Trzeba powiedzieć wprost: Romuald Mieczkowski, twórca zasłużony dla polskiej kultury na Litwie, poeta, redaktor, wspaniały organizator, jest już nieco zmęczony swymi aktywnościami, zwłaszcza walką z warszawskimi i wileńskimi wiatrakami. Jego inicjatywy, takie jak organizowany od 1994 roku Festiwal Poetycki „Maj nad Wilią”, czy wydawany od 37 lat kwartalnik „Znad Wilii”, nie zawsze znajdują zrozumienie wśród decydentów po obu stronach granicy. Czytelnik także bywa kapryśny, sięgający po rzeczy coraz mniej ambitne. Zresztą nie jest to tylko problem Wileńszczyzny.
Tym bardziej warto docenić fakt, że Mieczkowski zdecydował się na opublikowanie kolejnego tomu poezji, tym razem we Wrocławiu.
Ale nie jest też tak, że autor przez ostatnie lata milczał czy nie był aktywny. W 2019 roku do rąk czytelnika trafiła książka Były sobie Fabianiszki, opisująca dzieciństwo i młodość autora, urodzonego w 1950 roku, właśnie w tej podwileńskiej wiosce (dziś jest to część miasta Wilna). Jesienią zeszłego roku odbyła się promocja jej litewskiej wersji, Mano Fabijoniškės, przetłumaczonej przez Birutė Jonuškaitė, w ambasadzie Litwy w Warszawie. Wreszcie, od lat wychodzi kwartalnik „Znad Wilii”, ostatnio niestety w odchudzonym nakładzie, ale zawierający dalej ambitne treści.
Kolejny tomik poezji Mieczkowskiego, tym razem pod tytułem Zmierzch pewnej ery, ukazał się we Wrocławiu, jak wskazuje poniżej autor, mieście bliskim jego duszy. Wydawcą została Oficyna Wydawnicza „Akwedukt” miejscowego Klubu Muzyki i Literatury. Zapytałem wileńskiego poetę, skąd taki tytuł.
– Tytuł Zmierzch pewnej ery pochodzi od wiersza zamieszczonego na 77 stronie i nawiązuje do zmian cywilizacyjnych i mentalnych, jakich wypadło być świadkiem mojemu pokoleniu, kiedy to słuchało się analogowych płyt, tańczyło parami, a w barach płaciło się gotówką, kończyła się era czarno-białej fotografii – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu redaktor naczelny kwartalnika „Znad Wilii”.
Skąd wyszła inicjatywa wydania tomiku?
– Tak naprawdę pomysłodawcą był Jan Stolarczyk, redaktor, edytor i wydawca, recenzent związany z miesięcznikiem „Odra”, drugoletni naczelny Wydawnictwa Dolnośląskiego, kurator spuścizny pisarskiej pochodzącego z Wileńszczyzny Tymoteusza Karpowicza, nieformalny sekretarz Tadeusza Różewicza. Trudno lepiej trafić – uśmiecha się Romuald Mieczkowski.
Stolarczyk dokonał wyboru wierszy – z tych nowych, jak i starszych. – Bardzo to sobie cenię, ponieważ przy poprzednich książkach nie miałem tak wnikliwych i doświadczonych redaktorów, kilka zbiorów własnych wierszy wydałem sam. Teraz nadarzyła się okazja spojrzeć na moją twórczość z innej perspektywy.
Stolica Dolnego Śląska była dla Mieczkowskiego miastem szczególnym. Poeta od Wrocławia zaczynał się uczyć Polski, ojczyzny, która sama odeszła z Wileńszczyzny w 1945 roku, bo Polacy z Litwy po wojnie nigdzie się nie wybierali, jak często podkreślają wilniucy.
– W pierwszych moich podróżach zatrzymywałem się u krewnych Stankiewiczów. Tu podczas studiów polonistycznych wypadło mi przebywać w ciągu paru tygodni na studenckiej wymianie, podczas której poznałem profesora Jana Miodka i innych wspaniałych wykładowców, oczywiście koleżanek i kolegów – dodaje twórca i organizator „Maja nad Wilią”.
Zapytałem Romualda Mieczkowskiego, nad czym teraz pracuje.
– Tak się dzieje, że czas na własne pisarstwo wyrywam z innych zajęć, przede wszystkim z redagowania już 37 rok czasopisma „Znad Wilii”, organizowania od ponad 30 lat festiwalu poetyckiego w Wilnie. W międzyczasie powstają nowe wiersze, kontynuuję pisarstwo prozą, powracając do losów i sytuacji, jakich byłem świadkiem w Wilnie. Mógłbym wydać książki rozmów z wybitnymi osobistościami, jakie spotkałem na swojej drodze, felietonów, gdzieś po drodze w zapiskach są nawet aforyzmy. Staram się więc nad tym wszystkim zapanować – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poeta.
W ciągu najbliższych dni w księgarniach warszawskich powinien pojawić się drugi numer kwartalnika „Znad Wilii”. Z kolei we wrześniu autor Zmierzchu pewnej ery organizuje na Litwie kolejną już edycję festiwalu poetyckiego „Maj nad Wilią”.
***
Zmierzch pewnej ery
Przegrzewały się magnetofony szpulowe
i nie wytrzymywały napięcia nad ranem
rwały taśmy z wyznaniami Presleya
a płyty Brela trzeszczały po francusku
jego chrypka podsycała zmysły
kiedy się jeszcze tańczyło parami
I o miłości śpiewali Beatlesi
jakiej nie było wcale w naszym życiu
Kurczyła się era precyzyjnej mechaniki
choć płyty z polichlorku winylu
elektryzowały jeszcze mocno
a w barach płaciło się tylko gotówką
Nadchodził nieuchronnie
zmierzch czarno-białej fotografii
i rymowanych wierszy o miłości
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.






