymi słowami do zebranego przed mszą tłumu: „Jesteśmy małym, sympatycznym narodem, ale mamy jeszcze do dokończenia swój wielki projekt – niepodległość”. Każdy, kto widział z bliska Litwinów wie, że z zapałem mówią oni tylko o swoim cierpieniu i ofiarach…

To tylko małe cuda tej, wielkiej dla Litwy, pielgrzymki.

Katarzyna Korzeniewska
Katarzyna Korzeniewska
Doktor nauk humanistycznych, historyk, socjolog i tłumacz, niezależny ekspert w sprawach litewskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here