Józef Tomaszewicz-Jakowicz Józef Tomaszewicz-Jakowicz (40 l.) jest absolwentem Szkoły im. Adama Mickiewicza w Wilnie oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, z wykształcenia jest ekonomistą. Pracował na poczcie litewskiej, a także jako działacz sportowy, ma uprawnienia trenera. Działa w stowarzyszeniu rodzin wielodzietnych "Gausi šeima". Od kilku lat jest członkiem Związku Rolników i Zielonych, z ramienia tej partii kandydował do Sejmu (2012) oraz samorządu miasta Wilna (2015). Obecnie pełni obowiązki asystenta społecznego posła na Sejm Tomasa Tomilinasa. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Zapisał się Pan do Związku Rolników i Zielonych, inaczej niż większość Polaków, która działa w AWPL. Muszę zapytać o motywację, dlaczego akurat ta partia? Józef Tomaszewicz-Jakowicz: Moje członkostwo w LVŽS, które zaczęło się pięć lat temu, to był właściwie przypadek. W 2011 roku, kiedy zostałem działaczem stowarzyszeń rodzin wielodzietnych, szukałem osób, które pomogłyby mi rozszerzać moją działalność. Szukałem osoby, która pomogłaby mi np. w organizacji wycieczek dla dzieci, kupowaniu biletów czy fundowaniu różnych zapomóg. W ten sposób trafiłem na przedsiębiorcę Ramūnasa Karbauskisa. To był pierwszy człowiek, który praktycznie nie postawił żadnych warunków, tak jak inni potencjalni sponsorzy, którzy chcieli by np. rozwieszać ich plakaty albo robić jakieś filmiki czy wywiady. Ramūnas postawił tylko jeden warunek – żeby imprezy z udziałem dzieci były bezalkoholowe. Dlaczego kwestia alkoholu jest tak ważna dla partii LVŽS? Czy to naprawdę poważny problem na Litwie? Ludzie uważają, że nie. Ktoś wypije jakieś piwko, ktoś wino, nikt nie widzi problemu. A problem jest głównie na wsi, tam gdzie jest elektorat Związku Rolników i Zielonych i tam gdzie w samorządach lokalnych rządziła nasza partia. Ludzie po prostu piją. Ci, którzy mieszkają w Kownie, Wilnie czy Kłajpedzie, fizycznie nie widzą tego problemu. A po rozwiązaniu kołchozów pijaństwo stało się prawdziwym problemem wsi. Ludzie nie mają pracy, dostają od państwa zasiłki, które przepijają. Przez moment robi się lepiej, ale ci ludzie nie mają nawet siły do tego, by uprawiać rolę. Kiedyś ludzie mieli świnki, uprawiali zboże, ziemniaki, ale teraz nikt tego nie robi, bo przecież taniej w sklepie. Tak więc jak mówiłem, picie jest problemem nie miasta litewskiego, a wsi. Dlatego my jako LVŽS dążymy do tego, żeby utrudnić sprzedaż alkoholu na wsi, żeby były wyspecjalizowane sklepy, a także wyższe ceny na alkohol. Automatycznie jest tak, że im wyższa cena wódki, tym mniejsze spożycie. Jakie konkretnie pomysły na ograniczenie alkoholizmu ma w Sejmie Związek Rolników i Zielonych? Pierwsza sprawa to stworzenie sklepów wyspecjalizowanych, w których będzie nabywać…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

