Poniżej przedstawiamy fragment książki Dominika Wilczewskiego „Litwa po litewsku”, która ukazuje się 7 sierpnia 2024 roku nakładem Wydawnictwa Czarne. Nie chodzi zresztą tylko o Wilno. Większych upamiętnień Smetony próżno szukać też w innych miastach. Owszem, są ulice i uliczki, a w Kownie i Wiłkomierzu – gimnazja jego imienia. W dawnej „tymczasowej” stolicy stoi też niewielki pomnik. Wzniesiono go w ogrodzie historycznej Prezydentury (czyli siedziby głowy państwa), obok pomników dwóch pozostałych międzywojennych prezydentów, Aleksandrasa Stulginskisa i Kazysa Griniusa. Ale na tym koniec. Polaków, przyzwyczajonych do tego, że właściwie w każdym mieście natkną się na pomnik, szkołę, ulicę czy plac Józefa Piłsudskiego, tak skromne upamiętnienie historycznego przywódcy musi dziwić. Pierwszy – i jednocześnie ostatni – prezydent przedwojennej Litwy nie ma też w kraju swojego grobu. Antanas Smetona zmarł w dramatycznych okolicznościach. Długa emigracyjna droga, w którą udał się po opuszczeniu Litwy w czerwcu 1940 roku, doprowadziła go w końcu wraz z rodziną do Cleveland w Ohio w Stanach Zjednoczonych. 9 stycznia 1944 roku w drewnianym piętrowym domu, w którym mieszkali Smetonowie, wybuchł pożar. O ile mieszkańcy parteru zdołali uciec, o tyle Smetona, mieszkający na piętrze, dokąd szybko dotarł ogień, zginął na miejscu. Jego zwęglone ciało znaleziono w kuchni. Dokładnych okoliczności pożaru do dziś nie udało się ustalić. Litewska prasa emigracyjna rozpisywała się o różnych wersjach, w tym najbardziej sensacyjnych, jakoby ogień podłożyli radzieccy agenci. Smetonę pochowano na cmentarzu Knollwood w Cleveland, skąd w 1975 roku przeniesiono jego szczątki na All Souls Cemetery w pobliskim Chardon. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości pojawiały się co jakiś czas inicjatywy ponownego pochówku w ojczyźnie – ostatni raz w 2018 roku – ale nie zgadzali się na to zamieszkali na emigracji potomkowie prezydenta. *** – Kim był Smetona? Wybitną osobowością czy dyktatorem? Panuje raczej konsensus, że w tamtym okresie we wszystkich krajach nastąpił kryzys demokracji parlamentarnej, a jednocześnie na Litwie był to czas dynamicznego wzrostu kulturalnego i ekonomicznego. Nie mamy jednak kultu Smetony, nie był on taką osobowością jak Piłsudski – mówi mi filozof Vytautas Ališauskas, katolicki intelektualista, w przeszłości działacz Sąjūdisu i ambasador w Watykanie, gdy pytam go, o jakie tematy historyczne spierają się Litwini. Ale ten konsensus jest dość kruchy. Zwolennicy upamiętnienia przedwojennego prezydenta przekonują, że w społeczeństwie upowszechniło się powiedzenie „jak za Smetony” na określenie ładu, dobrobytu, troski rządzących o potrzeby obywatela. A więc, w domyśle, podejścia innego niż we współczesnej Litwie, bo przypominanie o Smetonie jako wybitnym przywódcy najczęściej współgra z krytyką obecnych…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


