Dagmāra Beitnere-Le Galla urodziła się w 1955 r. w Windawie. W 1980 r. ukończyła studia historyczne na Uniwersytecie Łotewskim. Została wykładowczynią Wydziału Filozofii tejże uczelni. Zajmowała się m.in. „materializmem historycznym” i „naukowym ateizmem”, do czego nawiązuje w naszej rozmowie. W 2003 r. uzyskała doktorat z dziedziny socjologii na Uniwersytecie Łotewskim. Przez kilka lat sprawowała funkcję prorektora Akademii Muzycznej w Rydze. W 1994 r. kandydowała bez powodzenia do rady miejskiej Jurmali z listy Związku Chrześcijańsko-Demokratycznego. Miejsce w lokalnym samorządzie uzyskała dopiero w 2017 r. z listy Nowej Partii Konserwatywnej. Rok później trafiła do Sejmu, gdzie kandydowała na funkcję przewodniczącej. Ostatecznie została wicemarszałkiem nowego parlamentu. Zamężna z francuskim inżynierem Hervé Le Gallem, ma dwie córki. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Urodziła się Pani jako Dagmāra Zagorska w Kurlandii, ale korzenie ma Pani w Łatgalii. „Zagorska” to piękne polskie nazwisko. Dagmāra Beitnere-Le Galla: Moją praprababcią była Ewa Zagorska. Łotysz, który ją poślubił, musiał zmienić swoje nazwisko. Ja sama urodziłam się w Kurlandii, ale rodzice mają korzenie w Łatgalii. To jest taki region, do którego ludzie przyjeżdżają i zostawiają swoje geny (śmiech). Gdy mowa o Zagorskich, to na Łotwie jest bardzo znany aktor, który nazywa się Rolands Zagorskis. Właściwie to moje nazwisko rodowe jest bardzo popularne. Od 2017 r. zaangażowana jest Pani w politykę, ale właściwie wcześniej była pracownikiem naukowym, wykładowcą... Na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Łotewskiego, ale nie pracuję już tam więcej. Z wykształcenia jestem socjologiem kultury. Przez trzy lata byłam wicerektorem Akademii Muzycznej w Rydze. Jestem autorką lub współautorką czterech książek, jednak zdecydowałam się pójść do polityki. Uznałam bowiem, że potrzebujemy więcej akademików w tej dziedzinie. W latach osiemdziesiątych zajmowała się Pani socjologią religii, a także wykładała coś w rodzaju naukowego ateizmu. To był bardzo ważny czas w moim życiu. Ukończyłam w młodości historię na Uniwersytecie Łotewskim i na początku lat osiemdziesiątych jeden z wykładowców marksizmu-leninizmu, mój profesor, poprosił mnie, bym zaczęła zajęcia z tej dziedziny. Odpowiedziałam: „nie mogę tego zrobić, bo jestem ochrzczona w kościele katolickim, jestem osobą świecką, ale obchodzę Boże Narodzenie, Wielkanoc”. Wtedy on, paląc – bo zawsze palił – powiedział: „religia powinna być tłumaczona jako fenomen kulturowy”. Kiedy zaczęłam te zajęcia, uznałam, że to jest wspaniała część nauki. Każda kultura opiera się na rozumieniu świętości. Max Weber i Adam Smith pisali o tym, jak gospodarka może opierać się na wierzeniach religijnych, jak może na nich zależeć. Mówimy tutaj o „etyce protestanckiej” czy „etyce katolickiej”. Max Weber ciekawie wyjaśnia ten fenomen.…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

