Dorota Sokołowska jest studentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego (VU TSPMI) oraz dziennikarką litewskiego radia publicznego LRT, pracuje w Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich (EESC) w Wilnie. 29 grudnia 2020 roku została wybrana na funkcję prezesa Polskiego Klubu Dyskusyjnego w Wilnie. Dominik Wilczewski, Przegląd Bałtycki: Myślę, że nie unikniemy tego pytania: jak pandemia wpłynęła na działalność Polskiego Klubu Dyskusyjnego? Dorota Sokołowska: Wszystkie nasze dyskusje musieliśmy przenieść do Internetu. Co oznacza, że nie było takiego momentu, że ludzie przychodzą do nas, że mamy możliwość spotkać się na żywo. Dla niektórych przychodzenie na nasze wydarzenia stało się nawet pewną tradycją. Było więc trudniej z popularnością, ale zarazem łatwiej było organizować dyskusje. Wszystkie nasze spotkania z litewskimi partiami przeniosły się do Internetu. Ale ostatnio zaczynamy znów spotykać się na żywo, w Sejmie czy w Ambasadzie. Wszystko wraca do życia. Kiedy nie mogliśmy spotykać się na żywo o wiele trudniej było też omawiać nasze plany. Na żywo łatwiej prowadzić dialog czy wymienić się pomysłami. Już teraz planujemy dyskusję z Muzeum MO w Wilnie z okazji zamknięcia wystawy „Trudny Wiek” (odbyła się 14 lipca – przyp. red.). Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to jesienią będziemy mogli wrócić do dyskusji na żywo. Jesteś prezeską Polskiego Klubu Dyskusyjnego od początku roku. Z jakimi nadziejami i oczekiwaniami, z jakimi planami obejmowałaś stanowisko? To było dla mnie duże wyzwanie, przede wszystkim dlatego, że sama jestem w Klubie dość krótko. W momencie, gdy zostawałam prezeską, byłam w klubie rok. Było dużo zadań, które trzeba było zorganizować, przede wszystkim przedstawić naszą strategię „Wileńszczyzna 2040”. Bardziej widziałam to jako wyzwanie dla siebie. Funkcja prezesa brzmi może bardzo podniośle, ale w pierwszej kolejności trzeba być dobrym menedżerem, znaleźć równowagę między pracą organizacyjną a ideową. Zimą było może z tym trudniej. Teraz rozumiem, że mam więcej czasu, żeby wymyślić coś nowego. To się udaje, choć nie bez problemów, bo jest nas raczej mało i wszyscy prowadzimy bardzo aktywny tryb życia, i mamy mnóstwo innych zajęć. Ale wierzę, że godnie kontynuuję tę sztafetę. A czy wasza działalność przyciąga kolejne osoby chcące uczestniczyć w pracach organizacji? Jest dużo sympatyków, którzy nie są członkami Klubu. Coraz częściej rozmawiamy o tym, że potrzebujemy więcej młodych osób. Podobnie jak inne polskie organizacje stykamy się z problemem braku komunikacji z innymi „bańkami”, innymi grupami społecznymi. Nasza działalność wygląda dziś tak, że jest kierowana do ludzi w średnim wieku, a nie wiemy, czym żyje młodzież. Jeśli chcemy żeby działalność Klubu…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

