Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Norweski gaz w Polsce?

Polskie władze od początku lat dziewięćdziesiątych interesują się dywersyfikacją źródeł dostaw gazu ziemnego. Czy lansowany przez polski rząd i spółki skarbu państwa projekt gazociągu Baltic Pipe ma rzeczywiście szanse powodzenia? Czy polityczne wydarzenia w Polsce i Norwegii mogą negatywnie wpłynąć na inwestycję?

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Polska w 2016 roku według danych Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wykorzystała 18,03 mld m3 gazu ziemnego, z czego 10,7 mld m3 stanowił import z Rosji. Gaz stanowi 13% udziału w polskim miksie energetycznym, a 56% przypada na węgiel. Impulsem do intensyfikacji działań w zakresie dywersyfikacji źródeł dostaw gazu ziemnego z Rosji jest kończący się w 2022 r. kontrakt na import gazu z Gazpromem. Ważnym krokiem w tym kierunku było rozpoczęcie importu LNG poprzez terminal w Świnoujściu w grudniu 2015 r. Latem 2017 roku głośno zrobiło się o gazociągu Baltic Pipe, przy okazji podpisania przez rząd Beaty Szydło memorandum z rządem Danii.

Baltic Pipe to projekt gazociągu poprowadzonego po dnie Morza Bałtyckiego z Danii (Wyspa Zelandia) do Polski (tłocznia Niechorze). Baltic Pipe byłby połączony z norweskim systemem eksportu gazu poprzez planowane wpięcie do gazociągu Europipe II i rozbudowę duńskiej sieci przesyłowej. Jest to trzecia w ciągu dwudziestu lat próba budowy połączenia gazowego pomiędzy Polską i Norwegią, tym razem przez terytorium Danii. Wcześniejsze starania o norweski gaz takie jak Skanled 2009 r. czy kontrakt norweski, podpisany przez rząd Jerzego Buzka 2001 r. nie powiodły się ze względów ekonomicznych.

Business first

Polska narracja głosi, że Baltic Pipe to inwestycja strategiczna, a od jej powodzenia zależy zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jednak wpisanie Baltic Pipe na sztandary walki z uzależnieniem od rosyjskiego gazu nie wystarczy, aby zbudować gazociąg. Z perspektywy Norwegii projekt nosi znamiona czysto biznesowe, a nie polityczne. Biznesowy charakter projektu potwierdza  w swoich wypowiedziach premier rządu norweskiego Erna Solberg. Dla Oslo głównym celem budowy połączenia gazowego Norwegia-Dania oraz projektu Baltic Pipe jest zapewnienie nowych rynków zbytu dla norweskiego gazu ziemnego. Taką tezę potwierdzają Aleksandra Gawlikowska-Fyk i Jakub Godzimirski w analizie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych „Gas Security in the Pipeline —Expectations and Realities”. Autorzy piszą, że Norwegia będzie szukać nowych rynków zbytu ze względu na możliwy spadek popytu na gaz w krajach UE w średniookresowej perspektywie. Świadczą o tym prognozy Statoil zakładające spadek popytu na gaz w latach 2020 i 2040 względem roku 2013, (obecnie prawie cały norweski gaz trafia do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji czy Belgii). Pomimo zainteresowania projektem Polaków, Duńczyków i Norwegów w ostatecznym rozrachunku może się jednak okazać, że nie stać nas na gaz z Norwegii. Czy w warunkach konkurencji na rynku gazowym nie będziemy zainteresowani kupnem tańszego gazu z innych źródeł? Tomasz Stępień prezes spółki Gaz System w wywiadzie dla gazety Dziennik Gazeta Prawna (DGP, 06.09.2017) podkreślił, że „jeśli chodzi o dostarczanie gazu z Norwegii do Polski, będzie to bardzo konkurencyjna pod względem kosztów trasa”. Zasadniczym pytaniem pozostaje jednak cena surowca zarówno z własnego wydobycia spółek Lotos i PGNiG jak i norweskiej spółki Statoil.

Gazowe targi

W ramach drugiej części Open Season, czyli drugiej rundy rezerwacji przepustowości gazociągu Baltic Pipe, spółki wykazują zapotrzebowanie i możliwości kupna gazu. Czy druga runda Open Season, która zakończy się w drugiej połowie października 2017 r. potwierdzi zapotrzebowanie ekonomiczne na budowę gazociągu? Wiele zależy od tego czy spółka PGNiG, grupa Lotos lub inne spółki energetyczne zdecydują się na wiążącą rezerwację objętości gazu i podpisanie umowy na przesył gazu. W przeciwnym razie projekt może się po prostu nie opłacać i tak jak w przypadku projektu Skanled zostanie on zamknięty w ostatniej fazie przygotowawczej ze względu na brak firm zainteresowanych korzystaniem z infrastruktury gazociągu. Open Season wykaże ekonomiczne zapotrzebowanie na budowę Baltic Pipe jeśli zainteresowane spółki zarezerwują przepustowość 9 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Prezes spółki PGNiG Piotr Woźniak we wrześniu 2017 r. zapowiedział podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, że spółka jest zainteresowana rezerwacją możliwie jak największej przepustowości (czyli 9 mld m3 gazu). W wywiadzie dla DGP prezes Gaz Systemu Tomasz Stępień bardzo pozytywnie ocenił pierwszą część Open Season, podkreślając, że dzięki deklaracjom z pierwszej rundy, projekt Baltic Pipe ma realne szanse powstać do 2022 r. Podpisanie umów przesyłowych powinno nastąpić do końca 2017 roku. Chwilą prawdy dla projektu Baltic Pipe będzie wydanie ostatecznej decyzji inwestycyjnej planowane na 2018 r.

Kto za to wszystko zapłaci?

Dyrektor ds. rynku duńskiego operatora gazowego Energinet.dk Jeppe Dano potwierdził, że za odcinek pomiędzy gazociągiem Europipe II i tłocznią w Nybro, oraz całości rurociągu przez terytorium Danii zapłacą Duńczycy, a finansowanie zostanie uwzględnione w taryfach przesyłowych operatora sieci. Dyrektor Dano zadeklarował również, że Dania nie potrzebuje norweskiego wsparcia, choć „byłoby mile widziane”. Prezes Gaz Systemu określił koszt budowy gazociągu po polskiej stronie na 900 mln EUR. Polacy mieliby finansować inwestycję od tłoczni na wyspie Zelandia w Danii do tłoczni w Niechorzu. Według zapowiedzi prezesa Stępnia pieniądze na tę inwestycje będą pochodziły z podwyższonych taryf gazowych Gaz Systemu i zostały one ujęte w planach inwestycyjnych spółki (zakładany wzrost taryfy poniżej 4%). Na finansowe zaangażowanie Norwegów w budowę duńsko-polskiego gazociągu Baltic Pipe raczej nie ma co liczyć.

Karen Sund z norweskiego think tanku Sund Energy podkreśla, że „choć w Norwegii Baltic Pipe nie jest projektem obecnym w debacie publicznej to po raz pierwszy Norwedzy pozwalają państwom trzecim na budowę gazociągu i podłączenie się do swojego systemu eksportowego. Zazwyczaj norweski system eksportowy rozciągał się aż do wybrzeży państwa odbierającego kończąc się terminalem importowym, w tym wypadku to już historia. W Norwegii da się zauważyć pewnego rodzaju sceptycyzm po tym jak wcześniejsze próby zbudowania gazociągu się nie udały. Należy mieć nadzieję, że rezerwacje przepustowości gazu wykażą zasadność rozpoczęcia prac budowy gazociągu łączącego Europipe II z duńską siecią przesyłową i dalej Baltic Pipe”.

Marcin Bortkun, prezes Polsko-Norweskiej Izby Handlowej podczas panelu „Perspektywy wspólnego rynku energii”, w ramach konferencji Nafta Gaz Chemia 2017 również wyraził obawy dotyczące zaangażowania Oslo w budowę gazociągu. Mówiąc o stronie norweskiej Bortkun stwierdził: „Z jednej strony chcą sprzedać gaz, a z drugiej z rezerwą odnoszą się do finansowania”.


Zdjęcie tytułowe: Mapa przebiegu Baltic Pipe. Zdj. Gaz-System, Energinet.

