Zagubienie i poszukiwanie. O III części „Silva rerum” Kristiny Sabaliauskaitė

-

rozpływa się okręt
jak atramentu plama
po wodzie
prawie nieczytelna
docierają do brzegu odbłyski
i opowieści
i pogłoski
aż znowu okręt
zakrzepnie
w okręt
Jānis Rokpelnis, Okręty
(tłum. Olga Wiewióra)

Gdy Piotr Antoni Narwojsz, główny bohater trzeciej części sagi Silva rerum Kristiny Sabaliauskaitė, podsłuchuje pod drzwiami Zelmana Gordona, słyszy tylko strzępy rozmowy, jaką gospodarz prowadzi z żydowską starszyzną. Z odprysków zdań o chrześcijaninie, który przeszedł na wiarę żydowską, rekonstruuje sens wypowiedzi, który potem przekazuje hetmanowi Michałowi Kazimierzowi Radziwiłłowi. Na podstawie tej niepewnej – ba, błędnej! – przesłanki Rybeńko decyduje o losach swojego kuzyna księcia Marcina Mikołaja Radziwiłła, krajczego wielkiego litewskiego podejrzewanego o odstępstwo od wiary chrześcijańskiej. Z pewnych względów to jedno z najciekawszych miejsc książki. Można je rozwinąć do metafory, która stanie się dominantą jednej z interpretacji tej wspaniałej opowieści.

Zagubienie i poszukiwanie sensu pozostaje wielkim tematem nowoczesności. Było ono na przykład siłą napędową wszystkich tych ludzi, którzy doprowadzili do rozkwitu egzegezy, filologii, hermeneutyki, etnologii czy archeologii. Nieprzypadkowo czas akcji powieści zbiega się z okresem w dziejach ludzkości, gdy pod ciosami oświeconych zaczęły kruszeć dotychczasowe gwarancje sensu i porządku. W tej samej epoce archeologia jako dziedzina nauki zaczęła przybierać taki kształt, jaki znamy dzisiaj. Poszukiwanie prawdy przejawiało się także w działaniach archeologów – wykopaliskach, zbieraniu skrawków, rekonstrukcji artefaktów i języków. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ komunikat starożytności jest niejasny w swojej fragmentaryczności. Antyczne źródła nie zachowały się w całości i nie mówią nam nic spójnego. Najstarsze przekazy – literatura Sumerów – są odnajdywane na fragmentach strzaskanych tabliczek, na których były ryte. Często zresztą w nieoryginalnej formie – w odpisach sporządzonych przez późniejsze cywilizacje. Na czysty głos pierwszego człowieka nakłada się gwar tłumu ludzi, z których każdy rzekomo zna prawdę. Do problemu białych plam i trzech kropek dochodzi problem kolejnych tłumaczeń, które mogą wypaczać pierwotne świadectwo. Jest jakaś ironia w tym, że jedna z form sumeryjskiej literatury, którą chcemy odtworzyć i poznać w oryginalnym kształcie, to balbale – powtórzenie ze zmianą. Każda repetycja początkowego wyrażenia przynosi też jego odmianę. Czyżby zatem nawet u źródła – zakładając, że kiedykolwiek uda nam się odnaleźć komplet niepotrzaskanych tablic – nie ma jednej stabilnej prawdy?

Prawdopodobnie jesteśmy skazani na szczątkowość podstaw i ostrożną ogólność, a więc nieużyteczność hipotez. Na wieczną, do znudzenia powtarzaną zmienność. A może to problem metody? Może porozmawiać zamiast podsłuchiwać? Inny portretowany w Silva rerum III Radziwiłł – Hieronim Florian – chcąc dociec prawdy, zdaje się na przemoc przesłuchania. Bierze na spytki kobiety z seraju księcia Marcina, ale w kluczowym momencie otrzymuje jedynie niespójne jąkanie – to powtarzanie ze zmianą – kochanki krajczego o imieniu Balbetta. Przesłuchujący w powieści Sabaliauskaitė przedstawiony jest jako megaloman poszukujący wielkości, splendoru i sławy. A jednak jego interrogacja przynosi skutek odwrotny – parodię i drwinę z jego własnej słabości (Hieronim Florian też jest jąkałą). Jego brat Rybeńko jest w podobnej sytuacji – zleca Piotrowi Antoniemu łowienie wszelkich wieści o możliwej konwersji krajczego na judaizm, chcąc usłyszeć uspakajające zaprzeczenie. Nie dostaje jednoznacznej odpowiedzi, ale na podstawie plotek, fragmentów i zająknięć buduje przeświadczenie właśnie o tym, czego się lękał, a co odbiera mu poczucie władzy, które tak lubi. Zresztą książę krajczy – wokół którego te wszystkie intrygi krążą – również poszukuje jakiejś prawdy. Prawdy objawionej w miłości. I też się zawodzi, zyskując jedynie niezrozumienie i samotność. Wszystkich trzech Radziwiłłów łączy jedna rzecz – egoistyczny cel. Chcą oni uśmierzyć ból i pustkę po stracie – władzy, wielkości, miłości. Wierzyli, że te rzeczy stanowią prawdę o nich samych, utracili je, a teraz dostrzegają jedynie niepewne fragmenty, drwinę i fałsz, nie dopuszczając do siebie myśli, że krzywe zwierciadła mogą być najbardziej prawdomówne. Miłość własna przekłada się u nich na przedmiotowy stosunek do wszystkich i wszystkiego, co ma ich doprowadzić do prawdy. Ich pytania mają wyraźną tezę, więc repliki, które jej zaprzeczą albo będą wobec niej obojętne, zostaną uznane za nieprzekonujące, za bełkot, ścianę plotek, jąkanie się i kłamstwo. Przeraża ich, że odpowiedź może ich nie dotyczyć, bo wtedy wyjdą na operowych pajaców, którzy nie chcą zrozumieć, że prawda sceny nie pokrywa się z prawdą życia, w którym nie są postaciami pierwszoplanowymi.

