Pożydowskie budynki przy ul. Kowieńskiej w Janowie. Zdj. Bearas / Wikipedia / CC.

Żydowskie pamiętanie Janowa

-

W wieku osiemdziesięciu lat pisarz Grigorij Kanowicz napisał po rosyjsku „Kadisz dla mojego sztetla” powieść o życiu i śmierci w litewsko-żydowskim mieście swojego dzieciństwa. Książka ukazała się po niemiecku („Kaddisch für mein Schtetl”) w wydawnictwie Aufbau w 2015 roku dwa lata przed tym, jak żołnierze Bundeswehry objęli posterunek w pobliżu miasta Janów (po litewsku Jonava). Członkowie rotacyjnego batalionu NATO mogą dzięki tłumaczeniu autorstwa Ganny-Marii Braungardt, zmieszczonego na 488 stronach, przyswoić sobie świat, który zniszczyli Niemcy w wyniku agresji na Związek Sowiecki w 1941 roku. Kanowicz wprowadza w historię swojej rodziny z miłością, dowcipem i melancholią, wraz z codziennymi konfliktami, marzeniami i sensacjami, które dzieją się w sztetlu z lat trzydziestych.

W centrum pierwszej części stoi miłość rodziców narratora, która zostaje wystawiona na ciężką próbę, kiedy jego ojciec zostaje wcielony do armii litewskiej. Jego matka znosi lata czekania, najmując się do roli niani w najbardziej zamożnej miejscowej rodzinie żydowskiej. Po zakończeniu służby wojskowej kawalerzysta Szlomke pracuje wytrwale przy swoim „żelaznym koniu“, czyli maszynie do szycia Singera. Kanowicz portretuje Janów jako żydowskie uniwersum z żebrakiem Awigdorem Perelmannem, doktorem-społecznikiem Blumfeldem, srogim i obcym rabinem Elieserem z wschodniopruskiej Tylży, handlarzem pasmanterii Rebem Efraimem Kaplerem, orędownikiem języka jidysz Bauerem i akuszerką Mine. Autor czyni zrozumiałym zarówno samotność żony bogatego handlarza drewnem, jak i gorzką biedę większości mieszkańców Janowa, którzy zarabiają na chleb jako rzemieślnicy.

Przeczytaj także:  Janów: Niemieccy żołnierze znów tu są

Gdy Kanowicz, którego żydowskie imię brzmi Hirsz, ma rozpocząć naukę w szkole, rodzina jest głęboko podzielona. Jego komunistyczny wujek Szmulik opowiada się za żydowską szkołą, babcia Roche chce, żeby jej wnuk poszedł do szkoły tarbutowej, w której głównie naucza się po hebrajsku. Do życia tego sztetla należy także śmierć. Pierwsza część książki kręci się zatem wokół poronienia matki Kanowicza, gdy jego starszy brat umiera mimo cesarskiego cięcia. Kanowicz składa świadectwo, jak ciężka była ta śmierć dla jego matki, a także jak zdecydowała się, mimo rad lekarzy w szpitalu żydowskim w Kownie, urodzić kolejne dziecko: Hirsza Kanowicza.

Nawet jeśli żydowski świat jego dzieciństwa jest sam w sobie uniwersum, Kanowicz pokazuje w retrospekcji, jak ściśle splata się on z losami powstałej w 1918 roku Republiki Litewskiej: jego ojciec był mianowicie pierwszym żydowskim żołnierzem w Janowie. Policjant stacjonujący w sztetlu Vincas Gudaitis jest przez mieszkańców nazywany jedynie „prawie Żydem”, bo przez lata nauczył się jidysz, ciągle zagląda także do rodziny Kanowiczów z okazji ważnych świąt, by trochę włączyć się w obchody. Najzręczniejszy czeladnik w szewskiej izbie Szlomki Kanowicza pochodzi z rodziny litewskich pracowników dniówkowych. Julius uczy się nie tylko rzemiosła, ale także w ciągu paru miesięcy jidysz, podczas rozmów ze swoim nauczycielem i klientami. Do tych ostatnich należą także coraz bardziej katoliccy mieszkańcy Janowa. Julius na co dzień świadczy usługi tłumacza, bo większość Żydów w ogóle nie zna litewskiego. Mimo tej zwyczajnej współpracy Kanowicz rysuje codzienną obcość między żydowskimi i katolickimi mieszkańcami sztetlu.

Przeczytaj także:  Między publicznym i prywatnym: Nowy etap pamięci Holokaustu na Litwie

Decydujące doświadczenia Żydów z Janowa w przeddzień II wojny światowej brzmią zaskakująco aktualnie: następstwa migracji zarobkowej dzieci, które opuszczają litewską prowincję, by próbować szczęścia w USA i Europie Zachodniej. Na podstawie doświadczeń wielu rodzin Kanowicz portretuje samotność i zwątpienie starszej generacji, która musi sobie poradzić bez własnych dzieci. Na bazie bólu swojej babci opisuje jednocześnie, jak mocno zakorzeniona była w Janowie większość pozostałych tam Żydów. Po śmierci swojego męża Dowida, postanawia ona za wszelką cenę pozostać na miejscu jego pochówku. Siła książki leży w tym, że nie rysuje ona znaczenia grobów na żydowskim cmentarzu w Janowie w cieniu mającego nastąpić wkrótce masowego mordu, ale bierze się ona z mocy życia, zmagania o kawałek chleba w zbiedniałym miasteczku i z rodzinnych więzi. Wzgórze na skraju Janowa jawi się zatem we wspomnieniach Kanowicza jako centralne miejsce, które ściśle należy do życia, a nie do śmierci.

Przeczytaj także:  Historia z Szawli, którą przemilczano

Z tej racji, że sam Kanowicz w ostatniej minucie mógł wraz z rodzicami uciec przez łotewski Dyneburg w głąb Związku Sowieckiego, oszczędza on czytelnikowi dokładnego opisu, jak Janów został zniszczony przez wojska Wehrmachtu. Także mord na żydowskich mieszkańcach miasta z udziałem litewskich ochotników, którzy wcześniej byli sąsiadami, pozostaje nieopisany. Jednak Kanowicz wypełnia ważną lukę, gdy poprzez retrospekcję rysuje czas między paktem Hitler-Stalin a niemiecką agresją na Związek Sowiecki z perspektywy żydowskich mieszkańców sztetla. W krótkiej fazie przejściowej, gdy od 1940 roku sowieckie wojska stacjonowały na Litwie, ulice Janowa wypełniły się sowieckimi oficerami, którzy dziwili się wystawom żydowskich sklepów. Jednak wkrótce po formalnej aneksji Litwy te sklepy i większość synagog, podobnie jak szkoła Tarbut, zostaną zamknięte. Kto chce zrozumieć dyskusję prowadzoną na Litwie wokół pamięci o II wojnie światowej, może śledzić podczas lektury szczególnie dokładnie spór autora ze swoimi wujem: komunista Szmulik za swoje poglądy siedział przez trzy lata w latach trzydziestych w litewskim więzieniu. Powrócił do Janowa jako zastępca kierownika sowieckich służb specjalnych. Autor nie pozostawia wątpliwości, że jego wuj brał udział w zbrodniach NKWD. Wskazuje jednak dokładnie, że większość żydowskich mieszkańców Janowa podchodziła do sowieckich okupantów sceptycznie, a najbardziej zamożne rodziny należały do ofiar deportacji zimowych z 1941 roku.

Przeczytaj także:  Sowieckie deportacje w czerwcu 1941 roku

Opowieść kończy się ucieczką z Janowa, po tym jak Wehrmacht zaatakował bliską sowiecką bazę wojskową. Kanowicz wspomina w książce „Kadisz za mój sztetl”, jak samolot myśliwsko-bombowy Luftwaffe zaatakował uchodźców, którzy przeprawiali się przez najbliższą rzekę na tratwie z sosnowych pni. „Wydawało się, że pilot gra z nami w diabelską grę – celował nie w ludzi, nie w konia, ale w naprężoną ponad rzeką linę, ewidentnie chciał ją zniszczyć i bawić się później tym, jak prom zostaje złapany przez prąd i porwany w dół przez rzekę. Kule sypały się na spód promu, na burtę i na wodę, ale Niemiec nie przestawał”.

Książka kończy się powrotem Kanowicza, który od czasów ucieczki w głąb Związku Sowieckiego nazywa się Grigorij. Stare wzgórze cmentarne da się wciąż rozpoznać. Ale jego babcia Roche nie została pochowana ze swoim kochanym mężem Dowidem, ale w masowym grobie poza granicami miasta. Po wymordowaniu prawie wszystkich pozostałych Żydów Janowa Kanowicz nie spotyka w mieście ani jednego z byłych sąsiadów. Tylko czeladnik Julius został jako krawiec na miejscu. Jego ojciec został skazany przez sowiecki sąd za udział w Holocauście.

Przeczytaj także:  Ocalona ze świata, którego już nie ma

Mimo tego skąpego i jednoznacznego końca Kanowicz decyduje się, by w centrum retrospekcji umieścić nie przemoc, ale trudy codzienności jego rodziny i miłość jego rodziców. Jądrem książki nie jest przez to wojna, ale pamiętanie jako „nasz wspólny dach, pod którym wszyscy się zebrali: żyjący i umarli, sprawiedliwi i grzesznicy, mordercy i ofiary. Nawet jeśli ktoś bardzo by chciał, nie da się stamtąd nikogo wypędzić, bo ludzi ze swej epoki po prostu nie można sobie wybrać”.

 

Tekst recenzji w oryginale w języku niemieckim, tłumaczenie Tomasz Otocki.

 

Grigori Kanowitsch: Kaddisch für mein Schtetl. Aufbau-Verlag Berlin, 2015. Tłumaczenie z języka rosyjskiego Ganna-Maria Braungardt. 24,95 €. ISBN  978-3-351-03610-2. Oryginalny tytuł: „Местечковый романс“.

Felix Ackermann
Felix Ackermann
Niemiecki naukowiec i publicysta, studiował kulturoznawstwo, historię i politologię na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą oraz na London School of Economics; autor poświęconej historii Grodna pracy „Palimpsest Grodno“; w latach 2011-2016 wykładał jako profesor wizytujący z ramienia Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej (DAAD) na European Humanities University w Wilnie, gdzie kierował Centrum Niemcoznawstwa. Wspólnie z Uniwersytetem w Wilnie powołał do życia Colloquium Vilnense. Od lutego 2016 roku w ramach projektu naukowego Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie pracuje nad tematem „Historia więziennictwa Rzeczypospolitej w czasach rozbiorów”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here