 

Drugoplanowa polityka

W Norwegii 11 września odbyły się wybory do parlamentu (Stortingu), w wyniku których dotychczasowa premier Solberg będzie zapewne formować rząd i obecnie prowadzi rozmowy koalicyjne. W skład nowego rządu najprawdopodobniej wejdą Partia Konserwatywna (H, Hoyre), Partia Postępu (FrP), Liberałowie (V, Venstre) i możliwe, że także Chrześcijańscy Demokraci (KrF). Nowa koalicja prawdopodobnie nie zmieni norweskiego nastawienia do projektu Baltic Pipe. Źródłem bogactwa Norwegii jest ropa i gaz, których wydobycie zapisane jest w strategii energetycznej zakładającej maksymalizację zysku ze sprzedaży zasobów naturalnych wydobytych z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. Nie należy spodziewać się, że strategia ulegnie zmianom po wrześniowych wyborach. Prof. Jakub Godzimirski pracujący dla Norweskiego Instytutu Spraw Zagranicznych (NUPI) podkreśla, że na powodzenie inwestycji nie powinny również wpłynąć posunięcia polityczne polskiego rządu związane z negatywnie komentowaną w Norwegii ustawach o reformie polskiego systemu sądowniczego oraz kryzysem wokół próby przejęcia kontroli przez polski rząd nad środkami z grantów norweskich dla organizacji pozarządowych. Prof. Godzimirski podkreśla, że porozumień o charakterze biznesowym w Norwegii nie miesza się z polityką.

Pośredni wpływ na środowisko

Polski rząd, aby zyskać większe poparcie norweskich elit, powinien silniej podkreślać rolę, którą norweski gaz może odegrać w przestawieniu na zasilanie gazem polskiej gospodarki opartej na węglu. Byłoby nad wyraz korzystnie dla Polski, aby proces dywersyfikacji źródeł gazu połączyć ze zmianami proekologicznymi w sektorze energetycznym biorąc przykład z Norwegów czy Duńczyków. Z perspektywy redukcji emisji CO2 dzieli nas przepaść i mamy się czego uczyć od skandynawskich partnerów. O możliwych innowacjach w opartej na węglu polskiej gospodarce mówił Minister Krzysztof Tchórzewski podczas ostatniego forum ekonomicznego w Krynicy, zapowiadając, że elektrownia węglowa w Ostrołęce będzie ostatnim węglowym projektem w Polsce. Ciekawie zapowiada się również strategia Polskiej Grupy Energetycznej zakładająca wybudowanie bloku gazowego, a nie węglowego  w elektrowni Dolna Odra. Baltic Pipe może okazać się szansą na pośrednie zwiększenie odnawialnych źródeł energii (OZE) w polskim miksie energetycznym. W wyniku negocjacji związanych z podpisaniem memorandum w sprawie budowy Baltic Pipe, Duńczycy prawdopodobnie jako jeden z warunków postawili ułatwienia w restrykcyjnych regulacjach budowy i konserwacji elektrowni wiatrowych w Polsce. Duńska spółka Vestas sprzedała do Polski w 2015 r. turbiny o łącznej mocy ponad 750 MW, a w 2016 r. gdy rząd wprowadził niekorzystną ustawę o wiatrakach sprzedaż znacząco spadła. Sądząc po przedstawionych na dzień przed podpisaniem memorandum, propozycjach zmian, można spróbować postawić tezę, że polski rząd przystał na duńskie warunki. Czy Norwegia również będzie chciała postawić podobne warunki związane z możliwymi inwestycjami norweskiego Statoila w farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim?

Podsumowanie

Powodzenie Baltic Pipe leży we wspólnym interesie Polski, Danii i Norwegii. Projekt budowy gazociągu za kluczowy z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego UE uznała również Komisja Europejska, która postrzega ten projekt jako istotny element gazowego korytarza North-South. Gazociąg Baltic Pipe powstanie tylko wtedy, jeśli znajdą się w Polsce i w regionie kupcy na norweski gaz. Polityka i racja stanu nie będzie miała wpływu na decyzje naszych partnerów. Podobnie względy ochrony środowiska w Polsce czy praworządności zejdą na drugi plan i nie wpłyną na kształt inwestycji. Gdyby jednak nie udało się podpisać kontraktów na gaz, a w konsekwencji zrealizować projektu Baltic Pipe, Polska stanie przed widmem niekorzystnych negocjacji w sprawie przedłużenia kontraktu z Gazpromem lub koniecznością ściągnięcia do Polski gazoportu pływającego (FSRU) cumującego w Gdańsku zdolnego do odbierania i regazyfikowania LNG. Wiele więc zależy od zdolności zręcznego manewrowania polskiego rządu i spółek skarbu państwa, które prowadzą rozmowy z Duńczykami i Norwegami. Wyniki negocjacji poznamy pod koniec 2017 roku.

 

Zdjęcie tytułowe: Mapa przebiegu Baltic Pipe. Zdj. Gaz-System, Energinet.

Polub nas na Facebooku!