Może zamiast uparcie zmuszać źródła do mówienia, lepiej zawiesić albo odłożyć pytania i pozwolić naszym informatorom, aby mówili co i jak zechcą? Wydaje się, że tylko główny bohater, Piotr Antoni Narwojsz, skłonny jest zapomnieć o własnej, szlacheckiej osobie i oddać się słuchaniu bez przesądów. Jako jedyny nie traci nadziei, że w bełkocie, powtórzeniu i zmianie, w jednym niepozornym zająknięciu wplecionym i przytłumionym przez potok słów i las rzeczy, dostrzeże wyznanie, obietnicę miłości. Może przeczuje, że ta jest ważniejsza od prawdy? Może zrozumie, że nie da się powiedzieć prawdy bez zająknięcia, bo prawda zawsze kojarzy się ze złem, które dostrzegamy w tym, że nie jesteśmy najważniejsi? Narwojsz nie wychodzi z tej historii bez szwanku. Szukanie prawdy go łamie i paraliżuje zdolność do uśmiechu. Jednak uświadamia sobie, że co najwyżej odgrywa rolę pajaca, a dzięki tej świadomości jest zdolny zdjąć z siebie choć część scenicznego stroju.

Jako tłumacz Silva rerum III wolałbym odnieść pyrrusowe zwycięstwo Narwojsza, niż fałszywy tryumf Rybeńki. Każda dobra literatura kryje w sobie pułapkę jednoznacznej interpretacji, ale się do niej nie sprowadza. Albo inaczej – literatura jest dobra, jeśli po przejściu pola minowego jednoznaczności otwiera się przed czytającym jeszcze jakieś inne pole. A potem kolejne. Tłumacz Kristiny Sabaliauskaitė, jej krytyk, czytelnik, historyk literatury są nieustannie kuszeni przez prawdopodobieństwo jednoznaczności, sensu i znaczenia, które należy tylko odkryć i skodyfikować. Każdy z nas, opowiadając się za jedną tylko wersją, za ostatecznym sensem powieści, naraża się na śmieszność pajaca. Poszukiwanie „prawdy tekstu” gdzieś poza nim samym jest zajęciem wyniszczającym. Autorka zaś nie pomaga.

Krisitna Sabaliauskaitė to doskonała konstruktorka. Czytanie bowiem to również jeden z tematów jej powieści. Bohaterowie, poszukując swoich prawd, zaczynają sami sięgać do ksiąg, odrzucając ich znane im dotychczas wykładnie. Tym samym powoli i niepostrzeżenie stają się ludem księgi, którym przecież gardzą, oskarżają o wszelkie zło, a każde zbliżenie lub utożsamienie z nim uznają za degradację własnych osobowości. Ta mimowolna judaizacja nie może nie wywoływać uśmiechu.

Ale uśmiech zamiera na ustach, gdy uświadomić sobie, że ten efekt rozciąga się też na poziom meta. Bohaterowie Silva rerum szukają prawdy w księgach, sami będąc częścią księgi, w której jest może jakaś prawda zadana przez autorkę swoim czytelnikom. Można rzucić się na jej poszukiwania z mściwością egzegety. Można szarpać te zdania – zbyt długie, aby były częścią jednoznacznego komunikatu – z nudną konsekwencją archeologa. Ale można też wsłuchać się w ich spójny zaśpiew (spójne echo zaśpiewu, jeśli mi się udało). Powtórzenie i zmiana to natura muzyki. Za patrona lektury Silva rerum III można obrać nie tylko świętego Hieronima, ale też Erato. Ważne, aby czytać. Aby dać się judaizować.

Wydaje mi się, że w przypadku tej książki nie pomoże podsłuchiwanie i przesłuchiwanie. Trzeba podjąć dialog, akceptując niejednoznaczności i zmienność. Nie szukać prawdy, ale odpowiedzieć. Dopowiedzieć coś swojego. Powtórzyć to i zmienić. Ofiarować nieruchomy obraz prawdy na rzecz ruchliwości życia.

Zresztą nie jestem tego pewien. Może ta moja interpretacja to tylko budząca śmiech żonglerka. Byłoby świetnie, gdybym miał chociaż 60 procent racji. A najlepiej – 55.

III tom sagi Kristiny Sabaliauskaitė Silva rerum w przekładzie Kamila Peceli ukaże się 24 lutego nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Przeczytaj także:  „Silva rerum” – rozmowa z autorką Kristiną Sabaliauskaitė
Przeczytaj także:  Silva rerum, Kristina Sabaliauskaitė - recenzja
Przeczytaj także:  Rodzina Narwojszów powraca – recenzja drugiej części sagi „Silva Rerum” Kristiny Sabaliauskaitė

Poeta, literaturoznawca, tłumacz. Autor rozprawy doktorskiej o twórczości litewskiego pisarza i publicysty Rapolasa Mackonisa w międzywojennym Wilnie. Dysertację nagrodzono III nagrodą im. Juliusza Bardacha za lata 2014–2015 przyznawaną przez Instytut Wielkiego Księstwa Litewskiego w Kownie. Przekładał m.in. Tomasa Venclovę, Ričardasa Gavelisa, Kristinę Sabaliauskaitė, Herkusa Kunčiusa i Dalię Grinkevičiūtė. W 2019 roku od Instytutu Kultury Litwy (Lietuvos kultūros institutas) otrzymał dyplom honorowy za aktywność przekładową.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj