Surowość i rozmach. Recenzja filmu „Zawierucha dusz”

-

Chcąc opowiedzieć o latach I wojny światowej, decydujących dla uzyskania przez Łotwę niepodległości, młody reżyser Dzintars Dreibergs sięgnął po częściowo autobiograficzną powieść „Zawierucha dusz” Aleksandrsa Grīnsa, wydaną po raz pierwszy w latach 30. minionego wieku. Walka o niepodległość pokazana została przez pryzmat wojennych doświadczeń młodego człowieka, pełnych strachu, niepewności, ale także nadziei.

Okres I wojny światowej w historii Łotwy można porównać do filmu: dynamicznego, pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji, zdrad, bitew, klęsk i zwycięstw, kończącego się happy endem, choć okupionym krwią. Ukazanie tego w całej krasie było najpewniej celem reżysera filmu „Zawierucha dusz” (łot. „Dvēseļu putenis”) 39-letniego Dzintarsa Dreibergsa. Młody, ale już doświadczony i ambitny twórca, uznany dokumentalista („Zawierucha dusz” jest jego fabularnym debiutem) stanął przed trudnym zadaniem. W obliczu trwających przez cały 2018 rok obchodów setnej rocznicy uzyskania przez Łotwę niepodległości, stworzenie filmu pokazującego historię Strzelców Łotewskich (łot. Latviešu strēlnieki), jednego z najbardziej wyrazistych symboli łotewskiej tożsamości, było kwestią dumy narodowej.

Scenariusz, autorstwa Borissa Fruminsa, oparty został na powieści Dvēseļu putenis Aleksandrsa Grīnsa (1895–1941), napisanej w latach 1915–1920 na podstawie własnych doświadczeń i wspomnień autora – Grīns sam w czasie wojny walczył w szeregach Strzelców. W niepodległej Łotwie został dziennikarzem, a potem pisarzem, autorem popularnych powieści historycznych. Dvēseļu putenis, wydana po raz pierwszy w 1933 roku, stała się powieścią kultową, wychowały się na niej całe pokolenia Łotyszy, ale nie doczekała się jak dotąd polskiego tłumaczenia. Z kolei autor scenariusza Boriss Frumins zasłynął przed laty zrealizowanym w czasach radzieckich filmem obyczajowym „Błędy młodości” (1978). Ta opowieść o młodym człowieku, niepotrafiącym odnaleźć się w radzieckiej rzeczywistości po wyjściu z wojska, okazała się zbyt nowatorska na swoje czasy i trafiła na półkę. Sam Frumins wyemigrował z ZSRR, a jego film doczekał się premiery dopiero w 1989 roku.

„Zawierucha dusz” w gruncie rzeczy jest historyczną piramidą: na jej szczycie widzimy historię młodego chłopaka, Artursa Vanagsa. Choć w pierwszej scenie jest ucieleśnieniem beztroskiego podrostka, kilka minut później jesteśmy już świadkami tego, jak zawyżając swój wiek, rekrutuje się do wojska. Przemiana głównego bohatera zaczyna się od śmierci matki, zastrzelonej na samym początku wojny. Jego dalsze losy są ściśle związane z losami jego oddziału. Dylematy młodego Vanagsa, udział w bitwach, rany i traumy są doświadczeniem pokoleniowym, łączącym wszystkich, którzy służyli w szeregach Strzelców rekrutowanych spośród Łotyszy przez carskie władze na początku wojny. Dzieje tej formacji są odzwierciedleniem historii Łotwy, jej dążeń niepodległościowych oraz zmieniających się uwarunkowań politycznych.

W filmie okres I wojny światowej, decydujący o losie Łotyszy i ich przyszłego państwa, został pokazany z perspektywy jednostki, co pomaga zrozumieć jak burzliwy był to okres, pełen niepewności i zwątpienia. Pewne zwroty akcji dla widza nieznającego kontekstu historycznego mogą być niejasne. Trzeba jednak pamiętać, że dla wielu Strzelców rozkazy, które otrzymywali były równie mgliste. Chcieli oni przede wszystkim walczyć o niepodległość i wolność, a polityczne uwikłania i lawirowanie pomiędzy Rosją, zarówno carską, jak i bolszewicką oraz kajzerowskimi Niemcami, często zapewne zdawały się niezrozumiałą i niepotrzebną grą interesów.

Przeczytaj także:  To nie nasza wojna. Recenzja filmu „1944”

Dla widza wychowanego na pełnych patosu epickich filmach Jerzego Hoffmana, zaskakujące będzie jak patos dawkowany jest w „Zawierusze dusz”. Widz nie powinien oczekiwać wielkich przemów. Wszystko, co oglądający powinien wiedzieć, podane jest za pomocą gestów, mimiki, działań i półsłówek. Ta surowość w połączeniu z rozmachem samej produkcji tworzy kontrast. W efekcie tym mocniej okrucieństwo wojny, bezduszność i niepewność tamtych czasów oraz zwykły, ludzki strach uderzają w widza. Próżno szukać tu gloryfikacji wojny, filozoficznych przemyśleń czy heroicznych popisów, do których przyzwyczaiło nas amerykańskie i polskie kino wojenne. Oczywiście, twórcy zadbali o to, aby przekonać widza o bohaterstwie Strzelców. Jednak widzimy w nich przede wszystkich ludzi, którzy odczuwają strach, wątpliwości i popełniają błędy – jako ludzi z krwi i kości.

„Zawierucha dusz” („Dvēseļu putenis”), reż. Dzintaras Dreibergs, prod. Łotwa, 2019, 123 min. Premiera: 8 listopada 2019 (Łotwa), 20 lutego 2020 (świat).

Studentka III roku filologii bałtyckiej i studiów wschodnich Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Zakochana w etymologii, litewskim folklorze i podróżach po Kaukazie. W wolnych chwilach ogląda dokumenty przyrodnicze, czyta reportaże i biega.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj