Robert Dziemba: przez wiele lat nie było środków na odbudowę kołobrzeskiej starówki

-

W 1947 roku odbywa się konferencja, na której próbowano rozmawiać o odbudowie Kołobrzegu. Pojawiają się różne pomysły, ale na nic nie ma pieniędzy. Pierwsze zapotrzebowanie, które jest zgłaszane przez burmistrza, to wagon szkła, by można było wstawić szyby do mieszkań. Ostatecznie w 1948 roku do miasta wprowadza się Wojsko Polskie. Rozpoczyna się akcja odgruzowywania, dwutorowa. Pozostawiano część starych domów, one były zasiedlane. Cegła z rozbiórki idzie na różne cele. Dopiero w 1957 roku opublikowana zostaje uchwała nr 450 Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów o odbudowie Kołobrzegu. Dopiero wtedy mamy pierwszy dokument, później wychodzą następne. Rozpoczyna się odbudowa zabytków, a więc domku kata, dawnego spichlerza, kolegiaty, kamienicy kupieckiej. Pałac Braunschweigów zabezpieczono wcześniej. Niestety kolegiata popada w dalszą ruinę, wieża zaczyna się rozchodzić w podstawach, więc proponuje się jej rozbiórkę. Tak naprawdę z „budową”, a nie „odbudową” kołobrzeskiej starówki, mamy do czynienia dopiero w latach osiemdziesiątych – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtycki kołobrzeski historyk, dziennikarz, pracownik Muzeum Oręża Polskiego dr Robert Dziemba.

Robert Dziemba urodził się w 1981 roku w Kołobrzegu. Z wykształcenia jest politologiem i historykiem, uzyskał doktorat z nauk ekonomicznych. Podjął pracę jako regionalny dziennikarz, zajmujący się m.in. historią Kołobrzegu. Jest autorem kilku książek i paruset artykułów poświęconych historii miasta, w którym mieszka, a także Pomorza Środkowego. Reżyser i współtwórca kilku filmów dokumentalnych i audycji historycznych. Pracuje jako kierownik Pracowni Historii Kołobrzegu w Muzeum Oręża Polskiego. Prowadzi audycję „Kwadrans z historią” na antenie Radia Kołobrzeg. W 2016 roku uruchomił Muzeum Zimnej Wojny w Podborsku. Jest prezesem Fundacji Historii Kołobrzegu i szefem Grupy Rekonstrukcji Historycznych Kołobrzeg.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Jesteśmy teraz na starówce, obok ratusza, gdzie znajdziemy niewielką liczbę starych, przedwojennych budynków. Czy Kołobrzeg był w 1945 roku najbardziej zniszczonym miastem na Pomorzu Środkowym?

Robert Dziemba: Tak, dlatego, że był jedynym miastem o tego typu zabudowie, które było twierdzą, a przez które przeszedł front. W odróżnieniu na przykład od Koszalina, Niemcy postanowili tu się bronić, przekształcając miasto w twierdzę. Swoją drogą brakuje rozkazu Hitlera o ogłoszeniu Kołobrzegu twierdzą, ja go szukałem, niestety nie znalazłem. Najprawdopodobniej mieliśmy normalne przygotowania do obrony miasta, budowę fortyfikacji ziemnych, rowów przeciwczołgowych, co było zarządzone przez wojsko, wspierane przez choćby takie formacje jak Volkssturm. W momencie, kiedy zaczyna nadchodzić front, w lutym, marcu 1945 roku, mamy do czynienia z sytuacją krytyczną.

Zbitki wojskowe, które dotarły do Kołobrzegu na początku 1945 roku – pamiętajmy o tym, że wcześniej mieliśmy „kocioł świdwiński”, w którym walczyli SS-mani z dywizji „Charlemagne” – zostały alokowane w koszarach. W momencie ogłoszenia stanu oblężenia 3-4 marca, w mieście trwała ewakuacja. Zresztą na Pomorzu Środkowym często w ogóle nie ewakuowano miast, bo byłoby to sianie defetyzmu, jak uważali naziści. Z wiadomości, że nachodzi front, korzystał miejscowy aparat NSDAP, któremu udało się ewakuować. Zwykli ludzie zostali zostawieni sami sobie.

W lutym 1945 roku starówka kołobrzeska normalnie funkcjonowała?

Tak, wciąż byli tu mieszkańcy, wychodziła gazeta „Kolberger Zeitung”. Napływali zewsząd uchodźcy. Dlaczego? Z Kołobrzegu prowadzona była ewakuacja, stąd odchodziły przeładowane pociągi w kierunku Szczecina. Tak było do 3-4 marca, wtedy wojska sowieckie uszkodziły linię kolejową, która stała się nieprzejezdna. Ostatni pociąg wyjechał z Kołobrzegu 4 marca, nigdzie już nie dojechał. Ale wciąż docierali tutaj uciekinierzy. Jedyną funkcjonującą drogą była droga w kierunku Rogowa przez Dźwirzyno, tędy ludzie próbowali ewakuować się w kierunku Szczecina.

Kołobrzeski rynek, w tle katedra.

Od 3-4 marca w Kołobrzegu toczyły się przez dwa tygodnie największe walki uliczne w historii II wojny światowej, jak można przeczytać w źródłach.

Wie Pan, zależy co się czyta. Temat walk ulicznych w Kołobrzegu w ogóle nie jest przebadany. Jedyna osoba, która zbadała to od strony relacji polskich żołnierzy i którą można czytać, to Alojzy Sroga, który w 1980 roku wydał książkę „Na drodze stał Kołobrzeg”. Potem przez czterdzieści lat nikt nie zajmował się tym tematem. W konsekwencji mamy ogromną liczbę mitów, które narosły. Książka Srogi jest apologetyczna, systemowa, podkreśla męstwo i odwagę polskich żołnierzy. Ale to wszystko niekoniecznie musiało tak wyglądać.

Zacznijmy od Sowietów. Ich 45. Brygada pułkownika Morgunowa dociera 4 marca pod Kołobrzeg od strony Białogardu i Świdwina. Zwiad twierdzy kołobrzeskiej wie o tym doskonale, bo spotyka wcześniej te wojska podczas rowerowego patrolu. W końcu Armia Czerwona dociera do Kołobrzegu. Rozpoczyna się pancerny bój o Kołobrzeg. Miasto jest nieprzygotowane i wzięte z zaskoczenia. Rosjanie Kołobrzeg prawdopodobnie by zdobyli. Niestety czołgi nie miały wsparcia piechoty, przez co Niemcy, w dość improwizowanej walce, zadali straty armii sowieckiej. Kiedy dochodzi radziecka piechota jest już za późno: wysadzony zostaje most na Kanale Drzewnym i wjazd od strony Trzebiatowskiej nie jest możliwy. Twierdza zostaje postawiona na nogi i zaczyna się bronić. Sowieci stracili możliwość zdobycia miasta. W nocy z 7 n 8 marca zostali zluzowani przez wojska polskie w sile dwóch dywizji piechoty: szóstej i trzeciej. 8 marca rozpoczynają się walki, a więc już widzimy, że nie trwają one dwóch tygodni, tylko dziesięć dni. Dojście pod samą twierdzę okazuje się dla wojsk polskich niemożliwe. Niemcy świetnie się bronią, zaś droga prowadząca z Białogardu do Kołobrzegu nazywana jest „szosą śmierci”. Około 10 tysięcy niemieckich żołnierzy jest świetnie przygotowanych, Polacy nacierają i zatrzymują się na kościele św. Jerzego.

Dlaczego Kołobrzeg okazuje się taki ciężki do zdobycia?

Generalnie siły polskie w liczbie 30 tysięcy, a więc trzy razy więcej niż mieli Niemcy, były wystarczające do zdobycia. Później dołączono jeszcze trzecią dywizję w postaci 4. Dywizji Piechoty. Jednak Polacy nie byli przeszkoleni do prowadzenia walk ulicznych, zdobywania poszczególnych, silnie ufortyfikowanych punktów. Po drugie brakowało sprzętu, wykorzystywano więc artylerię przeciwlotniczą do strzelania na wprost. Zawiodło również rozpoznanie. Kiedy Polacy docierają do Kołobrzegu, mają bardzo utrudnione zdanie, by „wgryźć się” w miasto. Ponoszą straty. Mówi się, że w Kołobrzegu nie zwyciężyła sztuka wojenna, tylko duch walki i przelana krew żołnierza. Poszczególne oddziały wykrwawiały się, później wkraczały następne. W ten sposób zginęło około 1,3 tys. żołnierzy. Dopiero 15 marca Polacy zdobywają ratusz, kolegiatę i inne ważne punkty na starówce.

Bazylika konkatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kołobrzegu. Zdj. NeonFor / Wikimedia / CC BY-SA 4.0.

Ostatecznie zapada decyzja o sprowadzeniu do Kołobrzegu katiusz, które ogniem rakietowym zaczynają niszczyć miasto. Kołobrzeg do 15 marca całkiem nieźle się trzymał. Podejrzewam, że katedra została zniszczona właśnie przez katiusze, które zadały Kołobrzegowi ogromne zniszczenie. Niemcy bardzo mocno bronią się na linii ulicy Solnej i przy dworcu kolejowym. Zapadła decyzja o ewakuacji ludności, a także o fanatycznej obronie miasta, zwłaszcza w obszarze nadmorskim. Literatura niemiecka „pięknie” to określa, że walka była prowadzona w obronie ludności cywilnej. Ale przecież wystarczyło skapitulować, co proponowali Polacy 14 marca. Wtedy mielibyśmy w miarę zachowane miasto. 18 marca rano Niemcy uciekają drogą morską.

Starówka jest zniszczona przez te parę dni, kiedy używano katiusz?

Pytanie za sto punktów: ile zniszczono do 18 marca, a ile do 31 maja? Trzeba wziąć pod uwagę, że Kołobrzeg nie jest miastem polskim, tylko frontowym, stąd odbywa się jeszcze desant na Bornholm, etc. Kiedy w kwietniu przybywa tu polska administracja, miasto płonie i jest niszczone przez Rosjan.

A więc starówka w dniu 31 maja, kiedy władzę obejmuje polska administracja, jest ruiną?

Ocalały poszczególne budynki, także zrujnowane, bez okien, bez drzwi, wszędzie trupy. A więc ratusz, katedra, Akademia Rycerska, Pałac Braunschweigów czy kamienica przy ulicy Emilii Gierczak, gdzie ma siedzibę Muzeum Oręża Polskiego. Generalnie przetrwały także inne kamienice, ale one były wypalone, tak jak w Warszawie. Ponieważ nie było pieniędzy na remonty, tych budynków z każdą chwilą ubywało. Najbardziej uszkodzona została część portowa i śródmieście, tutaj toczyły się najbardziej krwawe walki. Przecież tutaj pracowała artyleria.

Kołobrzeg w 1945 roku

Cegły z kołobrzeskiej starówki szły na Warszawę?

To nie do końca tak. Na początku miało miejsce odgruzowywanie, już po posprzątaniu trupów, polskich, niemieckich i rosyjskich, a także kołobrzeskiej ludności cywilnej.

Trzeba było miasto uporządkować, jeszcze przed odgruzowywaniem. Uporządkowanie polegało na udrożnieniu ulic. Potem załatwiano sprawy wyżywienia tych, którzy pracowali. Nie pracowano za pieniądze, bo te nie miały żadnej wartości. Szabrowano, palono w piecach meblami, biurkami. To był taki kołobrzeski „standard”.

31 maja mamy przejęcie władzy przez administrację polską, w sierpniu 1945 roku następuje konferencja w Poczdamie, a więc polityczne wskazanie, że Kołobrzeg i Pomorze Środkowe będzie należeć do Polski, rozumiem, że wtedy do miasta zaczynają przyjeżdżać polscy osadnicy?

Pamiętajmy, że Kołobrzeg wciąż jest zamieszkiwany przez ludność niemiecką. Polacy zaczynają się pojawiać, wtedy kiedy do Kołobrzegu doprowadzona zostaje kolej, no i wcześniej w Polsce centralnej musi się rozpocząć specjalna akcja, w której namawia się ludność, żeby jechała na Ziemie Odzyskane. Generalnie pewne grupy polskiej ludności zaczynają przyjeżdżać już w kwietniu 1945 roku.

Co ich przyciąga do miasta, które jest ruiną?

Musiałby ich Pan zapytać. Niektórzy chcieli zmienić miejsce zamieszkania, niektórzy osiąść nad Bałtykiem. Przyciągało ich morze. Później przyszło rozczarowanie, bo tutaj przecież nic nie było. To tak jakby Pan pojechał dzisiaj do Iraku czy Afganistanu i chciał się osiedlać, a jeszcze wcześniej to reklamowano by w Polsce.

Jakie są w 1945 roku plany odbudowy Kołobrzegu?

Żadne, kto ma to odbudowywać?

Takich zniszczonych miast na Ziemiach Odzyskanych jest sporo.

Musi Pan zacząć od Warszawy. Jaki jest sens odbudowywać Kołobrzeg, skoro nie ma stolicy?

W 1947 roku odbywa się konferencja, na której próbowano rozmawiać o odbudowie Kołobrzegu. Pojawiają się różne pomysły, ale na nic nie ma pieniędzy. Pierwsze zapotrzebowanie, które jest zgłaszane przez burmistrza, to wagon szkła, by można było wstawić szyby do mieszkań. Pierwszy polityczny postulat to przeniesienie administracji do Kołobrzegu. Wszystkie urzędy były bowiem albo w Karlinie, albo w Gościnie, albo w Ustroniu Morskim. To był jeden z powodów, dla których przez pierwsze lata Kołobrzeg był pozostawiony sam sobie. Ostatecznie w 1948 roku do miasta wprowadza się Wojsko Polskie. Rozpoczyna się akcja odgruzowywania, dwutorowa. Pozostawiano część starych domów, one były zasiedlane. Cegła z rozbiórki idzie na różne cele. Niestety zaczęto rozbierać zdrową substancję. To była akcja „stachanowców”. Poszczególne zakłady pracy walczyły o to, kto więcej rozbierze. Trzy kościoły, św. Jerzego, św. Marcina i św. Mikołaja, rozebrano w ramach czynu pierwszomajowego. Kościoła św. Marcina bronili katolicy, ale nic nie wskórali.

Kiedy wreszcie do decydentów dotarło, co stało się z Kołobrzegiem, było już za późno. W centrum został dom handlowy Gustava Zeecka, ratusz, kamienica mieszczańska, spichlerz, domek kata, kolegiata, pałac Braunschweigów, mały kościół nad rzeką. Te budynki, które miały swoich właścicieli, przetrwały. Reszta substancji pogarszała swój status z roku na rok.

Pałac rodziny von Braunschweig będący siedzibą oddziału Muzeum Oręża Polskiego. Zdj. JDavid / Wikimedia / CC BY-SA 3.0.

Wróćmy do odbudowy starówki.

Pojawiła się koncepcja, dość radykalna, żeby „nowy Kołobrzeg” zbudować w Budzistowie, tam gdzie do dziś znajduje się kościół. Był to pomysł Jana Frankowskiego, późniejszego dyrektora biblioteki miejskiej. Oczywiście była to zupełna abstrakcja. Generalnie przez całą dekadę nie było żadnych środków na odbudowę miasta. Miasto raczej rozbierano niż odbudowywano. Później rozpoczyna się proces militaryzacji w duchu stalinowskim. Pierwszym budynkiem zbudowanym w Kołobrzegu, notabene przez Rosjan, jest latarnia morska przy użyciu jeńców niemieckich w 1945 roku. Rozpoczyna się remont koszar, a także inne inwestycje wojskowe, bo miasto obsadzono bardzo silnym garnizonem. Rozpoczęto lokowanie żołnierzy z rodzinami.

Przez dziesięć lat nic się nie dzieje…

Tak było do 1957 roku. 13 listopada opublikowana zostaje uchwała nr 450 Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów o odbudowie Kołobrzegu. Dopiero wtedy mamy pierwszy dokument, później wychodzą następne. Miastu nadano charakter uzdrowiskowy, a także związany z przemysłem rybnym. Zaczęto budować poszczególne zakłady pracy. Rusza ruch budowy mieszkań. Na gruncie poszczególnych kwartałów rozpoczyna się ich zabudowa. Powstają kolejne osiedla. Mówimy tutaj o latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Na tysiąclecie państwa polskiego w 1966 roku powstają dwie szkoły: nr 4 i 5. Powstaje także pierwsza zabudowa centrum. Był taki pomysł, by zbudować tu fabryką zbrojeniową. Na to miejsce wskazano wypalony dom handlowy Gustava Zeecka. Pomysł był taki, że wróg nie zbombarduje takiej fabryki, by nie ucierpiała ludność cywilna. Ostatecznie zbudowano tutaj filię warszawskiej „Elwy”, później kołobrzeski „Elkon”, czyli fabryka podzespołów radiowych.

Co się dzieje ze starymi zabytkami?

Rozpoczyna się odbudowa zabytków, a więc domku kata, dawnego spichlerza, kolegiaty, kamienicy kupieckiej. Pałac Braunschweigów zabezpieczono wcześniej, bo znajdowała się tam siedziba Urzędu Bezpieczeństwa, a także Sądu Powiatowego. Rusza odbudowa kolegiaty. Już w latach pięćdziesiątych ruina została przekazana kościołowi. Franciszkanie, do których należała nieruchomość, nie mieli pieniędzy, ani robotników, ale w 1958 roku kończy się odbudowa prezbiterium. Niestety kolegiata popada w dalszą ruinę, wieża zaczyna się rozchodzić w podstawach, więc proponuje się jej rozbiórkę. Wcześniej mieliśmy historię budynków, które się zapadły, na przykład pod kamienicą przy ulicy Emilii Gierczak zginęły dzieci.

Ostatecznie kolegiata ocalała. Wysiedlono nawet mieszkańców okolicznych budynków, które mogły być zagrożone potencjalnym zapadnięciem się wieży kolegiaty. Świątynię odebrano kościołowi, rozpoczęto pięcioletnią odbudowę jako „trwałej ruiny”, a nie działającego kościoła.

Lata sześćdziesiąte to okres zabudowy obrzeży centrum. Powstaje osiedle Milenium, Lubelskie. Zabudowuje się także dzielnicę uzdrowiskową, warto pamiętać, że tam ocalały jeszcze budynki z czasów niemieckich. W latach sześćdziesiątych zapotrzebowanie mieszkaniowe jest przeogromne. Zaczyna przybywać coraz więcej ludzi, Kołobrzeg staje się modny, punktem zwrotnym jest Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu w 1968 roku. Zapadła decyzja o alokowaniu fabryki domów pod Kołobrzegiem, rozpoczyna się wielki projekt budowy obiektów z płyt. Zostaje ogłoszony konkurs pod patronatem SARP, wygrany przez „Miastoprojekt”. On zakładał budowę ogromnych budynków, wyższych od kolegiaty. Na zgliszczach murów miejskich, na wschodzie i zachodzie, miały powstać ogromne, potężne wieżowce. Później je obniżono do jedenastu kondygnacji. Wokół nich miały przycupnąć czterokondygnacyjne domki, takie słowiańskie chaty w cieniu betonowych murów miejskich. Ten plan został częściowo zrealizowany.

Budynki przy ul. Armii Krajowej w Kołobrzegu. Zdj. I, D.kwiatek / Wikimedia / CC BY-SA 3.0.

Powstaje Kołobrzeg z „wielkiej płyty”…

Ostatni wieżowiec zbudowano w latach dziewięćdziesiątych przy ulicy Okopowej. Te bloki to nie była głupia rzecz, bo na małej powierzchni, przy ograniczonych nakładach, ulokowano tysiące osób. Wówczas nikt nie patrzył na to w ten sposób, ludzie byli szczęśliwi z własnego mieszkania.

Były pomysły, by również starówkę zabudować blokami?

Były różne pomysły, one od czasu do czasu się pojawiały. Oponowano jednak przeciwko temu. Na szczęście udało się zachować wolną przestrzeń starówki, m.in. dzięki aktywności architekta Janusza Kirszaka. Pojawił się pomysł „Kołobrzegu miasta róż”, jak na ówczesne czasy nawet niegłupi. To wszystko przetrwało do lat osiemdziesiątych. Wtedy powstała zabudowa Wyspy Solnej z wielkiej płyty. Zbudowano hotel pielęgniarek, rozpoczęła się budowa Hotelu Solnego, nowego szpitala etc. Obiecano budowę muzeum, ale nie otrzymało ono nigdy nowej siedziby z prawdziwego zdarzenia. Obecny budynek jest tymczasowy i ta tymczasowość trwa już 40 lat.

Kiedy powstaje „stara kołobrzeska starówka” przy ulicy Dubois?

To jest okres lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tam rzeczywiście odbudowuje się budynki, które zostały uszkodzone, a także buduje nowe na miejscu zniszczonych. Więc przy ulicy Dubois mamy jeszcze dużo „starej zabudowy”. Są oczywiście w Kołobrzegu miejsca, gdzie w ogóle przetrwała stara zabudowa. Mam na myśli ulicę Jedności Narodowej, Zygmuntowskiej, część Unii Lubelskiej, Okopowej, Artyleryjskiej. Zachowały się koszary neogotyckie, stary szpital z 1899 roku.

Przejdźmy teraz na koniec do „nowej starówki”, która zostaje zbudowana na nowo, nie odbudowana według przedwojennych wzorców.

Mamy połowę lat osiemdziesiątych. Nagle udaje się zrealizować ciekawy projekt, związany z Kołobrzeską Spółdzielnią Mieszkaniową, który znajdzie Pan w Kronice Polski. Wtedy od strony południowej patrząc od kolegiaty w kierunku małego kościoła, zaprojektowano budynki niskie, cztero- czy pięciokondygnacyjne, które odpowiadałyby kolegiacie. To była pierwsza inwestycja ze stromymi dachami krytymi czerwoną dachówką. W momencie jej przygotowania okazało się, że zaczęto wydobywać artefakty z ziemi, z okresu średniowiecza i nowożytności. Od tej pory wszystkie inwestycje były poprzedzone ratowniczymi wykopaliskami archeologicznymi. Dzięki nim udało się odkryć średniowieczny Kołobrzeg. Piwnic bowiem w 1945 roku nie burzono, po prostu zrównano budynki z ziemią. Od połowy lat osiemdziesiątych rozpoczyna się wielka inwestycja związana z odbudową starówki. Jednak od samego początku było jasne: nie będą to budynki takie same, jak stały tutaj w 1945 roku. Nawiązywano co prawda pewnymi kształtami, detalami i rozwiązaniami, na przykład autorstwa architekta Andrzeja Lepczyńskiego, natomiast nie było koncepcji odbudowy jeden do jednego. To byłoby zupełnie niepraktyczne. Nie rozważano przecież budowy dwukondygnacyjnych kamieniczek.

Galeria Hosso przy Placu Ratuszowym w Kołobrzegu. Zdj. Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21) / Wikimedia / CC BY-SA 3.0.

Kiedy możemy mówić o ukończeniu tego projektu?

Około roku milenijnego. Jeśli weźmiemy 2005 rok, a więc 750-lecie Kołobrzegu, to wtedy na miejscu dawnej „Elwy”, która straszyła jeszcze przez parę lat, zbudowano galerię „Hosso”. Wcale nie tak dawno zabudowano zresztą teren „Bryzy”. Więc pewne inwestycje nadal się realizują. Do przebudowy zapewne pójdzie Dom Księży Emerytów przy małym kościele, więc są jeszcze kwartały, których wygląd się zmienia czy zmieni.

Zakończono projekt związany z budową nowej starówki, nie odbudową, natomiast na pewne rzeczy Kołobrzeg wciąż jeszcze czeka.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj