Ewelina Mokrzecka: jako kobieta nie czułam się dyskryminowana na Wileńszczyźnie

-

Sądzę, że sytuacja Polek i Litwinek na Wileńszczyźnie jest taka sama jak sytuacja kobiet w Polsce, nie widzę tutaj żadnych różnic. Ta sytuacja nie jest zła. Nigdy nie czułam się dyskryminowana, ani w środowisku polskim, ani litewskim. Oczywiście, gdy mówimy o parytetach, sytuacja jest inna. Większość ważnych stanowisk politycznych na Litwie zajmują mężczyźni. Ale jeśli spojrzymy na administrację samorządową w rejonach, to tam są głównie zatrudnione kobiety. Martwi mnie co innego. Ostatnio wraz z synem byliśmy w szpitalu i zauważyłam, że jak jest salowa, to jest to albo Polka, albo Rosjanka. Polki wciąż zajmują niskie stanowiska, nie są lekarkami. To jest pewien problem dla Wileńszczyzny. Pod względem edukacji gorszy status mają na Litwie jedynie Romowie. Moją dumą jest jednak to, że w 2018 r. zrobiliśmy w PKD dyskusję o Polkach, które odniosły sukces na Wileńszczyźnie. Chcemy je promować – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim ustępująca prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego Ewelina Mokrzecka.

Ewelina Mokrzecka urodziła się w 1984 roku na Wileńszczyźnie. Studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas pobytu w Polsce angażowała się w ważne inicjatywy społeczne, takie jak Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Fundacja „Ocalenie”, Niebieska Linia, Fundacja Synapsis. Prowadziła satyrycznego bloga ,,Pulaki z Wilni”. Do Wilna wróciła, gdy otrzymała ofertę uruchomienia portalu informacyjnego Radia Znad Wilii (zw.lt), dziś największego polskiego portalu na Wileńszczyźnie. Z Polskim Klubem Dyskusyjnym, powołanym do życia w 2014 r., związana jest od samego początku, w styczniu 2018 r. została wybrana na jego szefową. Obecnie kończy się jej roczna kadencja, której podsumowania dokonujemy w tym wywiadzie.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Mamy już ponad cztery lata istnienia Polskiego Klubu Dyskusyjnego, było czterech prezesów, Ty jesteś piąta. Oprócz pracy na rzecz klubu jesteś zatrudniona w „Radiu znad Wilii”, robiłaś w Warszawie „szkołę reportażu”, w dodatku wychowujesz syna. Czy ciężko było się zdecydować, by objąć tę funkcję?

Ewelina Mokrzecka: Decyzja była bardzo trudna, dojrzewałam do tego dość długo. Podjęliśmy ją razem z mężem, bo mamy dwuletniego syna. Byłam przez jakiś czas na urlopie wychowawczym. Teraz opiekę nad Brunem łączę z pracą. Bywa to trudne. Jednak zdecydowałam się objąć funkcję prezesa PKD, by zrealizować niektóre swoje pomysły. Miałam wsparcie ze strony męża, znajomych, poradziłam sobie, ale nie ukrywam, że cieszę się, że moja kadencja powoli się kończy.

To jest dobra formuła, że co roku zmieniacie prezesa?

Sądzę, że tak, bo każdy prezes wnosi coś innego. Dzięki temu klub się zmienia i wydaje mi się, że na lepsze. To jest niedobre tylko z formalnego punktu widzenia  – co roku trzeba zmieniać status w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jest dużo biurokratyczno-administracyjnych wątków, choćby współpraca z bankiem, w którym PKD posiada konto. Trzeba się dużo nachodzić. Ale uważam, że warto, że to jest dobra formuła i polecam to wszystkim organizacjom na Wileńszczyźnie.

Przeczytaj także:  Sakson: nie przypiąłbym wstążeczki georgijewskiej

Ta formuła nie jest wcale tak oczywista na Litwie. Jesteś pierwszą kobietą na czele PKD. Wcześniej prezesami byli mężczyźni. To miało dla Ciebie znaczenie?

Miało. Jak zostałam wybrana na to stanowisko podczas zebrania, to później koledzy podeszli do mnie i pytali, jak mają się do mnie zwracać: „pani prezes” czy „prezesko”. Odpowiedziałam, że „prezesko”. Ale jak był na Wileńszczyźnie profesor Jerzy Bralczyk, to powiedział, że on postuluje, by używać jednak takich określeń jak „prezes”, „dyrektor”, „psycholog”. Twierdzi, że nie powinno się tych funkcji feminizować, bo to ujmuje na znaczeniu. Jeśli mówimy „prezeska”, to w pewien sposób obniżamy status osoby, o której mówimy…

Ty wolisz być nazywana „prezeską”, ale czy to ma w ogóle znaczenie?

Trudno powiedzieć, raczej nie. Ale jeśli mówimy o Wileńszczyźnie, to tutaj prezesami są zazwyczaj mężczyźni. Wyjątkiem była pani Alicja Klimaszewska, do niedawna prezeska Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą.

Jest jeszcze Renata Cytacka, prezes Forum Rodziców Szkół Polskich Rejonu Solecznickiego.

No właśnie, zatem Klimaszewska, Cytacka i ja (śmiech). Nie przywiązywałabym jednak takiej dużej wagi do tych żeńskich końcówek.

Ale czy na Wileńszczyźnie się ich w ogóle używa?

W języku litewskim są żeńskie końcówki, np. „direktorė”, to „dyrektorka” czy „prezidentė” to „prezydentka”. Jednak w języku rosyjskim i polskim tego nie ma. Kiedyś pisałam artykuł o polskim szkolnictwie i nazwałam jedną z pań „pedagożką”, bo nie chciałam ciągle używać określenia „nauczycielka”. Wtedy ta kobieta zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym zmieniła w tekście słowo „pedagożka” na „panią pedagog”, bo to pierwsze brzmi dla niej niepoważnie. Na Wileńszczyźnie tych żeńskich końcówek się nie używa, mówimy więc „pani dyrektor”, „pani nauczyciel” itp.

Tak jak w języku rosyjskim. Czy jako prezes lub prezeska PKD próbowałaś narzucić jakieś kobiece tematy przez ostatni rok?

Może nie tyle „narzucić”, ale zrobiliśmy w PKD dyskusję o kobietach sukcesu, o Polkach, które odniosły sukces na Wileńszczyźnie. Chciałam przełamać pewne stereotypy. Zazwyczaj dyskusje PKD dotyczą polityki, historii, kwestii kulturalnych, rzadko są to dyskusje o „tu i teraz”, o nas samych. Na tę dyskusję o kobietach sukcesu ściągnęły same kobiety. To było bardzo fajne. I zaobserwowałam po tej dyskusji, że kobiety wyszły bardzo natchnione, uśmiechnięte, z dobrą energią. Ciekawe, że po tej dyskusji powstała na Facebooku grupa „Wileńszczyzna jest kobietą”, która skupia Polki. Wspólnie z Anią Złotkowską i Elą Monkiewicz byłyśmy inicjatorkami jej powstania, zauważyłyśmy, że jest potrzeba, by się zrzeszać i organizować. Odbyło się kilka spotkań. Ja niestety musiałam się wymiksować, bo fizycznie mam naprawdę dużo obowiązków i doszłam do wniosku, że nie ma co się rozdrabniać. Ale grupa trwa, kobiety się spotykają, dzielą się doświadczeniem, kompetencjami. Ostatnio odbyły się warsztaty przedświąteczne. Kibicuję im. To są kobiety biznesu, naukowczynie. Fajnie, że coś takiego jest. Za swój sukces uważam, że w ciągu miesiąca do tej grupy dołączyło dwieście kobiet. Teraz jest dwa razy tyle. To jest poważny sygnał dla Wileńszczyzny, że coś takiego jest potrzebne.

Przeczytaj także:  Katoliczki, socjalistki, emancypantki. Historia praw kobiet na Litwie

A propos pozycji kobiet na Wileńszczyźnie. Ostatnio wraz z synem byliśmy parę dni w szpitalu, i to co zauważyłam, to fakt, że jak jest salowa, to jest to albo Polka, albo Rosjanka. Polki wciąż zajmują niskie stanowiska, nie są lekarkami, choć zdarzają się wyjątki. Na naszym spotkaniu kobiecym była obecna dyrektora przychodni dziecięcej w Santaryszkach, najlepszej przychodni w Wilnie. Ona jest Polką. Mówiła, że w branży lekarzy nie jest tak źle, jeśli chodzi o reprezentację Polaków. Ale ja widziałam te polskie salowe, pielęgniarki czy sprzątaczki na własne oczy. To jest pewien problem dla Wileńszczyzny. Pod względem edukacji gorszy status mają na Litwie jedynie Romowie. Potrzebujemy jako społeczność czasu, parudziesięciu lat, by to wszystko zmienić. Niestety w 1945 roku cała polska inteligencja wyjechała do Polski.

Jaka jest pozycja kobiet w polskiej społeczności? Jeśli spojrzelibyśmy na polską partię na Litwie, to ma ona trzy posłanki w Sejmie, mera rejonu wileńskiego Marię Rekść, wicemera Wilna Edytę Tamošiūnaitė, kobieta jest starostą polskiej frakcji w parlamencie. Można by więc powiedzieć, że w polityce one się przebijają, ale jak jest na co dzień?

Sądzę, że sytuacja Polek i Litwinek na Wileńszczyźnie jest taka sama jak sytuacja kobiet w Polsce, nie widzę tutaj żadnych różnic. Ta sytuacja nie jest zła.

Czy Ty kiedyś czułaś się dyskryminowana jako kobieta?

Nie, nigdy tego nie odczułam, ani w środowisku polskim, ani litewskim. Także będąc w Polsce. Oczywiście, gdy mówimy o parytetach, sytuacja jest inna. Większość ważnych stanowisk politycznych na Litwie zajmują mężczyźni. Ale jeśli spojrzymy na administrację samorządową w rejonach, to tam są głównie zatrudnione kobiety. Z kolei w biznesie dominują mężczyźni. Sądzę jednak, że sytuacja kobiet w całej Europie jest taka sama. Niedawno sprawdzałam statystyki. Litwa nie stoi tutaj jakoś bardzo w tyle, jeśli chodzi o zarobki. W Estonii jest najgorzej.

Przeczytaj także:  Kobieta silniejsza niż mężczyźni. Pół wieku ordynacji kobiet w Estonii

Jesteś za tym, by w polityce i biznesie były kwoty dla kobiet?

Oczywiście.

Prezydent Grybauskaitė tego nie chce.

Dalia Grybauskaitė w ogóle jest ciekawym przypadkiem. Ona nigdy nie wypowiada się na tematy kobiet. To jest dla niej obca tematyka. Swego czasu była bardzo wspierana przez środowisko LGBT na Litwie. Nie wsparła jednak nigdy społeczności homoseksualnej. Dlatego kiedy na Litwie były wybory, to nie oddałam ani razu głosu na Grybauskaitė. Nie będę głosować na kogoś, kto tylko ma taką samą płeć jak ja, ale w ogóle nie angażuje się na rzecz kobiet.

Ani na rzecz LGBT.

Robią to za to inni politycy. Teraz w 2019 r. będzie w Wilnie Baltic Pride i mer Remigijus Šimašius w spocie reklamowym zaprosił do udziału w przyszłorocznym Baltic Pride. W 2017 r. Wilno obchodziło dzień przeciwko homofobii. Litwa przyjęła dwóch gejów z Czeczenii jako uchodźców, co ciekawe, tego samego odmówiły Stany Zjednoczone. Sytuacja osób LGBT nie jest już tak zła jak kiedyś, dlatego wprowadzona parę lat temu regulacja o „zakazie promocji homoseksualizmu” wydaje mi się bardzo nie pasować do Litwy. Zwłaszcza, że jak u nas jest parada osób LGBT to nie lecą w kierunku tych osób jajka czy kamienie jak w Polsce.

Przeczytaj także:  Tegoroczny marsz Baltic Pride rekordowo popularny

Wróćmy do PKD. Co ostatnio się u Was działo?

Ten rok był bardzo pracowity dla PKD, dużo się działo. Mieliśmy łącznie ponad 10  spotkań. Zrobiliśmy niedawno (8 listopada)  imprezę z okazji Święta Niepodległości. Była to potańcówka w stylu międzywojnia. Przebraliśmy się w stare stroje. Impreza była poprzedzona dyskusją ze znanymi dziennikarkami z Polski i Litwy – Marią Przełomiec i Indrė Makaraitytė, którą moderował znany na Wileńszczyźnie publicysta oraz członek PKD Aleksander Radczenko. Na imprezę przyjechał prawnuk Mieczysława Fogga Michał Fogg, który rozkręcał potańcówkę, a w wir szaleństwa wprowadzili popularni na Litwie DJe Baltic Balkan. Organizowaliśmy w tym roku także festiwal inicjatyw społecznych „Wileńszczyzna 2040”. Ściągnęliśmy specjalistów z Polski, którzy nam podpowiedzieli, w jaki sposób mamy promować Wileńszczyznę, polskość na Litwie. Gwiazdą festiwalu był prof. Jerzy Bralczyk, który mówił o znaczeniu języka polskiego w obecnych czasach. Przyjechali także działacze społeczni z Litwy, z którymi zrobiliśmy „burzę mózgów” i rozmawialiśmy o tym, jak sprawić, by tutejsza polskość była atrakcyjna.

A co trzeba zrobić?

Wychodzić do Litwinów. My wciąż kisimy się we własnym sosie. Litwini nic o nas nie wiedzą, słyszą o nas jedynie wtedy, kiedy odbywają się jakieś protesty. Nie wychodzimy jednak jako Polacy z inicjatywą, ale to powoli stara się przełamywać właśnie PKD. Litwini zaczynają rozumieć, że Polak to nie to samo co Waldemar Tomaszewski. A nie zawsze tak było. Kiedyś siedzieliśmy w małym gronie i jedna Litwinka powiedziała mi: „no tak, ty jesteś Polka, to ty jesteś taka sama jak Tomaszewski”. Ja wiem, że stereotypy ułatwiają życie i niestety większość społeczeństwa litewskiego w ten sposób myśli o Polakach. Sądzą, że jesteśmy konserwatywni, zamknięci i bardzo roszczeniowi. My jako PKD drogą dialogu próbujemy przełamywać te bariery, stereotypy. Na naszych imprezach zawsze są Litwini i często bywa tak, że jesteśmy „pół na pół”. Nasze uroczystości są dwujęzyczne z definicji.

Przeczytaj także:  Miłoszewicz: będziemy wspierać każdą pozytywną inicjatywę obywatelską

W tym roku mieliście sukcesy…

Kontroler ds. równych możliwości nagrodził nas swoim wyróżnieniem. Dostaliśmy Nagrodę Równości i Różnorodności w kategorii „dialog kultur” za szerzenie dialogu polsko-litewskiego. Przed dwoma laty do tej nagrody był nominowany polski socjolog dr Bogusław Grużewski, jednak niestety jej nie zdobył. Jestem bardzo zadowolona i dumna. Byliśmy na gali w Pałacu Władców, transmitowała nas litewska telewizja. To jest motywacja do naszej pracy. Nie ukrywam, że PKD nie jest wielką organizacją, każdy z nas ma swoją pracę, a angażujemy się „po godzinach”, pro publico bono. Są wśród nas wykładowcy akademiccy, pracownicy ministerstw, przewodnicy, przedstawiciele mediów.

Nie czujecie się wypaleni po pięciu latach?

Na pewno pomagają nam takie rzeczy jak nagroda kontrolera ds. równych możliwości, jest to odpowiednik polskiego rzecznika praw obywatelskich. Nasze sukcesy motywują nas do pracy, inaczej rzeczywiście czulibyśmy się wypaleni. A chodzi nie tylko o nagrodę, ale także fakt, że udało się w tym roku uruchomić polską telewizję na Litwie. Jej jakość to jest odrębna sprawa i pytanie, czy rzeczywiście musimy mieć dwa kanały disco polo. Fakt jednak jest faktem, że mamy na Litwie polską telewizję. Cieszy mnie także, że jako PKD poruszyliśmy w tym roku temat jakości polskich podręczników w naszych szkołach. Po publikacji na portalu zw.lt zorganizowaliśmy dyskusję w PKD, później sprawa poszła dalej. Teraz w Polsce i na Litwie działają grupy eksperckie na szczeblu ministerialnym, więc coś jako klub pchnęliśmy do przodu. Teoretycznie to jest w gestii Polskiej Macierzy Szkolnej, ale my po prostu wykonujemy za nich robotę.

Wyręczacie Józefa Kwiatkowskiego?

Tak, wyręczamy. Starszy człowiek i nie może… (śmiech)

Przeczytaj także:  Robert Duchniewicz: nie tylko AWPL może rozwiązywać problemy Wileńszczyzny

Ale pomijając Kwiatkowskiego. Chcemy jako PKD pełnić rolę organizacji monitorującej, to co się dzieje na Wileńszczyźnie. Jest na przykład rozporządzenie ministerstwa edukacji, że w polskich szkołach mniejszościowych nie można korzystać z podręczników z Polski. Dlatego pojawiają się lokalne podręczniki, które często mają błędy. My chcemy zmienić to rozporządzenie, by można było importować książki z Polski i z nich korzystać na lekcjach. Grupa robocza chce to jednak zrobić inaczej, to znaczy sprowadzać z Polski podręczniki, ale aplikować do nich specjalny „litewski” dodatek.

Jakie macie plany na przyszły rok?

Planujemy spotkania, dyskusje, jak wcześniej. Chcemy także ponownie zorganizować festiwal „Wileńszczyzna 2040” i zobaczyć, co udało nam się zrobić przez ten rok. Chcemy wciągnąć większą liczbę specjalistów z Polski, rozbudować festiwal, powinno być więcej bloków tematycznych. Na razie jesteśmy w trakcie pisania projektów. Wszystko zależy od tego, ile pieniędzy otrzymamy.

Przeczytaj także:  Dariusz Żybort: Trzeba było czasu, by Litwini uznali cmentarz na Rossie za swój

A jakie są dziś najważniejsze problemy Polaków na Litwie?

Oświata.

Nie tabliczki, nie nazwiska?

Oświata. Tylko problem polega na tym, że na Wileńszczyźnie wciąż stawiamy nie na jakość, a na ilość. Polskie szkoły na Litwie niestety nie są w czołówce najlepszych szkół. Statystyki mówią jedno, a AWPL drugie. Skąd oni biorą te statystyki? Nie wiem…

Kiedy będzie znany nowy szef PKD?

Zostanie ogłoszony na przełomie grudnia i stycznia.

Czego życzysz swojemu następcy lub następczyni?

Nowych pomysłów i przekładania ich na konkretne działania. Życzę mu/jej również dłuższej doby, bo ja ze swoją mam na bakier. Wciąż próbuję wynegocjować 36 godzin (śmiech).

Może to się kiedyś uda? Dziękuję za rozmowę.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj