Litwini głosują, choć wirus nie odpuszcza

-

11 października Litwini będą wybierać parlament po raz 8. od odzyskania niepodległości. Komentatorzy utyskują, że kampania wyborcza jest dosyć bezbarwna, czego przyczyną może być trwająca epidemia koronawirusa. Wydaje się, że decydującą batalię stoczą: chcący pozostać przy władzy Litewski Związek Rolników i Zielonych oraz pozostający przez ostatnie 8 lat w opozycji Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci. Jednak, bez względu na wynik, rozhuśtania sceny politycznej nie należy się spodziewać.

Sejm kończącej się kadencji został wybrany przed czterema laty, w dniach 9–23 października 2016 roku. Najwięcej miejsc (54) przypadło wówczas Litewskiemu Związkowi Rolników i Zielonych (lit. Lietuvos valstiečių ir žaliųjų sajunga, LVŽS) – chociaż w głosowaniu w okręgu wielomandatowym ustąpili o 1 mandat Związkowi Ojczyzny-Litewskim Chrześcijańskim Demokratom (lit. Tėvynės sąjunga – Lietuvos krikščionys demokratai, TS-LKD), to swój wynik poprawili w okręgach jednomandatowych, wygrywając w 35 z 71. TS-LKD zdobył ostatecznie 31 miejsc, znacznie wyprzedzając Litewską Partię Socjaldemokratyczną (lit. Lietuvos socialdemokratų partija, LSDP) – 17 mandatów, Ruch Liberałów (lit. Liberalų sąjūdis, LS) – 14 mandatów, Akcję Wyborczą Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) oraz „Porządek i Sprawiedliwość” (lit. Tvarka ir teisingumas, TT) – po 8 miejsc. 2 mandaty przypadły Partii Pracy (lit. Darbo partija, DP), a pozostałe 7 innym partiom i kandydatom niezależnym.

Przeczytaj także:  Rolnicy i Zieloni wygrywają na Litwie

Po wyborach utworzony został rząd Sauliusa Skvernelisa (bezpartyjnego kandydata ramienia LVŽS), poparty przez koalicję LVŽS i LSDP. Nie dotrwała ona jednak do końca kadencji. We wrześniu 2017 roku władze LSDP zdecydowały o opuszczeniu z rządu, co doprowadziło do rozłamu w partii. Część działaczy zainteresowanych dalszą współpracą z rządem Skvernelisa w marcu 2018 roku utworzyła Litewską Socjaldemokratyczną Partię Pracy (lit. Lietuvos socialdemokratų darbo partija, LSDDP). Latem 2019 roku podpisano nową umowę koalicyjną pomiędzy LVŽS i LSDDP, do których dołączyły AWPL-ZChR i TT. W tej ostatniej partii przed końcem kadencji także nastąpił rozłam.

Ordynacja wyborcza do litewskiego Sejmu od lat pozostaje bez większych zmian. 141 posłów wybiera się metodą mieszaną: 70 miejsc obsadzanych jest w obejmującym całą Litwę okręgu wielomandatowym w oparciu o ordynację proporcjonalną, pozostałych 71 w okręgach jednomandatowych – przy czym do objęcia mandatu wymagana jest większość ponad połowy głosów. Dlatego też na 25 października zaplanowano dodatkową drugą turę. Przed tegorocznymi wyborami przeprowadzono korektę granic okręgów wyborczych, a także „wykrojono” osobny okręg jednomandatowy dla Litwinów mieszkających za granicą.

LVŽS – Litewski Związek Rolników i Zielonych, TS-LKD – Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci, LSDP – Litewska Partia Socjaldemokratyczna, DP – Partia Pracy, LS – Ruch Liberalny, LP – Partia Wolności, LiT – „Wolność i Sprawiedliwość”, AWPL-ZChR – Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin, LSDDP – Litewska Socjaldemokratyczna Partia Pracy, CP-T – Partia Centrum-Narodowcy

Kto wygra wybory?

