O Kaliningradzie i szerzej obwodzie kaliningradzkim wiemy niewiele. Jeżeli w polskich mass mediach pojawiają się materiały o tym kawałku Rosji to dotyczą one zazwyczaj kwestii bezpieczeństwa: ilości rosyjskich wojsk w regionie, ćwiczeń floty bałtyckiej, zasięgu Iskanderów. Interesuję nas czy kolumny rosyjskich czołgów T-72B3M z baz w obwodzie kaliningradzkim zjawią się na przedmieściach Warszawy wciągu 24 czy 72 godzin. Co bardziej dociekliwi obserwatorzy poskrobią po pancernych płytach rosyjskich czołgów, te zaś szybko odpadną i wtedy ich oczom objawią się sztandarowe historyjki z Kaliningradu. Są to opowieści o rosyjskim Hong Kongu, rosyjskim Las Vegas, separatyzmie w obwodzie kaliningradzkim, czy w końcu o najbardziej antyreżymowo nastawionym regionie Federacji Rosyjskiej. Czy jakakolwiek z tych historii jest prawdziwa? Trudno jednoznacznie stwierdzić, bo tak jak w przypadku wszystkich mitów, legend i bajek miesza się tu to co prawdziwie z tym co wyobrażone. Paulina Siegień w swoim reportażu pokazuje między innymi jak często to właśnie mitami i legendami operujemy myśląc o Kaliningradzie! Miasto na K Każdy może sobie wybrać swój Kaliningrad. Dla jednych będzie to miasto-twierdza. Pełna oficerów FSB, techniki wojskowej i bunkrów, w których ukryte są wyrzutnie rakiet. Dla drugiego Kaliningrad będzie jawił się jako najbardziej wysunięty na zachód kawałek Rosji. Gdzie mieszkańcy mają być tak przesiąknięci polskim duchem solidarności sączącym się z pobliskiego Gdańska, że chcą go wprowadzić u siebie. Wpływ sąsiedniej Polski w tej kaliningradzkiej bajce może mutować w kilku kierunkach. W historie o kaliningradzkim separatyzmie, marzeniu o europejskiej Rosji, czy w końcu o antyputinizmie kaliningradczyków. Te wyobrażenia mogą nawet funkcjonować równocześnie. Możemy wierzyć w to, że obwód jest jednocześnie twierdzą wojskową i inną (w domyśle bardziej liberalną) Rosją. W tym niezwykłym miejscu możemy nie tylko wybrać sobie bajkę, ale nawet jego nazwę. Jedni będą mówić Kaliningrad, inni o nastawieniu bardziej antysowieckim będą chcieli to miasto nazywać Królewcem (wierząc czasem, że jest tam nadal duch dawnego niemieckiego miasta). W końcu będą tacy, którzy słyszeli o tym, że sami mieszkańcy mówią o swoim mieście Kantograd. W końcu jest jeszcze zrusyfikowany Кёнигсберг! Właściwie każda z tych tez, teorii i nazw jest prawdziwa. Nawet jeżeli się jednocześnie wzajemnie wykluczają. O tym jak pozornie różne rzeczywistości mogą funkcjonować równolegle opowiadają nam bohaterzy reportażu. Wśród nich spotkamy między innymi kaliningradzkich separatystów. Tych wymyślonych przez państwo na potrzeby polityki wewnętrznej. Dziwnych, realnych, marginalnych, ale dość głośnych młodych aktywistów takich jak Aleksander Orszulewicz, obecnie więzień polityczny. Spotykamy także prawdziwego regionalistę, który jest sierotą po już dawno zdelegalizowanej Bałtyckiej Partii Republikańskiej. Choć…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

