Amerykański sen się spełnił. W czasie 97. ceremonii wręczenia Oscarów, 2 marca 2025 roku, Andrew Garfield i Goldie Hawn ogłosili, że Flow otrzymuje nagrodę jako najlepszy pełnometrażowy film animowany. Gints Zilbalodis, nie tylko reżyser, ale też scenarzysta i kompozytor, w krótkiej przemowie podziękował Akademii, rodzicom oraz… swoim kotom i psom. Podkreślił, że Oscar ten ma niebagatelne znaczenie dla Łotyszy – jako pierwszy w historii łotewskiej kinematografii – ale i dla twórców kina niezależnego w ogóle. I że ma nadzieję wrócić niebawem po kolejną statuetkę. Zilbalodisowi na scenie towarzyszyli koproducenci: Ron Dyens z francuskiego studia Sacrebleu Productions oraz Gregory Zalcman z belgijskiego studia Take Five. Oraz nieodłączny Matīss Kaža, łotewski producent i współtwórca scenariusza. Opowieść o Dawidzie i Goliacie to bodaj ulubiony motyw biblijny we współczesnej narracji marketingowej: oto niezależny film z kraju o względnie niedużych nakładach na przemysł filmowy pokonał takich gigantów jak Disney czy DreamWorks. Animacja Flow konkurowała z produkcjami takimi jak Vaiana 2 studia Disney, W głowie się nie mieści 2 studia Pixar, Wallace i gromit: Zemsta pingwina od studia Aardman Animations czy Pamiętnikiem ślimaka Adama Elliota. Największym rywalem w wyścigu po Oscara miał być film Dziki robot od studia DreamWorks, podejmujący podobną tematykę: zwierzęta, jedność z naturą,…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

