Po wyborach do Bundestagu, które odbyły się we wrześniu, a także po deklaracji niemieckich socjaldemokratów, że przechodzą do opozycji, na ustach wszystkich obserwatorów polityki niemieckiej jest koalicja „Jamajka”, czyli sojusz CDU, liberałów i Zielonych. Taka koalicja przez moment funkcjonowała w Saarze, zanim się rozpadła, natomiast od paru miesięcy rząd czarno-żółto-zielony działa w Szlezwiku-Holsztynie pod kierownictwem Daniela Günthera, szefa lokalnego CDU, którego wszyscy w Niemczech wypytują teraz o recepty na przetrwanie tego ekscytującego „związku partnerskiego”, bo chyba jeszcze nie „małżeństwa”. Jamajka ma bowiem zostać przeniesiona szczebel wyżej – na poziom federalny. Głosy są różne – sceptycy pytają jak pogodzić probiznesową FDP z odpowiedzialnymi społecznie i ekologicznie Zielonymi albo antyimigrancką CSU z „miłośnikami praw człowieka” z Zielonych. Kłopoty są także ze zgodą w polityce podatkowej, transportowej czy kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego. Niektórzy Zieloni...
Pozostało jeszcze 88% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


