Szwecja wzmacnia siły i międzynarodową współpracę wojskową na północy

-

W 2004 roku Szwecja zmieniła zasady funkcjonowania swojej armii. Wówczas zmniejszyła się liczebność sił obronnych na północy kraju. Obecnie – w wyniku rosnących w ostatnich latach obaw o bezpieczeństwo, przede wszystkim w następstwie działań Rosji – Szwecja zwiększa wydatki na obronność, odtwarza zlikwidowane niemal dwie dekady temu pułki i zacieśnia międzynarodową współpracę wojskową.

Zasady przyjęte w 2004 roku oznaczały, że działania armii nie mają się skupiać na odparciu pełnowymiarowej inwazji (invasionsförsvar), lecz na szybkim wykryciu zagrożenia i zduszeniu go w zarodku (insatsförsvar). Wymagało to mniejszych, lekkich jednostek zdolnych do szybkiego poruszania się na lesistych i górzystych obszarach Szwecji, często w warunkach subpolarnych. Jedną z ofiar tamtej zmiany padł pułk kawaleryjski z Norrlandu stacjonujący w Arvidsjaur. Warto nadmienić, że była to jednostka z tradycjami – to właśnie kawaleria z dalekiej północy pokonała pod Nowym Dworem Mazowieckim w 1655 roku wojska wojewody płockiego i utorowała Szwedom drogę do Inflant. W miejsce pułku w Arvidsjaur pojawił się batalion „zielonych beretów”, zwanych też szwedzkimi rangersami. Jest to jednostka elitarna, której zadaniem jest rozpoznanie oraz działania na tyłach wroga. To właśnie ich Szwecja posłała do Afganistanu, czy na Bałkany.

Rok 2020 ma być dla liczącego jedynie 4,5 tysiąca mieszkańców Arvidsjaur przełomowy, bo przyjęcie nowego budżetu obronnego ma niejako stanowić początek powrotu do przeszłości. W październiku po długich negocjacjach ministerstwo obrony Szwecji przedstawiło propozycję budżetu obronnego, zawierającego również projekt reorganizacji jednostek armii. Według niego po ponad 15 latach nieobecności, w Arvidsjaur ma być przywrócony pułk kawaleryjski z własnym dowództwem. Dla małej miejscowości położonej na dalekiej prowincji zwiększenie obecności wojskowej to istna manna z nieba. Podczas spotkania dowództwa i władz lokalnych, te ostatnie nie kryją entuzjazmu i wyliczają – do 2025 roku do Arvidsjaur może zjechać 120 oficerów i 250 pracowników wojskowych niższego szczebla, zwiększy się liczba poborowych szkolonych w tutejszym ośrodku, który jest największym pracodawcą w mieście. Zatrudnionych jest tu około 300 cywilów i liczba ta może się według szacunków podwoić. Ręce zacierają również lokalni przedsiębiorcy. Już teraz według władz miejskich funkcjonowanie ośrodka szkolenia wojskowego przekłada się na nawet 20 tysięcy noclegów rocznie w miasteczku. Co dopiero, gdy powróci do niego cały pułk…

Miejscowości takich jak Arvidsjaur ma być w Szwecji więcej – Uppsala, Göteborg, Kristinehamn, Sollefteå, Falun. Do wszystkich tych miejsc powracają jednostki wojskowe w sile pułku. To efekt największego od przeszło 70 lat wzrostu wydatków na obronność Szwecji. Budżet obronny w perspektywie 2021-2025 wraz z wprowadzonymi zmianami do budżetu 2014-2020 ma wzrosnąć o 80%. Do 2025 roku liczba personelu wojskowego ma wzrosnąć z 60 do 80 tysięcy, a co roku szkolenie wojskowe ma przechodzić 8 tysięcy Szwedów i Szwedek. Wszystko to ma być odpowiedzią Szwecji na rosnące od dłuższego czasu napięcia w regionie.

W 2007 roku rosyjska ekspedycja arktyczna zatknęła na dnie morskim Grzbietu Łomonosowa rosyjską flagę. Miał to być symbol potwierdzający przynależność tej (lwiej) części Arktyki do Federacji Rosyjskiej. I o ile gest ten można odczytywać w kategoriach ciekawostki w niekończących się przepychankach o rozdział terytorialny w Arktyce, o tyle szwedzcy decydenci nie mogli już ignorować wydarzeń z 2014 roku. Wtedy to Rosjanie przerzucili w region działań wojennych w Donbasie jednostki wojskowe rozlokowane na Półwyspie Kolskim. Stało się jasne, że jeśli oddziały rozlokowane na dalekiej północy mogą zostać wykorzystane do agresywnych działań w na drugim końcu Europy, mogą tym bardziej zostać błyskawicznie wykorzystane do działań na północy Finlandii, Norwegii czy Szwecji. W 2016 roku Szwedzki Instytut Badań nad Obronnością (FOI) w swoim raporcie ostrzegał, że Arktyka staje się areną coraz bardziej zaciętej rywalizacji – topniejąca pokrywa lodowa ułatwia wydobywanie surowców naturalnych, Północna Droga Morska, która pozwala skrócić czas żeglugi między Azją a Europą jest żeglowna przez coraz dłuższą część roku, w regionie w związku z tym pojawiają się nowi gracze, w tym Chiny.

Rozlokowanie na północy Szwecji dodatkowych sił ma też jednak dodatkowy cel. Jest nim wzmocnienie współpracy ze strategicznymi parterami – Norwegią i Finlandią. Opublikowanie ostatecznej propozycji budżetu obronnego nałożyło się w czasie z podpisaniem przez owe trzy kraje umowy o zacieśnieniu współpracy obronnej (o realizacji umowy na bieżąco mają być informowane również Dania i Islandia). Do jej podpisania doszło we wrześniu w norweskiej bazie wojskowej Porsangermoen – położonej około 200 km od Przylądka Północnego, jak i granicy Rosji. Umowa, jakkolwiek ogólna, zarysowuje przyszłe możliwości wspólnego działania na obszarze o znaczeniu strategicznym dla obu krajów – dalekiej północy. Strony umowy zobowiązały się do utworzenia grupy koordynującej na poziomie ministerialnym, jak też na poziomie wojskowym – grupy planowania strategicznego. Szwecja, Finlandia i Norwegia zgodziły się też na rewizję swoich planów operacyjnych pod kątem zbadania możliwości ich koordynacji a także ewentualnego prowadzenia ich wspólnie. Wysłany sygnał wydaje się jasny – Norwegia, Finlandia i Szwecja w Arktyce działać będą wspólnie.

Warto nadmienić, że nie jest to bynajmniej pierwsza umowa podpisana przez te państwa. Historia tej trójstronnej współpracy sięga jeszcze lat 50. XX wieku, kiedy to wobec rosnącego napięcia pomiędzy Wschodem i Zachodem, zdecydowano się na podpisanie tajnej umowy o współpracy wojskowej. Współpraca ta rozwijała się w następnych latach i poszerzona o Danię i Islandię przybrała obecną formę – NORDEFCO. W 2009 roku wymienione pięć państw zgodziło się współpracować ze sobą w dziedzinie obronności, co jednak ważne, nie tworząc sojuszu wojskowego per se. NORDEFCO ma być platformą swobodnej współpracy pomiędzy państwami, dyskusji o wspólnych zagrożeniach, koordynacji działań strategicznych, ale też wspólnych zakupów uzbrojenia. Co ważne, format grupy nie jest stały – państwa mogą swobodnie zawierać umowy między sobą w dowolnym układzie. Z takiej właśnie możliwości skorzystały we wrześniu Szwecja, Norwegia i Finlandia. Innym ciekawym aspektem nordyckiej współpracy obronnej jest przynależność jej członków do innych sojuszy obronnych czy organizacji międzynarodowych. Norwegia, Dania i Islandia są członkami NATO, z kolei Szwecja i Finlandia już nie; Szwecja, Finlandia i Dania są członkami Unii Europejskiej, ale nie Islandia i Norwegia. Nie można też zapominać, że Szwecja i Finlandia są formalnie neutralne. Czy więc współpraca obronna oparta na takiej układance ma szanse powodzenia?

Mimo zarysowanych różnic wszystkie kraje NORDEFCO łączy wspólna wizja zagrożenia – jest nim Federacja Rosyjska. Szczególnie po aneksji Krymu w 2014 roku rozwija się również współpraca wojskowa ze Stanami Zjednoczonymi. Nawet neutralna Szwecja zbliża się coraz wyraźniej do NATO, nie ma bowiem wątpliwości, że w przypadku konfliktu czy to w regionie Morza Bałtyckiego, czy na północy, terytorium Szwecji będzie kluczowe dla działań wojennych. Ewentualna pomoc dla Finlandii z Norwegii prawdopodobnie będzie musiała zostać przerzucona przez terytorium Szwecji, podobnie w przypadku wsparcia dla państw bałtyckich. W 2016 roku wojska amerykańskie zapowiadały nawet ćwiczenia przerzucenia do Szwecji wyrzutni rakiet Patriot. Ćwiczenia wojsk amerykańskich i szwedzkich odbywały się również w ostatnich miesiącach – amerykańskie wojska specjalne ćwiczyły współpracę ze szwedzką armią pod jej dowództwem. Na listopad zostały też zaplanowane wspólne manewry na lądzie i morzu obliczone na ćwiczenia szybkiego reagowania.

Niewątpliwie zwiększenie wydatków na obronność oraz zacieśnienie współpracy między Skandynawami można postrzegać jako przygotowanie silnego, zwartego bloku, gotowego również w razie konfliktu na podjęcie skoordynowanych działań z NATO. Prowadzone przez Szwedów, jak też Norwegów i Finów działania można też jednak zinterpretować całkowicie inaczej, jako sygnał ostrzegawczy wysłany nie tylko Federacji Rosyjskiej, ale też… Stanom Zjednoczonym. Prowadzona w ostatnich czterech latach polityka (wciąż urzędującego) prezydenta Donalda Trumpa spotkała się w krajach skandynawskich z co najmniej chłodnym przyjęciem. Gwałtowne zmiany w polityce zagranicznej jak zerwanie porozumienia z Iranem, uczynienie kroku w tył w tak ważnej dla Skandynawów polityce klimatycznej poprzez wystąpienie z porozumienia paryskiego, czy całkowicie nietrafiona sugestia o wykupieniu od Danii Grenlandii sprawiły, że Stany Zjednoczone straciły wizerunkowo jako przewidywalny partner. Nadrzędnym celem polityki bezpieczeństwa Szwecji i innych krajów skandynawskich jest stabilizacja. A nieprzewidywalne działania, także ze strony Amerykanów mogą prowadzić do eskalacji napięcia, również w regionach arktycznych, czego Skandynawowie za wszelką cenę woleliby uniknąć. Wydaje się więc, że zacieśnienie współpracy na poziomie strategicznym i operacyjnym może być próbą odwiedzenia USA od pomysłu zwiększenia zaangażowania na północy Półwyspu Skandynawskiego. Może być próbą powiedzenia „zrobimy to po swojemu”.

Analityk firmy doradczej Esperis. Student bezpieczeństwa wewnętrznego Uniwersytetu Warszawskiego. Miłośnik podróży na Wschód, jazdy na rowerze i powieści Dostojewskiego.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj