Tradycyjne zwyczaje Warmiaków. Czas Bożego Narodzenia

-

Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Warmiaków są nierozerwalnie związane z Kościołem katolickim a także z tradycjami przedchrześcijańskimi. Najważniejsze były dwa katolickie święta – Wielkanoc i Boże Narodzenie. Święta Bożego Narodzenia uplasowały się w czasie zimowego przesilenia słonecznego. Był to czas oczekiwania na ponowne narodziny słońca i świata, czas końca i jednocześnie rodzącego się początku. Czas, w którym istniała możliwość nawiązania łączności z siłami kosmosu, a także z duszami zmarłych, które zwłaszcza owej wigilijnej nocy, nocy czuwania, gdy walił się cały porządek wszechświata, przemieszkiwały z żywymi, były wśród nich obecne. Był to czas pełen symboliki, zabiegów magicznych, dziwów – zwierząt mówiących ludzkimi głosami, wody w studni zamieniającej się w wino czy wilków żyjących w zgodzie z ludźmi.

Wyrugowanie tego przedchrześcijańskiego zwyczaju, mimo wieloletnich usiłowań, okazało się nieskuteczne. Decyzja Kościoła, aby ów dzień przesilenia słonecznego uczynić jednocześnie dniem narodzin Chrystusa, miała na celu zmianę przedmiotu kultu z pogańskiego na chrześcijański. Spowodowało to zachowanie dawnych struktur wierzeniowych, które jednocześnie zostały wprowadzone w kościelny rok obrzędowy[1].

Święta Bożego Narodzenia nazywane są na całym terenie Warmii Godami, a 24 grudnia – Ziliją[2]. Nie był on uroczysty, tak jak dzisiaj. Przed II wojną światową nie znano na Warmii opłatka ani kolacji wigilijnej z dwunastoma potrawami. Jeszcze do południa wykonywano najpotrzebniejsze prace, by w świąteczne dni niczego nie przygotowywać. Trzeba więc było nie tylko posprzątać, przygotować jedzenie dla ludzi i zwierząt, narąbać drewna, a nawet obrać ziemniaki. Do I wojny światowej w chałupie stawiano snop zboża, który miał zapewniać urodzaj w nowym roku, a także wieszano gałązki jeglijki. Choinka pojawiła się tu dopiero później. Początkowo  ubierano ją w jabłka, cukierki, własnoręcznie wykonane ozdoby, świeczki.

Przeczytaj także:  Zilija i Godne Święta na Mazurach

W dzień Wigilii przychodzili do gospodarzy kolędnicy, tu nazywani sługami z szemlem. Szemel był postacią z osadzoną na kiju głową konia, okrytą białym prześcieradłem, wyglądał jak koń zrośnięty z jeźdźcem, przypominał krakowskiego lajkonika. Szemlowi towarzyszyli: muzykant, kominiarz z drabiną, stara kobieta z koszem przyjmująca podarki, niedźwiedź i śmierć z kosą. Kolędnicy podskakiwali w rytm muzyki, strzelali z bata i czynili niesamowity harmider. Niekiedy śpiewali kolędy i odpytywali dzieci ze znajomości pacierza[3].

W noc Bożego Narodzenia według wierzeń warmińskich zwierzęta mówiły ludzkim głosem, działy się dziwy, pełno było magii i symboliki. Na pasterkę chodzono tylko w miastach lub większych wioskach, gdzie był kościół parafialny. Dopiero o poranku następnego dnia, o piątej lub szóstej, ludzie udawali się na mszę do kościoła. Potem wracali na świąteczne śniadanie, a dzieci znajdowały pod choinką prezenty, które w nocy podrzucił święty Mikołaj. Nie były one bogate – najczęściej bywały to słodycze, wykonane własnoręcznie zabawki z drewna, gałganków lub słomy, jabłka, orzechy, marcepany swojej roboty, czasami pomarańcze.

