Tomas Pačėsas urodził się w 1971 roku w Kownie. Jako koszykarz zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku oraz złoty Igrzysk Dobrej Woli w 1998 roku. W latach 2001-2007 grał w Polsce, w tym czasie sześciokrotnie zdobywał tytuł mistrza Polski. W latach 2007-2012 jako trener prowadził Asseco Prokom Gdynia, później był dyrektorem wykonawczym ligi VTB. W 2015 roku został trenerem wileńskiego klubu „Lietuvos rytas”. W tym samym roku wybrano go radnym Olity z listy ugrupowania „Už Alytų”. Cztery lata później ponownie znalazł się w radzie miejskiej z tej samej listy, tym razem zwycięskiej. W kadencji 2016-2020 nieoficjalnie doradzał premierowi Sauliusowi Skvernelisowi w sprawach relacji polsko-litewskich. W międzyczasie zaangażował się w ogólnolitewską działalność polityczną. Obecnie jest przewodniczącym ugrupowania „Litwa dla wszystkich” (lit. „Lietuva – visų”), wcześniej zwanego Partią Emigrantów. Tomasz Otocki: Ostatni raz spotkaliśmy się w 2019 roku, jeszcze przed pandemią, wtedy kiedy w najlepsze rządził Związek Chłopów i Zielonych. Rok później, jesienią, władzę przejęła centroprawica. Czy zaskoczyło to Pana? Tomas Pačėsas: Z jednej strony tak, z drugiej nie. Powiedzmy, że Chłopi i Zieloni przegrali wybory minimalnie. Przyczyn może być dużo, m.in. destrukcyjny konflikt między przewodniczącym Ramūnasem Karbauskisem a premierem Sauliusem Skvernelisem, który wtedy był temperowany, ale obecnie stał się bardziej widoczny. Widzimy to obecnie, kiedy powstała w Sejmie frakcja „Vardan Lietuvos”. Jak Pan ocenia rząd Ingridy Šimonytė? Sądzę, że dotknęło ich również to co dotykało wcześniejsze rządy, czyli stracili dobrą oceną bieżącej sytuacji. Wcześniej konserwatyści rządzili w latach 2008-2012, wtedy kiedy prezydentem była Dalia Grybauskaitė, sprzyjająca temu układowi. Teraz wydawało im się, że będzie tak samo. Obecnie mamy innego prezydenta, który stara się mieć własne poglądy. Jest prorodzinnym konserwatystą i nacjonalistą w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie podpisuje wszystkiego, co mu się daje do podpisu. Stara się podejmować przemyślane decyzje. Niestety wciąż brakuje mu zaplecza politycznego. Šimonytė myślała, że będzie wszystko tak samo jak za rządów Skvernelisa, który mianował wielu polityków konserwatywnych na ważne stanowiska. Tymczasem Gitanas Nausėda, inaczej niż Skvernelis, potrafi się postawić. Ponadto rządy konserwatystów przypadły na trudny czas pandemii, którą ludzie po prostu są już zmęczeni. Podobnie jak sytuacją gospodarczą, która jest bardzo zła. 30% społeczeństwa litewskiego żyje na granicy ubóstwa. To co widzimy w Wilnie jest zupełnie inne niż rzeczywistość na prowincji. Sądzę, że prawdziwy kryzys gospodarczy nas jeszcze czeka. Może być podobnie jak w 2008 roku. Pan głosował na Gitanasa Nausėdę. Ma Pan do niego pozytywny stosunek. Czy widzi Pan jakieś jego…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

