Mažvydas Jastramskis (ur. w 1985 roku) jest litewskim politologiem, ukończył studia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, gdzie w 2013 roku się doktoryzował. Zajmuje się partiami i systemami partyjnymi oraz zachowaniami wyborczymi. Regularnie komentuje litewską politykę na portalu DELFI.lt. Jest współautorem książek Kaip renkasi Lietuvos rinkėjai? Idėjos, interesai ir įvaizdžiai („Jak wybierają litewscy wyborcy? Idee, interesy i opinie”, 2014) oraz Ar galime prognozuoti Seimo rinkimus? („Czy możemy prognozować wybory do Sejmu?”, 2018). W 2021 roku ukazała się jego autorska książka Mums reikia vado? Prezidento institucija nuo Landsbergio iki Nausėdos („Trzeba nam wodza? Instytucja prezydenta od Landsbergisa do Nausėdy”). Dominik Wilczewski, Przegląd Bałtycki: W swojej książce pisze pan o historii instytucji prezydenta na Litwie. W tej historii jest pewne przesunięcie: Litwa odzyskała niepodległość w 1990 roku, ale pierwszy prezydent został wybrany dopiero trzy lata później. Skąd to opóźnienie? Mažvydas Jastramskis: Wybory do ówczesnego parlamentu, Rady Najwyższej, zostały przeprowadzone na podstawie dawnego radzieckiego prawa. Wszystkie instytucje działały na podstawie tymczasowych przepisów czy regulacji z czasów radzieckich. Nowa konstytucja została uchwalona dopiero w 1992 roku. Mieliśmy parlament i rząd, ale nie mieliśmy prezydenta. Nieformalnym przywódcą był Vytautas Landsbergis. Był on nie tylko przewodniczącym parlamentu, ale też liderem Sąjūdisu. Nie była to partia, ale ruch społeczny, którego celem była demokratyzacja i niepodległość Litwy. W 1992 roku odbyło się referendum w sprawie przywrócenia urzędu prezydenta, który miałby prawo odwołania rządu, co było propozycją prawicy. Dobrze, że wówczas tego nie przyjęto, bo systemy, w których zarówno parlament, jak i prezydent mogą zdymisjonować rząd, są niestabilne (referendum odbyło się 23 maja 1992 roku, propozycja przywrócenia urzędu prezydenta nie uzyskała wymaganej większości – przyp. red.). Prawica nawet się z tego cieszyła, bo prezydentem ostatecznie został Algirdas Brazauskas, a Landsbergis nawet nie wziął udziału w wyborach. Po referendum kwestię prezydentury uzgodniono w ciągu kilku tygodni. Grupa konstytucjonalistów odegrała rolę pośredników między rządzącą prawicą a opozycją. Nikt nie miał wówczas większości. Instytucja prezydenta w litewskiej konstytucji jest więc efektem kompromisu między jedną wizją, w której prezydent jest bardzo słaby i wybierany przez parlament, a drugą, z bardzo silną prezydenturą, jak we Francji czy USA. Zatrzymajmy się przy Vytautasie Landsbergisie. Czy z dzisiejszej perspektywy możemy go uważać za pierwszego prezydenta Litwy? Vytautas Landsbergis to postać, która do dziś dzieli Litwinów. Nadal oficjalnie nie uznano, że pełnił w tamtych czasach funkcję głowy państwa. Obóz, który możemy nazwać „antykonserwatywnym”, który ma negatywny stosunek do partii konserwatywnej (Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci,…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