Drugi dzień świąt był dniem odwiedzin u krewnych i znajomych. Okres od pierwszego dnia Bożego Narodzenia do Trzech Króli liczy dwanaście dni, nazywanych na Warmii dwanostkami. Był to okres magiczny, bowiem dokładna obserwacja pogody w poszczególne dni pozwalała Warmiakom określić pogodę na poszczególne miesiące nadchodzącego roku. 25 XII ustalano pogodę na styczeń, 26 XII na luty, 27 XII na marzec, 28 XII na kwiecień, 29 XII na maj, 30 XII na czerwiec, 31 XII na lipiec, 1 I na sierpień, 2 I na wrzesień, 3 I na październik, 4 I na listopad, 5 I na grudzień. Nie wolno było w te dni zabijać zwierząt, szyć, robić prania, ani też gotować grochu czy kapusty, bo to miało przynosić nieszczęście[4].

Warmiacy nie znali zwyczaju zabawy sylwestrowej, która przybyła tu wraz z osadnikami polskimi po II wojnie światowej. Wieczór ten nazywali wigilią Nowego Roku. Odbywały się wtedy magiczne obrzędy związane z zakończeniem mijającego roku i wróżbami na nadchodzący. Młode dziewczyny lały rozpuszczony ołów lub wosk przez dziurkę od klucza na wodę i odczytywały z powstałych figur swoją przyszłość. Było to pole do popisu dla bardzo bogatej fantazji ludowej. Drugą wróżbą było puszczanie drewienek lub igieł na miskę pełną wody. Jeżeli przedmioty te połączą się, miało to zapowiadać ślub osób wykonujących wróżbę. W ten wieczór, tak jak i w sam Nowy Rok, wróżą sobie dziewczęta nasłuchując głosów zwierząt np. psa. Z której strony głos się odezwie, z tej przyjdzie przyszły mąż. Wróżą też z liczby kołków w płocie itp. Jedną z najpopularniejszych wróżb w Sylwestra jest wróżba z figurek podłożonych pod talerzyki. Dawniej były to figurki z ciasta nowolatkowego przedstawiające: krzyż (= śmierć), kolebka (= urodziny), różaniec (= klasztor), obrączka (= zamążpójście) itp. Gospodarze wróżyli ze słomy wyciągniętej ze snopa stojącego w rogu izby. Długość słomki i zachowane ziarnka miały przepowiadać najbliższe żniwa[5].

Gospodyni piekła specjalne ciasto obrzędowe, zwane nowolatkiem. Było ono wyrabiane z mąki i piwa jałowcowego, potem suszone na blacie pieca kuchennego. Lepiono z niego figurki wyobrażające zwierzęta gospodarskie, ptactwo domowe, ludzi. W noc sylwestrową gospodarz dawał je do zjedzenia zwierzętom, mówiąc na przykład do klaczy: ja ci daję nowelato, ty mi daj źrebaka za to[6].

Gotowano także breję, gęstą potrawę z grubo mielonych ziaren żyta, którą podawano w głębokiej misce ze skwarkami wlanymi w sam środek. Gospodyni stawiała breję na stół i wołała domowników: „do brei”, po skończonym posiłku gospodarz mówił: „po brei” i można było odejść od stołu. O przygotowaniu brei tak opowiadała gospodyni ze wsi Dywity:  „To wzięło się mąki grubej z żyta, tak grubo mnielonej i sypsie się na wodę, to musi być war i dużo mieszać trzeba… Ta breja to tako gansta bandzie. Na mniskę się wileje, w środku dołek na skrzeczki (skwarki) zrobzi… dawnij to łobsiedli dookoła mniski z łyżkami i zjednej mniski jedli to breje”[7]. Pieczono również pączki, które nie przypominały dzisiejszych. Puszyste ciasto kładziono łyżką na gorący głęboki tłuszcz, z którego wychodziły nierówne pączki zwane rogalami. W noc sylwestrową gospodarze odwiedzali się nawzajem z życzeniami i przynosili upieczone rogale. Taką wizytą mieli zatrzeć jakieś urazy czy dąsy, by w nowy rok wejść w zgodzie.

W wigilię Nowego Roku młodzi mężczyźni płatali figle: przestawiali płoty, wynosili furtki na pole, wyciągali wozy nad jeziora, wkładali podwozia dyszlem w komin, zatykali kominy, a także okręcali drutem klamki od drzwi wejściowych, oblepiali gazetami okna domów, w których mieszkały dziewczęta na wydaniu, zamalowywali je farbą lub popiołem rozrobionym z wodą. Etnografowie upatrywali w kradzeniu i przenoszeniu różnych przedmiotów, praktykowanym przeważnie przez młodzież warmińską, reminiscencję dawnego zabiegu magicznego – symbolicznej kradzieży w celu zapewnienia sobie pomyślności w nadchodzącym roku[8].

W okresie między Bożym Narodzeniem a Trzema Królami występowała w tradycji warmińskiej grupa maszkar pod nazwą rogale. Nazwa ta związana była ze zwyczajem częstowania dużymi pączkami z rogami, które wyglądały jak rogale. W zespole rogali z maszkar zwierzęcych chodził zawsze niedźwiedź, koza, bocian. Maszkarom zwierzęcym towarzyszył dziad, baba, czasem diabeł, kominiarz czy wojak. Według starych Warmiaków, rogale chodzili najczęściej w Nowy Rok. Urozmaicali swoje wystąpienia tańcami, żartami i znaną piosenką, mającą sprowokować gospodarzy do poczęstunku i datków[9].

 

[1] B. Beba, Obyczajowość w rodzinie wśród mieszkańców Olsztyna, Olsztyn 1994, s. 80.

[2] Zob. więcej w: A. Szyfer, Tradycyjne wierzenia i zwyczaje okresu Bożego Narodzenia na Warmii, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1965, nr 4, s. 569-580.

[3] J. Chłosta, Świętowanie na Warmii w końcu XIX i na początku XX wieku, w: Życie codzienne na dawnych ziemiach pruskich. Obchody rocznicowe i świąteczne, red. S. Achremczyk, Olsztyn 2004, s. 65-66; A. Szyfer, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Mazurów i Warmiaków, Olsztyn 1975, s. 17-23.

[4] J. Chłosta, Doroczne zwyczaje i obrzędy na Warmii, Olsztyn 2009, s. 39; E. Cyfus, Moja Warmia, Dąbrówno 2012, s. 46-48.

[5] A. Szyfer, Tradycyjne wierzenia…, s. 573-574.

[6] Tejże, Zwyczaje, obrzędy…, s. 37-39.

[7] Tejże, Tradycyjne wierzenia…, s. 574.

[8] J. Pawłowska, Wieś warmińska Brąswałd w województwie olsztyńskim w latach 1945-1967, Wrocław 1987, s. 139; E. Cyfus, Moja Warmia…, s. 52-54.

[9] A. Szyfer, Zwyczaje, obrzędy…, s. 42; E. Cyfus, Moja Warmia…, s. 48-49.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w Elementarzu warmińskim (Olsztyn 2017). Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą autorki. Dziękujemy dr hab. Izabeli Lewandowskiej za możliwość publikacji tekstu na naszych łamach.

Historyk, dydaktyk, regionalista, oralista. Profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Od 2017 r. kierownik Pracowni Badań nad Historią Mówioną i Dydaktyką Historii. Autorka i redaktorka wielu prac, m.in. Trudne dziedzictwo ziemi. Warmia i Mazury 1945-1989; Trwanie Warmii. 600 lat Butryn; Historyczna świadomość regionalna. Przewodnicząca Komisji Badań nad Kulturą Warmii i Mazur Towarzystwa Naukowego im. Wojciecha Kętrzyńskiego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Historycznego oddział Olsztyn, członek Polskiego Towarzystwa Historii Mówionej, Społecznego Komitetu Ratowania Dawnych Cmentarzy na Warmii i Mazurach.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj