W sklepie Systembolaget. Zdj. Karl Baron / Flickr / CC.

Polityka alkoholowa krajów nordyckich. Od prohibicji do państwowego monopolu

-

Dla większości przybyszów spoza regionu, polityka alkoholowa państw nordyckich jest wielkim zaskoczeniem. Sklepy znajdują się w rękach państwa i otwarte są w ściśle określonych godzinach i dniach tygodnia, ceny trunków przyprawiają o ból głowy, nawet tych z grubszymi portfelami, a w przestrzeni publicznej nie ma reklam napojów wyskokowych. Temat spożywania alkoholu wydaje się ogromnym tabu, o którym rozmawiają nieliczni. Dlaczego właśnie w tych państwach rządy podjęły się ścisłej regulacji rynku napojów alkoholowych? Jak restrykcyjna jest ta kontrola w poszczególnych państwach regionu? Czy liberalizacja ich rynków jest możliwa?

W krajach, które brylują we wszelkich rankingach zadowolenia z życia, społeczeństwa korzystają z hojnego „welfare state”, ale państwo wyręcza obywateli w decydowaniu o wielu wydawać by się mogło prozaicznych sprawach. Jednym z takich ograniczeń swobód jest dostęp do alkoholu. Kraje nordyckie restrykcyjnie regulują dostęp do alkoholu i skrupulatnie określają ramy działania rynku alkoholowego. Wyjątkiem jest Dania, gdzie rynek alkoholowy w zakresie regulacji jest podobny do polskiego czy niemieckiego, a w niektórych kwestiach nawet bardziej liberalny, np. dostęp młodzieży do alkoholu. W każdym innym przypadku to państwo decyduje, gdzie obywatele kupią alkohol, w jakich dniach i godzinach to uczynią oraz do jakiej oferty będą mieli dostęp. Nordyckie rządy motywują to walką z alkoholizmem i deprawacją nieletnich. Działania te prowadzone są od dziesięcioleci co jest ewenementem na skalę europejską. Trudno jednak wymiernie ocenić skutki społeczne tej polityki.

Przeczytaj także:  Nordycki przepis na szczęście

Państwo na straży trzeźwości

W latach 1920-1933 w Stanach Zjednoczonych obowiązywała prohibicja, czyli zakaz produkcji i sprzedaży alkoholu w całym kraju. Władze chciały ograniczyć degenerację społeczeństwa i wymusić zmianę stylu życia. Sam eksperyment nie przyniósł zakładanego skutku, nielegalna produkcja kwitła a społeczeństwo będące mozaiką składającą się z przybyszów z różnych stron świata, nie było w stanie dostosować się do nowych reguł. Na początku lat trzydziestych, Franklin Delano Roosevelt zniesienie prohibicji uczynił swoim sztandarowym postulatem w kampanii prezydenckiej. Roosvelt został prezydentem kraju.

W podobnym czasie jak w USA pierwsze pomysły ograniczenia sprzedaży i produkcji alkoholu pojawiły się także w Europie. Prym w tych planach wiodły kraje północy. W Norwegii prohibicja wprowadzona została już w 1919 roku i wydawało się, że pomysł jej wprowadzenia jest jak najbardziej słuszny. Liberalizacja rynku alkoholowego w XIX wieku w wówczas unii norwesko-szwedzkiej doprowadziła do zwiększenia pijaństwa w społeczeństwie. W latach 1830–1840 na dorosłego mieszkańca Norwegii przypadało 13 litrów czystego alkoholu, który konsumowany był przede wszystkim w postaci wódki. Sama prohibicja nie była pełna i przez całe lata 20. XX wieku starano się ją trochę ograniczać. Mimo tych działań organizacje antyalkoholowe były na tyle silne, że zdecydowano przekazać uprawnienia do produkcji i sprzedaży alkoholu państwowym spółkom, a poszczególne gminy dostały prawa do decydowania o działalności monopoli na ich terenie. Mieszkańcy tzw. kommune mogli zdecydować czy dany zakład spirytusowy będzie zamknięty czy nie. W 1922 roku otwarto sieć państwowych sklepów „Vinmonopolet”. Zakaz sprzedaży wódki przyczynił się do rozkwitu przemytu i szarej strefy, a pędzenie bimbru – obok narciarstwa klasycznego – stało się „sportem” narodowym. Na sprzedaż wódki zezwolono ponownie w 1926 roku. Z czasem na alkohol nakładano coraz więcej podatków i opłat, by wreszcie połowę jego wartości stanowiły daniny na rzecz państwa. Zakazano reklamowania wyrobów alkoholowych w mediach, co jednak nie przyniosło zamierzonych skutków, ponieważ Norwegowie zaczęli pić więcej, chociaż nie tyle co w niechlubnym XIX wieku.

W Szwecji w tej sprawie 27 sierpnia 1922 roku przeprowadzono referendum. Frekwencja wyniosła ponad 55%, a ci co głosowali byli mocno podzieleni: przeciwko wprowadzeniu prohibicji zagłosowało 51% głosujących, natomiast 41% poparło tę propozycję. Mimo wysiłku władz nie udało się wprowadzić pełnego zakazu. Mocna antyalkoholowa kampania społeczna, wykorzystująca wiele środków masowego przekazu, doprowadziła do wprowadzenia ograniczeń, które funkcjonują do dziś. Silne lobby antyalkoholowe wykorzystało swoje wpływy w rządzie Szwecji wprowadzając na blisko cztery dekady (do 1955 roku) specjalne książki, w których zapisywano każdy zakup alkoholu przez klienta. Limit wpisany do książeczki na jedną osobę wahał się od 1 litra do około 4-5 litrów w miesiącu. Przy ustalaniu limitu ministerstwo zdrowia brało pod uwagę wiele czynników, m.in. wiek, majątek, zdrowie, pozycję społeczną. Już wtedy państwo wzięło pod swoje skrzydła sklepy, w których dystrybuowano alkohol, co obowiązuje do dziś.

Najściślejsza prohibicja obowiązywała w Finlandii. Już w pod koniec XIX wieku, a więc jeszcze w czasach przynależności do carskiej Rosji, w Helsinkach powstawały pierwsze organizacje promujące trzeźwość oraz pojawiały się propozycje ograniczenia dostępu do mocnego alkoholu, na przykład wprowadzając koncesje na jego produkcję. Problem alkoholizmu stale się powiększał i dotyczył wszystkich grup społecznych, bez względu na status materialny. Dlatego zaraz po uzyskaniu niepodległości od Rosji, rządzący zdecydowali się wprowadzić prohibicję (1919), która utrzymała się do 1932 roku. Polityka ta obowiązywałaby znacznie dłużej, gdyby nie jej katastrofalne skutki. Duży krajowy popyt na alkohol kompensował przemyt: stworzono szlaki przemytu spirytusu z Estonii i Łotwy. Wysokodochodowy przemyt sprawił, że fińscy rybacy porzucili przemysł rybny, by włączyć się w przerzut z państw bałtyckich nielegalnego spirytusu. Cały proceder wzmógł także korupcję – policjanci i lokalne władze przymykały oko na przemyt w zamian za łapówki. Wkrótce przemyt zamienił się w działalność gangsterską na dużą skalę. Problem z czasem dotknął także służb granicznych kraju, co doprowadziło do sytuacji, w której nie miał kto walczyć z przemytem alkoholu. W efekcie poziom pijaństwa zamiast spaść, rósł przekraczając o kilkaset procent poziom uzależnienia notowany przed wprowadzeniem prohibicji. Finowie zaczęli oskarżać rządy Łotwy i Estonii o ciche przyzwolenie na działalność przemytniczą wskazując, że gospodarki tych krajów bogacą się na nielegalnym eksporcie wyrobów spirytusowych do Finlandii. Z braku wymiernych rezultatów i pod presją społeczeństwa z prohibicji wycofano się w 1932 roku.

Na dalekiej Islandii również wprowadzono prohibicję i to dość wcześnie, bo już w 1915 roku. Odcisnęła ona swoje piętno na społeczeństwo w trochę inny, a nawet całkiem komiczny sposób. W 1908 roku na Islandii przeprowadzono referendum, w którym 60% głosujących opowiedziało się za wprowadzeniem całkowitego zakazu produkcji i sprzedaży alkoholu. Regulacje weszły w życie dopiero siedem lat później, jednak co jakiś czas próbowano je liberalizować. Tym bardziej, że Islandczycy postanowili nie protestować a wykorzystać fortel, by zdobyć alkohol. Islandzcy lekarze zaczęli masowo przepisywać „pacjentom” alkohol na każdą możliwą dolegliwość. Pełna prohibicja przetrwała do początku lat dwudziestych, kiedy zgodzono się na import win z zagranicy, głównie z Hiszpanii. Cofnięcie polityki antyalkoholowej nastąpiło właściwie na prośbę mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego, którzy w wyniku prohibicji stracili duży rynek zbytu wśród islandzkich klientów. W wyniku braku przychodów z akcyzy i innych podatków oraz przy zwalniającej gospodarce rząd w 1935 roku postanowił znieść prohibicję, by uratować kraj przed ekonomiczną ruiną. Wydaje się to kuriozalne, ale dla tak małej gospodarki, przychody z rynku monopolowego mogły decydować o być albo nie być, jak również o poziomie życia obywateli. Mocne alkohole wróciły do łask, jednak, co zaskakujące, by zadowolić lobby abstynenckie rząd zakazał sprzedaży piwa o zawartości alkoholu powyżej 2,25%. Przez lata twierdzono, że tańsze od mocnego alkoholu piwo będzie łatwiej dostępne i w wyniku tego spowoduje deprawacje społeczeństwa. Zakaz ten przetrwał aż do 1989 roku. Podobnie jednak jak w pozostałych omawianych państwach, przemysł alkoholowy do dziś jest ściśle kontrolowany przez państwo, a koncesje na sprzedaż otrzymują tylko specjalne państwowe sklepy – Vínbúðin.

Wyjątkiem jeśli chodzi o politykę alkoholową państw nordyckich jest Dania. Nie wprowadzono tu nigdy prohibicji, alkohol sprzedawany jest podobnie jak w Polsce w większości sklepów, a co więcej piwo można spożywać w miejscach publicznych bez obawy o mandat czy nieprzychylne spojrzenia mieszkańców. Przyczyną tego stanu rzeczy może być fakt, że historycznie nie spożywano tu tak dużej ilości wyrobów spirytusowych, a podstawowym wyborem konsumentów było piwo. To z Danii pochodzą marki Carlsberg i Tuborg.

Państwowy monopol

Raport OECD sprzed pięciu lat pokazuje niepokojącą tendencję szybkiego wzrostu rocznego spożycia alkoholu przez mieszkańców państw Europy Północnej. Natomiast raport WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) z 2014 roku pokazuje jak Finlandia osiągnęła niebezpiecznie wysoki współczynnik 12,3 litra spożycia czystego alkoholu w ciągu roku, co stanowi rezultat zbliżony do poziomu notowanego w Polsce (12,5 litra). Dla pozostałych państw wygląda to następująco: Dania – 11,4 l., Szwecja – 9,2 l., Norwegia – 7,7 l., Islandia – 7,1 l. Jest to oczywiście średnia na wszystkich obywateli, także tych którzy nie piją alkoholu wcale. Warto w tym miejscu podkreślić, że średnia europejska to 10,9 litra czystego alkoholu rocznie. Wynika z tego, że trzy państwa nordyckie są bliskie średniej europejskiej lub ją przekroczyły. Statystyki niestety nie są w pełni miarodajne, ponieważ to właśnie te kraje prowadzą jeśli chodzi o domową i nielegalną produkcję alkoholu.

Na cenę alkoholu składa się m.in. akcyza, która w Norwegii i Islandii stanowi odpowiednio 83% i 92% wartości wyrobów spirytusowych. Za sprawą tak wysokich stawek ceny są bardzo wysokie, jednak nie stanowią one argumentu za zmniejszeniem jego spożycia. Pokazuje to jak społeczeństwo jest zdeterminowane, by kupić alkohol nawet kiedy jego ceny stanowią obciążenie dla domowych budżetów. We wszystkich opisywanych państwach, oprócz Danii, przemysł monopolowy jest ściśle kontrolowany przez władze. W każdym z państw istnieją państwowe sklepy z alkoholem, które działają na przedmieściach, natomiast w centrach miast jest ich niewiele. W Finlandii działa około 350 sklepów „Alko”, w Szwecji 440 marketów „Systembolaget”, w Norwegii 315 „Vinmonopolet” a na Islandii 50 monopoli „Vínbúðin”. Wszystkie zamykane są w niedziele, a otwarte są zwykle w tygodniu przez 7-12 godzin dziennie. W soboty zakupy można zrobić w nich przez 3-4 godziny. Ich asortyment ustępuje nieco sklepom z znanym w innych częściach Europy. W pozostałych sklepach nabyć można piwo o zawartości alkoholu do 2,5–4%. Wszystkie te rozwiązania są tematem debat a badacze praw człowieka i obywatela zastanawiają się czy państwo może tak daleko ingerować w swobody obywatelskie mieszkańców. W krajach takich jak Szwecja i Norwegia wciąż istnieje silne lobby antyalkoholowe, które ma wpływ na politykę kraju. W Finlandii z roku na rok jest więcej dyskusji co do zmian w polityce alkoholowej na korzyść konsumentów.

W stronę liberalizacji czy ograniczania rynków?

Jeszcze kilka lat temu większość mieszkańców regionu przyzwyczajona do restrykcyjnej polityki alkoholowej, nie podnosiła dyskusji na temat zmian czy dalej idących reform. Co ciekawe, zmiany klimatu mogą być jednym z czynników, który zmieni dotychczasową politykę, bo wraz z ociepleniem, w niektórych regionach Skandynawii można uprawiać winorośl. Rośnie także zainteresowanie produkcją whiskey. Także duży ruch turystyczny ma znaczenie.

Pierwszy krok w stronę liberalizacji przepisów poczyniła Finlandia w 2017 roku pozwalając na zakup piwa, cydru czy innych słabszych trunków o maksymalnej zawartości alkoholu 5,5% w większości sklepów spożywczych w kraju. Zgodzono się także na wydłużenie w tygodniu godzin działania monopolowych sklepów państwowych do 22:00. Proponowane są także zmiany w zakresie dostępności alkoholu na stacjach benzynowych i wydłużenie godzin sprzedaży napojów wyskokowych w restauracjach z 1:30 do nawet 4:00 rano. Nowe rozwiązania opierają się na badaniach i sondażach opinii społecznej, w których ponad 54% ankietowanych było za poluzowaniem restrykcji. Ze strony partii socjalistycznych pojawiły się sygnały, że w kraju może dojść do większej degeneracji społecznej, szczególnie wśród młodych a państwo nie jest gotowe na tego typu wyzwania.

Zmiany widać także na Islandii, która od lat zmaga się z wysokim spożyciem alkoholu na północy kraju, gdzie pogoda nikogo nie rozpieszcza a samogon nazywany jest „islandzkim słońcem”. Mimo to, część polityków w połowie ubiegłego roku rozpoczęło dyskusję nad rozbiciem państwowego monopolu na sprzedaż wyrobów alkoholowych. Informację potwierdził portal Iceland-News Polska: “Wiceprzewodniczący Partii Reform Þorsteinn Víglundsson przedstawił projekt ustawy, który został poparty przez sześciu innych posłów z ramienia Partii Odrodzenie, Partii Piratów i Partii Niepodległości. Wraz ze zniesieniem państwowego monopolu na sprzedaż alkoholu, dozwolone byłoby prowadzenie prywatnych sklepów z winem i mocniejszymi trunkami. Supermarkety i sklepy spożywcze nadal nie będą mogły sprzedawać alkoholu na warunkach określonych w nowej ustawie. Projekt przewiduje również, że alkohol mógłby być reklamowany w ograniczonym zakresie. Na przykład, wszystkim reklamom alkoholu musiałoby towarzyszyć ostrzeżenie o niebezpieczeństwach związanych z jego spożyciem. Ponadto reklamy nie mogłyby być kierowane do dzieci i młodzieży.”

Wydaje się, że rządzący tym małym wyspiarskim państwem doszli do wniosku, że utrudnienia w dostępie do alkoholu na nic się nie zdają a mieszkańcy od Reykjavíku po najdalsze regiony północne i tak znajdą sposób, by alkohol wyprodukować lub zdobyć. Islandia od kilku lat przeżywa ogromny boom turystyczny a sklepy i restauracje coraz częściej domagają się niczym nieskrępowanego obrotu alkoholem z czysto ekonomicznych pobudek. Co ciekawe, największa mniejszość narodowa w tym niespełna 350 tysięcznym kraju, czyli Polacy znani są z tego, że przybywając tam do pracy przywożą ze sobą ogromne ilości wyrobów spirytusowych z Polski, które są wysoko cenione i chętnie kupowane przez samych Islandczyków.

Inaczej sytuacja wygląda w Szwecji i w Norwegii, gdzie duże znaczenie mają partie polityczne, które w swoich programach mają wyraźnie zapisane hasła walki z przemysłem alkoholowym i rozpijaniem społeczeństwa. Pewien postęp w zakresie liberalizacji rynku nastąpił w Szwecji w momencie przejęcia władzy przez centroprawicową koalicję. Niektóre blokowane wcześniej przez socjalistów reformy udało się wprowadzić, chociażby w zakresie wydłużenia godzin otwarcia sklepów, uruchomienia sklepów samoobsługowych czy włączeniu prywatnych dostawców do państwowego przemysłu monopolowego. W Szwecji jeszcze długo silne pozostaną organizacje abstynenckie, które z pewnością nie pozwolą na tak daleko idące zmiany jak w Finlandii, strasząc społeczeństwo „apokalipsą” w przypadku podwojenia ilości alkoholu w sklepach.

„Turystyka alkoholowa”

Nordycka „turystyka alkoholowa” to nie sporadyczne wyjazdy na zakupy lub na weekend, ale regularne podróże do krajów, gdzie dostęp do alkoholu jest swobodny. Zwykle tego typu „wycieczki” kończą się zakupem sporych lub hurtowych ilości napojów alkoholowych, co jest utrapieniem dla celników, którzy muszą pilnować unijnych i krajowych norm dozwolonego przewozu tego typu produktów z kraju do kraju. Historycznie najbardziej zaangażowani w cały proceder są Finowie, którzy korzystając z bliskości geograficznej Estonii i możliwości przewozu alkoholu promem, wybierają się regularnie na wycieczki alkoholowe do Tallinna napędzając gospodarkę tego małego kraju. Ponieważ Estonia w ostatnich latach znacznie podniosła akcyzę na alkohol, Finowie często podróżują jeszcze dalej, bo na Łotwę. Innym wybieranym przez nich kierunkiem jest Rosja, a konkretnie okolice Petersburga. Dla Szwedów kierunkiem wyjazdów zakupowych jest Dania (alkohol jest tam także zdecydowanie tańszy) lub Polska, gdzie docierają oni promami z Karlskrony do Gdyni. Dla Norwegów, u których ceny alkoholu przebijają nawet szwedzkie i fińskie, opłaca się robić zakupy w przygranicznych szwedzkich sklepach „Systembolaget”. Po szwedzkiej stronie granicy powstawały ogromne centra handlowe, w których główną klientelę stanowią Norwegowie. W przygranicznych miejscowościach obroty ze sprzedaży alkoholu szacuje się na wiele miliardów koron. Z roku na rok pojawia się coraz więcej kontroli służb celnych, którym coraz trudniej upilnować przygraniczny handel między Szwecją a Norwegią. Duńczycy, żeby zaoszczędzić na alkoholu, jeżdżą do Niemiec. Obok „turystycznego” przewożenia alkoholu, na nordyckich granicach występuje poważny problem z przemytem.

Przeczytaj także:  W świecie taniego pijaństwa

Czy to jeszcze potrzebne?

Polityka antyalkoholowa to ważny punkt programów większości partii politycznych w krajach nordyckich. Społeczeństwa edukowane od lat w duchu wzajemnego poszanowania i wstrzemięźliwości nie są w pełni przekonane do zmiany przyzwyczajeń i systemu zapobiegania nałogom. Powszechne pijaństwo i niekontrolowane pędzenie napojów spirytusowych w drugiej połowie XIX wieku doprowadziło do katastrofalnych skutków w zakresie demografii, spadającej średniej długości życia w większości państw północy. Szwecja oraz Norwegia i Finlandia wdrożyły mechanizmy nieznane innym krajom naszego kontynentu; zawarły pewnego rodzaju umowę społeczną ograniczającą swobody obywatelskie, ale dającą szanse na budowę zdrowego i sprawnego społeczeństwa. System „państwo wie lepiej” przetrwał i pozwolił na osiągnięcie ogromnego sukcesu gospodarczego, być może także dzięki polityce antyalkoholowej. Z drugiej strony system zakazów i kontroli doprowadził do rozwinięcia się szarej strefy i prób oszukiwania państwa. Wiele mówi się o pewnego rodzaju hipokryzji mieszkańców państw Północy, którzy w dużej części popierają ograniczenia, ale jednocześnie regularnie podróżują do krajów ościennych, by swobodnie kupować alkohol.

Czy dzisiaj restrykcje są konieczne? Dopóki statystyki spożycia alkoholu będą mieściły się w ramach średniej europejskiej, co ma obecnie miejsce, dyskusja o łagodzeniu przepisów będzie pojawiać się częściej. Można przewidywać, że mieszkańcy regionu będą domagać się większej swobody w decydowaniu o swoich potrzebach.

Michał Denys
Michał Denys
Absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego - Stosunki Międzynarodowe. Absolwent Dziennikarstwa Międzynarodowego na tej samej uczelni. Autor tekstów i analiz dotyczących krajów byłego ZSRR i WNP. Szczególnie zainteresowany badaniami nad systemami medialnymi państw Europy Środkowo-Wschodniej. Publikuje na portalu obserwatormiedzynarodowy.pl. Pasjonat reportażu, zafascynowany tanimi podróżami po Europie. W wolnych chwilach trenuje wspinaczkę, pływa i jeździ na koncerty muzyki rockowej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here