Jak wyjaśnia politolożka Ainė Ramonaitė z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wileńskiego prognozowanie wyników wyborów na Litwie jest bardzo trudne. – Decydują dwa czynniki: socjologiczny i instytucjonalny. Po pierwsze, niemal w każdych wyborach pojawia się nowa partia, która zdobywa dużo głosów. Jednak w tym roku taka partia się nie pojawiła. Ale nadal jest wielu wyborców, którzy nie identyfikują się z żadną partią i podejmują decyzję w ostatniej chwili. Po drugie, wyniki w okręgach jednomandatowych są niemal niemożliwe do przewidzenia. Trudno nawet dopatrzeć się jakichś trendów, kto mógłby w nich wygrać – twierdzi Ramonaitė.

Sondaże jako liderów wskazują jednak rządzący LVŽS i opozycyjny TS-LKD, które w zależności od badania zamieniają się miejscami. Ustępują im nieco socjaldemokraci, których z kolei zaczyna doganiać odzyskująca pozycję Partia Pracy. Za nimi plasuje się grupa partii, wśród których jest AWPL-ZChR i Ruch Liberałów, a także dwa nowe ugrupowania – powstała w wyniku rozłamu w Ruchu Liberałów Partia Wolności (lit. Laisvės partija, LP) oraz „Wolność i Sprawiedliwość” (lit. Laisvė ir teisingumas, LiT) będąca po części spadkobierczynią „Porządku i Sprawiedliwości”.

W przypadku LVŽS trudno jednoznacznie określić ich rys ideologiczny. To partia zasadniczo prospołeczna w kwestiach dotyczących polityki gospodarczej i socjalnej, natomiast raczej konserwatywna światopoglądowo – zdaniem niektórych komentatorów bardziej nawet niż teoretycznie konserwatywny Związek Ojczyzny. – W poprzednich wyborach LVŽS przedstawiał się jako partia antyestablishmentowa. Obiecywali oni, że będą walczyć z systemem, stworzonym przez konserwatystów i socjaldemokratów, z korupcją. Koniec końców sami stali się częścią systemu – komentuje dziennikarka telewizji publicznej LRT Indrė Makaraitytė.

Systemowi antysystemowcy

Lider partii, biznesmen Ramūnas Karbauskis, który cztery lata nie zdecydował się na to, aby zostać premierem, wybierając rolę szeregowego posła, nadal jednak próbuje przedstawiać siebie jako antysystemowca. Atakuje głównie konserwatystów. – Historycznie TS-LKD był po prawej stronie, a wszyscy w opozycji do niego niejako siłą rzeczy byli lewicą, choć trudno powiedzieć, czym ta lewica naprawdę jest – wyjaśnia Przeglądowi Bałtyckiemu Ainė Ramonaitė.

Przeczytaj także:  Ramūnas Karbauskis: Szara eminencja litewskiej polityki

TS-LKD, jako spadkobierca Sąjūdisu (honorowym przewodniczącym partii jest lider tamtego ruchu Vytautas Landsbergis, a na czele partii stoi jego wnuk Gabrielius) jest symbolem demokratycznych przemian, ale jednocześnie partię obwinia się o wszystkie klęski, które dotknęły w ostatnich trzech dekadach zwykłych Litwinów. Ostatni raz partia była u władzy w latach 2008–2012. Obywatele zapamiętali politykę oszczędnościową, cięcia emerytur i płac w sferze budżetowej, wprowadzone przez konserwatywny rząd Andriusa Kubiliusa w związku ze światowym kryzysem ekonomicznym.

W opinii wielu komentatorów Karbauskis próbuje wykorzystać społeczną niechęć wobec konserwatystów w celu mobilizacji elektoratu. Zdaniem Makaraitytė sekretem utrzymującej się popularności „Chłopów”, jak popularnie nazywa się LVŽS, jest rzeczywista niechęć wyborców do systemu, a więc i konserwatystów, i socjaldemokratów, i innych tradycyjnych partii. – Karbauskis wszystkich próbuje przedstawić jako „prokonserwatywnych”, mówi że wszyscy używają przeciwko niemu konserwatywnej propagandy, wliczając w to byłą prezydent Dalię Grybauskaitė i obecnego prezydenta Gitanasa Nausėdę – opowiada dziennikarka.

Jakie jednak inne argumenty mają do zaoferowania rządzący? Czy gabinet Skvernelisa może poszczycić się rzeczywistymi sukcesami? Litwa stosunkowo łagodnie przeszła przez pierwszą falę epidemii koronawirusa. Pomogło to w zdobyciu popularności ministrowi zdrowia z ramienia LVŽS Aurelijusowi Verydze. Wcześniej zasłynął on jako główny promotor ograniczeń w sprzedaży alkoholu, które nie były chętnie przyjmowane przez Litwinów. Walka z koronawirusem pomogła mu podbudować swoją pozycję. Szybko zaczął ją jednak tracić, gdy na przełomie lata i jesieni lawinowo wzrosła liczba zachorowań. 2 października zanotowano 172 nowe przypadki – najwięcej od wybuchu pandemii.

Przeczytaj także:  Aurelijus Veryga: Naszym celem jest stworzenie mody na trzeźwość

– Udało się chyba pomimo wszystko wynieść na agendę sprawy socjalne, sprawy wsi. Także służba zdrowia zdała egzamin podczas pierwszej fali epidemii – wylicza Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, zapytany o sukcesy rządu. Ale jego zdaniem nie brakowało też porażek. – Dreptanie w miejscu, brak propozycji rozwoju gospodarki, propozycji innowacyjnych, w reformie systemu podatkowego czy polityki publicznej. Być może nie było kroku do tyłu, ale nie było też kroku do przodu. Do tego dochodzi kwestia pewnych restrykcji, np. w handlu alkoholem – uważa Pukszto.

Dodatkowo cieniem na rządach „Chłopów” położyły się skandale, związane z działaniami rządu za zamkniętymi drzwiami. Relacje premiera Sauliusa Skvernelisa z biznesem, jego decyzje rzekomo korzystne dla zaprzyjaźnionych przedsiębiorców i firm (w tym dla Orlen Lietuva) opisywali w swoich artykułach, a później książce „Gabinet 339” dziennikarze śledczy portalu 15min.lt Birutė Davidonytė i Dovydas Pancerovas. Skvernelis starał się o zakaz reklamy książki, a jego prawnicy rozważają wejście na drogę sądową. Ludzie mediów zapamiętali z kolei ukrywanie przed dziennikarzami nagrań z posiedzenia rządu oraz (zakończoną niepowodzeniem) próbę uchwalenia ustawy o mediach publicznych, która otworzyłaby drogę do ich upolitycznienia.

Przeczytaj także:  Zanim przyszedł koronawirus. Recenzja książki „Gabinet 339” Birutė Davidonytė i Dovydasa Pancerovasa

Opozycja – letarg czy przebudzenie?

– Trudno powiedzieć, jaki temat dominuje w kampanii – twierdzi Indrė Makaraitytė. – Walka toczy się między konserwatystami, „Chłopami” i socjaldemokratami, ale trudno jest wskazać, o czym tak naprawdę dyskutują. Wszyscy mówią o bezpieczeństwie socjalnym, wyrównywaniu różnic między regionami, emeryturach – wylicza dziennikarka. I rzeczywiście, w programach trzech największych partii dominuje tematyka socjalna. Nawet teoretycznie prawicowy Związek Ojczyzny w kwestiach społeczno-ekonomicznych zaczął przesuwać się w lewo i zwracać więcej uwagi na konieczność sprawiedliwszej redystrybucji dochodów.

Programowe przesunięcie TS-LKD wiąże się z wysiłkami Gabrieliusa Landsbergisa i wciągnięciem do polityki (choć nie do partii) ekonomistki Ingridy Šimonytė. Była ministerka finansów w rządzie Andriusa Kubiliusa w ubiegłym roku ubiegała się z poparciem TS-LKD o urząd prezydencki, przegrywając w drugiej turze z Gitanasem Nausėdą. Partię popierają dziś mieszkańcy Wilna i dużych miast, osoby dobrze sytuowane, młodzież. Młody Landsbergis pozostaje jednak jednym z najmniej lubianych polityków (według sondażu „Baltijos tyrimai” na zlecenie agencji ELTA pozytywnie ocenia go zaledwie 25 proc. ankietowanych, negatywnie – aż 66 proc.). Wiedząc o tym, zdecydował, że kandydatką na premiera w tych wyborach będzie właśnie Šimonytė.

Nad konserwatystami wisi jednak szklany sufit. Litewscy komentatorzy są niemal zgodni, że nawet wycofanie lidera na drugi plan nie pozwoli partii na zdobycie głosów w mniejszych miejscowościach i na wsi. – W TS-LKD uważa się, że Šimonytė pomoże im zdobyć nowych wyborców. Wątpię, czy to im się uda. Šimonytė jest teraz silnie kojarzona z partią, nawet jeśli nie jest jej członkinią. Część wyborców mówi, że sama Šimonytė jest do zaakceptowania, ale na konserwatystów i tak nigdy nie zagłosują – stwierdza w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Ainė Ramonaitė. Zdaniem politolożki nie ma umiarkowanych wyborców, których kandydatka TS-LKD mogła by przyciągnąć.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Są też sprawy, w których partii brakuje spójności. Wraz z Landsbergisem do głosu doszło młode pokolenie działaczy, które mniejszą wagę przywiązuje do obrony tradycyjnych wartości, z którymi kiedyś kojarzono TS-LKD. – W partii jest podział na część bardziej liberalną i bardziej konserwatywną. Nie mają oni jednej opinii w takich sprawach jak ratyfikacja konwencji stambulskiej, polityka historyczna czy stosunek do osób homoseksualnych – zauważa Indrė Makaraitytė. Skutkiem przesunięcia TS-LKD do centrum jest pojawienie się kilku prawicowych ugrupowań biorących na sztandary hasła rodziny i narodu. Mają jednak znikome szanse na przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego.

Dziennikarka LRT zauważa, że opozycja przespała swój moment w czasie pierwszej fali COVID-19. – Krytyka rządu za działania w czasie pierwszej fali były spóźnione. Miało się wrażenie, że opozycja zniknęła. Jej rolę przejęły media, które zbierały informacje i krytykowały rząd – twierdzi Makaraitytė. Andrzej Pukszto stwierdza natomiast, że opozycja wreszcie się przebudziła. – Wydaje się, że do wyborców przemawia to, że na listach partii opozycyjnych pojawiło się dużo nowych, młodych nazwisk – mówi politolog. Kampania jednak, jego zdaniem, jest dosyć niemrawa.

W obliczu sporu między konserwatystami a „Chłopami” na cichego faworyta wyrastają socjaldemokraci. Oni także, pod kierunkiem nowego (od 2017 roku) lidera Gintautasa Paluckasa, przeszli swoisty lifting. Wraz z odłączeniem się LSDDP pozbyli się dawnych zużytych działaczy, często z komunistyczną przeszłością. Paluckas, początkowo akcentujący potrzebę powrotu do lewicowych źródeł, z czasem stał się bardziej umiarkowany. Andrzej Pukszto studzi jednak nastroje: – Wydaje się, że próby zmiany wizerunku nie do końca były udane. Nadal brakuje im wyrazistych osobistości i propozycji skierowanych do mieszkańców dużych miast i ludzi wykształconych. Wydaje się, że nadal są bardziej popularni poza wielkimi miastami.

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas: Litewska socjaldemokracja musi wrócić do swoich podstawowych wartości

Prezydent ma głos

Gitanas Nausėda, który w lipcu rozpoczął drugi rok swojej prezydentury, stara się tonować swoje wypowiedzi dotyczące toczącej się kampanii wyborczej. W trakcie procesu formowania rządu po wyborach nie będzie mógł jednak stanąć z boku. Konstytucja jednoznacznie stwierdza, że szefa rządu powołuje prezydent za zgodą Sejmu. W praktyce oznacza, to że powołując premiera głowa państwa musi kierować się wyborem parlamentarnej większości. – Biorąc pod uwagę, że koalicję będą tworzyć trzy-cztery partie, to na pewno prezydent będzie miał tu pewne pole manewru – prognozuje Andrzej Pukszto.

Jak zachowa się Nausėda? W rozmowie z agencją BNS przeprowadzonej 11 września prezydent wezwał partie do zgłaszania swoich kandydatów na ministrów. Jednocześnie zadeklarował, że chciałby, aby w nowym rządzie znalazły się osoby gwarantujące realizację wizji „państwa dobrobytu”. To hasło, które było lejtmotywem kampanii Nausėdy w wyborach prezydenckich. Udało mu się tym samym ustawić narrację dla całej sceny politycznej. Ainė Ramonaitė z trendem zapoczątkowanym przez Nausėdę wiąże zwrot większości partii ku tematom socjalnym. – Odczuwa się, że Litwa gospodarczo radzi sobie coraz lepiej i że nadszedł czas, by zrobić coś z dużymi nierównościami i więcej środków przeznaczyć na cele społeczne – uważa politolożka.

Co jednak deklaracje prezydenta oznaczają w praktyce? Czy gotów jest odrzucać kandydatury na ministrów z taką stanowczością, z jaką robiła to jego poprzedniczka Dalia Grybauskaitė? Zdaniem Indrė Makaraitytė obecny prezydent ma inny temperament. Jednak szybko uczy się polityki (do której przyszedł z bankowości) i rozumie, z kim ma do czynienia. Nauczką dla niego była m.in. sprawa ministra komunikacji z ramienia AWPL-ZChR Jarosława Narkiewicza. Nausėda apelował o jego dymisję z uwagi na liczne nieprawidłowości i nadużycia opisywane przez litewskie media. Skvernelis i Karbauskis wzięli Narkiewicza w obronę, koalicja rządowa postawiła na swoim.

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

Gdyby rząd faktycznie miał realizować politykę „państwa dobrobytu”, to najbliższa temu ideałowi byłaby koalicja Związku Rolników i Zielonych oraz socjaldemokratów. Może jej zabraknąć głosów, wtedy potrzebny będzie ten trzeci, może czwarty. W litewskich mediach najczęściej mówi się o Partii Pracy i AWPL-ZChR. Koalicja „Chłopów” z TS-LKD byłaby trudna do wyobrażenia z uwagi na Karbauskisa i jego niechęć do konserwatystów. Z kolei na rząd socjaldemokratów i konserwatystów negatywnie mogłyby zareagować elektoraty obu partii, przyzwyczajone do tego, że obie znajdują się na przeciwnych biegunach.

We wspomnianym wywiadzie dla BNS Gitanas Nausėda powiedział również, że misję utworzenia rządu niekoniecznie musi otrzymać przedstawiciel najliczniejszej frakcji w Sejmie. Otwiera to pole do kolejnych spekulacji. Wydaje się, że najbardziej ograniczone pole manewru mają konserwatyści. Ich potencjalni partnerzy koalicyjni – Ruch Liberałów i Partia Wolności – nie mogą być pewni reelekcji. Pozostałe ugrupowania nie palą się do współpracy z partią Landsbergisa. – Jeśli będzie wyraźny zwycięzca lub wyraźna większość, to rola prezydenta nie może być duża. Prezydent może odegrać rolę jedynie w sytuacji, gdy parlament będzie rozdrobniony – ocenia Ainė Ramonaitė.

Ostatecznie przy władzy może utrzymać się LVŽS, nawet jeśli nie uda im się powtórzyć sukcesu sprzed czterech lat w okręgach jednomandatowych. Czy jednak premierem pozostanie Skvernelis, formalnie nadal niebędący członkiem partii? Lider „Chłopów” nie raz dawał do zrozumienia, że Skvernelis wcale nie musi utrzymać stanowiska. – Karbauskis widziałby na stanowisku premiera Verygę, który jest mu bliższy, a nie Skvernelisa – uważa Indrė Makaraitytė. Zdaniem dziennikarki lider partii i szef rządu nie ufają sobie. Na obecną chwilę kandydatem LVŽS na premiera pozostaje mimo wszystko Skvernelis. Próba zmiany tej kandydatury mogłaby jedynie doprowadzić do konfliktu w partii.

Raczej kontynuacja niż zmiana

W przypadku wygranej Związek Rolników i Zielonych deklaruje kontynuację dotychczasowej, prospołecznej polityki. Wśród obietnic znalazły się m.in.: zwiększanie nakładów na cele socjalne, inwestycje w regionach, mające wyrównywać różnice rozwojowe, wypłata 13. emerytury. Partia nie zamierza podnosić podatków – zwiększeniu wpływów do budżetu ma służyć poprawa ściągalności zobowiązań i walka z szarą strefą. Niezmienne pozostają priorytety w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa: utrzymanie strategicznego partnerstwa z Polską, sankcji wobec Rosji czy zwiększenie wydatków na obronność do poziomu 2,5 proc. PKB.

Dojście do władzy opozycji także nie wywróci polityki państwa do góry nogami. – Nawet teraz trendy w polityce gospodarczej rządu są dosyć liberalne, za wyjątkiem pewnych elementów polityki społecznych. Generalnie mamy do czynienia z dosyć liberalną polityką ekonomiczną i prozachodnią politykę zagraniczną, co stanowi pewien konsensus między głównymi siłami politycznymi. Nie spodziewałabym się większych zmian – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Ainė Ramonaitė. – Rewolucji nie należy się spodziewać. Będą zmiany kadrowe na stanowiskach ministrów, i to też nie wszystkich, biorąc pod uwagę, że nie wszyscy wyznaczeni są z klucza partyjnego – wtóruje jej Andrzej Pukszto.

Według konserwatystów w finansowaniu zobowiązań budżetowych mogą pomóc podatki środowiskowe i od nieruchomości. Socjaldemokraci chcą z kolei uczynić system podatkowy bardziej progresywnym, podnosząc podatki dla najbogatszych, a obniżając najmniej zamożnym. Wszystkie główne partie deklarują utrzymanie finansowania celów społecznych. W polityce zagranicznej – utrzymanie prozachodniego i proatlantyckiego kursu. I rządzący, i opozycja wspólnie solidaryzują się z domagającymi się demokracji Białorusinami. Socjaldemokraci wyróżniają się postulatem uzależnienia zwiększenia wydatków na obronność od jednoczesnego zwiększenia finansowania innych sfer, np. edukacji.

Tradycyjnie już litewskie partie głównego nurtu unikają stawiania na pierwszym planie tematów światopoglądowych, obyczajowych czy praw mniejszości. W kwestii legalizacji związków osób tej samej płci na przeciwnych biegunach znajdują się LSDP (zdecydowanie za) i LVŽS (zdecydowanie przeciw). TS-LKD, jak już wspomniano, są podzieleni. „Chłopi” opowiadają się za restrykcyjną polityką imigracyjną, socjaldemokraci – przeciwnie. Ci drudzy chcą także, podobnie jak liberalna Partia Wolności, legalizacji marihuany do celów rekreacyjnych. LSDP i LP są też najbardziej otwarte na postulaty mniejszości polskiej – w odróżnieniu od AWPL-ZChR, która w tej kampanii skupia się głównie na polityce społecznej.

Przeczytaj także:  Duchniewicz, Dobrowolska, Klonowski. Napsują krwi AWPL-ZChR, ale czy wejdą do Sejmu?

A współpraca z Polską? Przekonanie o znaczeniu partnerstwa z Warszawą w wymiarze gospodarczym, infrastrukturalnym i bezpieczeństwa wydaje się powszechne. Rządzący „Chłopi” dotychczas raczej przymykali oczy na działania polskich władz w obszarze praworządności i spory Warszawy z Brukselą – w imię strategicznego partnerstwa. TS-LKD i LSDP wspominają o konieczności przeciwstawiania się antydemokratycznym tendencjom w granicach Unii Europejskiej, ale czynią to raczej półgębkiem. Bez względu zatem na to, jaki rząd powstanie, Wilno będzie starało się utrzymać równowagę między dobrymi relacjami z Warszawą z jednej strony, a z drugiej – z Brukselą i stolicami zachodnioeuropejskimi.

Po wyborach Litwę czekają emocje związane z tworzeniem nowego rządu. – Przyszła koalicja będzie zapewne bardziej rozdrobiona, nikt nie będzie miał monopolu – przewiduje Indrė Makaraitytė. Jej zdaniem fragmentacja sceny politycznej będzie powstrzymywać główne siły przed próbami zwiększania kontroli nad różnymi sferami życia publicznego. A czy z drugiej strony Litwie nie grozi chaos? Andrzej Pukszto uspokaja: – Nawet w warunkach rozdrobnienia różnica w postulatach nie jest duża. Także prezydent nie wskazuje na to, że nie jest w stanie się z kimś dogadać. Dlatego nie spodziewałbym się, że grozi nam polityczne trzęsienie ziemi.

Czy tak będzie w istocie powinniśmy się przekonać w najbliższych tygodniach.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i "Tygodniku Powszechnym".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj