Kapitalne Gierdawy. Żeleznodorożnyj szuka pomysłu na siebie

-

Ukończony latem 2020 roku tzw. kapremont Żeleznodorożnego niektórzy widzą jako pierwszy od zakończenia II wojny światowej impuls do rozwoju miasteczka i dowód na zajęcie się problemami kaliningradzkiej prowincji przez władze obwodowe i federalne. Inni zaś doszukują się jedynie częściowo udanych nawiązań do uroku wschodniopruskich Gierdaw, których złoty czas i tak już bezpowrotnie minął. Tym samym grupy uczestniczą w ważnej dyskusji o roli przedwojennej przeszłości w codziennym życiu małych miast i wsi najbardziej na zachód wysuniętego regionu Rosji, wchodzącego w jej skład od (już? zaledwie?) 75 lat.

Wieża kościoła w Gierdawach. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

Niemrawe początki

Żeleznodorożnyj to około trzytysięczne miasteczko (formalnie „osiedle typu miejskiego”), położone tuż przy granicy z Polską oraz 75 kilometrów na południowy wschód od Kaliningradu. Swoją obecną, wprowadzoną w 1946 roku nazwę zawdzięcza węzłowi kolejowemu. Przed II wojną światową krzyżowały się tu szlaki z Berlina, Torunia i Olsztyna do Wystruci (współczesnego Czerniachowska) oraz ze wschodnich Mazur do Królewca. Wówczas miasteczko nazywano Gierdawami – prawdopodobnie od imienia pruskiego wodza, który założył tu warowny gród i współpracował z zakonem krzyżackim. Po ostatecznym opanowaniu ziem Prusów, Krzyżacy w XIV wieku wznieśli na jego miejscu zamek i lokowali osadę. Pamiętając o swoim sojuszniku, nazwali ją na jego część.

W ten sposób rozpoczęła się trwająca do dziś historia wzlotów i upadków niewielkiej osady, typowa dla całego regionu, który w świadomości społecznej zapisał się jako Prusy Wschodnie, a obecnie wchodzi w skład rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego i polskiego województwa warmińsko-mazurskiego. Gierdawy przez długie wieki były sennym miasteczkiem, którego drewnianą zabudowę kilkukrotnie trawiły pożary, niszcząc większość domostw i spichlerzy.

Przeczytaj także:  Niepodzielne w Prusach Wschodnich było tylko niebo

Właśnie ze względu na zboże granica między wsią a miastem była tu zawsze niewyraźna. Choć okoliczna ziemia nie należała do najurodzajniejszych, gierdawianie utrzymywali się z jej uprawy. Jedynie część swojego czasu poświęcali innym zajęciom, głównie drobnemu handlowi i usługom. Wraz z innymi okolicznymi miejscowościami, takimi jak Frydland (dzisiejszy Prawdinsk) i Darkiejmy (Oziorsk), mias

Kamienice w Gierdawach. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

teczko jeszcze pół wieku po wojnach napoleońskich miało co najwyżej znaczenie lokalne, będąc siedzibą powiatu w rejencji królewieckiej. W ten sposób dotrwało do dwóch rewolucji – przemysłowej i komunikacyjnej – które odmieniły jej oblicze.

Złote półwiecze

Kolej żelazna zawitała do Gierdaw w 1871 roku – dokładnie w roku, w którym miało miejsce zjednoczenie Niemiec. Otwarto wówczas południową odnogę Kolei Wschodniopruskiej, łączącą Berlin przez Bydgoszcz, Toruń i Olsztyn z Królewcem i Wystrucią. To właśnie do tego drugiego ośrodka biegły tory poprowadzone w pobliżu Gierdaw. 27 lat później tutejsi mieszkańcy zyskali bezpośrednie połączenie ze stolicą prowincji. Powstały również linie lokalne, dzięki którym można było wygodnie dojechać do Węgoborka (Węgorzewa) i Rastemborka (Kętrzyna). W ten sposób na przestrzeni zaledwie trzech dekad serce wschodniopruskiej prowincji zostało włączone do najgęstszej w Europie sieci kolejowej.

Choć bezpośrednią konsekwencją pojawienia się w Gierdawach kolei był masowy odpływ rąk do pracy do nadreńskich fabryk, kolej przyniosła jednak również jednoznacznie pozytywne zmiany gospodarcze. Węzeł kolejowy umożliwił szybki transport dóbr do Królewca, Gdańska i w głąb Niemiec. Te same zakłady, w których pracowali Wschodnioprusacy, wymagały rosnącej ilości płodów rolnych. Część z nich przetwarzano na miejscu w Gierdawach, między innymi w młynie wodnym wzniesionym w 1909 roku. Powstały tu również garbarnia i przędzalnia, czyniąc z miasta miniośrodek przemysłowy, co przełożyło się na skokowy wzrost liczby mieszkańców. Podczas gdy w 1890 roku było ich niecałe 2900, już dwie dekady później przybyło ponad 4600, a do 1939 roku miejscowość zamieszkiwało ponad 5000 osób. Koniec XIX i pierwsza połowa XX wieku niewątpliwie były łaskawym okresem dla Gierdaw.

Na drodze ku Żeleznodorożnemu

Rozwój miasteczka przerwała I wojna światowa. Już w początkowych miesiącach konfliktu wojska rosyjskie, dążące do zajęcia Królewca, zdobyły i spaliły Gierdawy. Podobny los spotkał wiele innych miejscowości na wschodzie i południu Prus Wschodnich. Propaganda niemiecka wykorzystała to jako dowód na barbarzyńskość Rosjan, nazywanych często Hunami. Odbudowę zniszczeń traktowano zatem w kategoriach misji cywilizacyjnej i wspólnej sprawy II Rzeszy i Austro-Węgier, co miało dodatkowo spajać przymierze dwóch cesarzy. Powstała wówczas instytucja miast opiekuńczych (Patenstädte).

Budapeszt i Berlin-Wilmersdorf wzięły pod swoje skrzydła Gierdawy. Prace kontynuowano po zakończeniu wojny i powstaniu Republiki Weimarskiej, aż do 1921 roku. Dzięki temu miasto nadal się rozwijało, mimo trudnej sytuacji gospodarczej Niemiec i odcięcia Prus Wschodnich od pozostałej części kraju wskutek postanowień traktatu wersalskiego.

Wieża kościoła i kamienice w Gierdawach. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

W 1939 roku Gierdawy liczyły ponad 5100 mieszkańców. Niemal wszyscy uciekli na zachód na początku 1945 roku, tuż przed nadejściem Armii Czerwonej. W odróżnieniu od Tylży (Sowiecka) czy Brunsbergi (Braniewa) nie doszło tu do zażartych walk, które niemal całkowicie zniszczyłyby zabudowę. Miasto nie ucierpiało również od nalotów lotniczych, które w ciągu kilku zaledwie dni zrównały z ziemią śródmieście Królewca i Wystruć, mimo że w jego pobliżu funkcjonowało lotnisko, oddane do użytku tuż przed wybuchem wojny.

Władzę w Gierdawach początkowo objęła administracja polska. Miała się tu znajdować siedziba powiatu o tej samej nazwie. Za wojskiem i urzędnikami zaczęli napływać polscy osadnicy. Już jednak we wrześniu kontrolę nad miastem przejął Związek Sowiecki. Kilka miesięcy później Gierdawy stały się Żeleznodorożnym, dzieląc los większości miejscowości obwodu kaliningradzkiego, których nowa toponimia opierała się na trzech filarach: charakterystycznych cechach miejscowych (las – Liesnoje, jeziora – Oziorsk, linia kolejowa – Żeleznodorożnyj), wątkach ideologicznych (Partizanskoje, Znamiensk, Sowieck) lub nazwach z regionów pochodzenia nowych mieszkańców (to właśnie w pobliżu Żeleznodorożnego znajduje się kilka wsi tworzących tzw. małą Białoruś). Te działania służyły oswajaniu ziemi jeszcze po wojnie uważanej za wrogą, stanowiącą forpocztę zaborczej niemieckości wymierzonej w Rosję i, szerzej, Słowiańszczyznę.

Degradacja prowincji

Wraz z ucieczką dotychczasowych mieszkańców, zmianą granic i napływem nowych osadników Żeleznodorożnyj powoli tracił swoje dotychczasowe znaczenie. Po wojnie doszło do wywozu ocalałego dobytku w głąb Związku Sowieckiego, co znacznie spowolniło powrót do codzienności. Nacjonalizacja ziemi i kolektywizacja rolnictwa oraz centralizacja innych dziedzin życia gospodarczego pozbawiły okolicy włościan i drobnego mieszczaństwa, grup kluczowych dla rozwoju przedwojennych Gierdaw. Nie pomagała również niepewność pierwszych lat zimnej wojny, związana z niejasną polityką władz centralnych wobec regionu i prymatem względów militarnych nad odbudową.

Kolejne dekady przyniosły zastój, z którego trudno było się podnieść. Podczas rządów Breżniewa Żeleznodorożnyj, podobnie jak cała kaliningradzka prowincja, cierpiał na brak inwestycji. Z biegiem czasu zapóźnienie technologiczne i brak perspektyw dawały się we znaki tutejszym mieszkańcom coraz bardziej. Choć liczba ludności wzrastała jeszcze do końca lat 70., już kolejna dekada przyniosła regres, który wraz z nastaniem pieriestrojki i rozpadem Związku Sowieckiego przemienił się w głęboki kryzys.

Sklep w centrum Gierdaw. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

Szok porozpadowy, rozerwanie łańcuchów produkcyjnych i odcięcie od pozostałej części kraju doprowadziły do znaczącego zubożenia ludności i trudności w znalezieniu pracy na miejscu. Nadzieją była stolica regionu. O ile jednak codzienne dojazdy do Kaliningradu z Znamienska, Gwardiejska czy Bagrationowska były możliwe, o tyle 75 kilometrów w przypadku Żeleznodorożnego stanowiły już poważną barierę. Z tego powodu nie dość, że odpływ ludności był tu znacznie wyraźniejszy, to trwa on po dziś dzień. Podczas gdy u progu II wojny światowej liczba mieszkańców Gierdaw liczyła około 5200, 40 lat później (szczytowa wartość z czasów sowieckich) było to 3800, a w 2019 roku – około 2600. Nie dość, że miasteczko podzieliło los innych prowincjonalnych ośrodków, miało jeszcze mniej do zaoferowania tym, którzy chcieliby zostać i przyczynić się do jego rozwoju. W ten sposób powstało błędne koło, dla którego przerwania potrzeba było skoordynowanych działań na wyższym niż lokalny poziomie.

Rocznica, Polska i Internet

Dzisiaj mieszkańcy Żeleznodorożnego stanowią zaledwie trzy promile wszystkich mieszkańców obwodu kaliningradzkiego. Choć przez pierwsze 15 lat po rozpadzie Związku Sowieckiego problemy stojące przed półeksklawą utrudniały zajmowanie się kwestiami lokalnymi, już w pierwszej dekadzie nowego wieku dały o sobie znać procesy zwiastujące zmiany. Na poziomie ogólnokrajowym były to stabilizacja sytuacji ekonomicznej i względny wzrost dobrobytu Rosjan. Odwróciły one uwagę od spraw wąsko rozumianego przetrwania. Stało się tak również w obwodzie kaliningradzkim. Doszło tu także do popularyzacji przedwojennej historii regionu, czego punktem zwrotnym były obchody 750-lecia założenia Królewca w 2005 roku. Na zaproszenie Władimira Putina gościli tu między innymi kanclerz Niemiec Gerhard Schröder i prezydent Francji Jacques Chirac. Uroczystości przyczyniły się do wzrostu poczucia dumy z przeszłości regionu, jeszcze pokolenie wcześniej traktowanej neutralnie jako niemieckiej (obcej), albo wręcz i wrogiej (nazistowskiej). Nigdy wcześniej najwyższe rosyjskie władze państwowe nie mówiły tak otwarcie i tak pozytywnie o europejskim rodowodzie regionu.

Fenomenu kaliningradzkości jako połączenia rosyjskości z wschodniopruskością i europejskością nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia wpływu sąsiadów oraz przemian technologicznych. Zwłaszcza bliskość Polski, której wielowiekowe związki z Prusami dotyczyły nie tylko polityki, ale i kultury, pozwoliła Kaliningradczykom na zapoznanie się z innym podejściem do przedwojennej spuścizny materialnej i symbolicznej. Po polskiej stronie granicy gotyk i czerwona cegła nie budziły negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie, były dowodem na wspólnotę losów i przynależność do tej samej ekumeny kulturowej. Z kolei rozwój środków komunikacji elektronicznej i eksplozja popularności portali internetowych umożliwiły dzielenie się prywatnymi odkryciami i upowszechnianie wiedzy o przeszłości rosyjskiej półeksklawy. Częściowo przyczyniły się także do mówienia o niej w sentymentalny i wyidealizowany sposób.

Właśnie w takich okolicznościach mniej więcej pięć lat temu Kaliningradczycy dowiedzieli się więcej o losie Żeleznodorożnego. W przestrzeni wirtualnej pojawiły się amatorskie fotoreportaże, przedstawiające popadające w ruinę prowincjonalne miasteczko, które mimo to nie utraciło swojego uroku. Ton części komentarzy internautów był bardzo krytyczny. Nieraz porównywali oni stan obecny z rzekomo sielankowym życiem przedwojennych mieszkańców Gierdaw. Te głosy dotarły do władz, dla których próba zaradzenia problemom stała się ważnym dla całego regionu eksperymentem.

Kapremont

Receptą przynajmniej na część problemów Żeleznodorożnego miał być gruntowny remont zabytkowego centrum, finansowany z funduszów regionalnych i federalnych. Zaplanowano go na lata 2019-2021.

Obwód kaliningradzki miał już wówczas doświadczenie planowej rewitalizacji przestrzeni publicznej, która wykraczałaby poza pojedyncze domostwa i byłaby powiązana z tworzeniem lub wzmacnianiem potencjału turystycznego. Jednym z najbardziej znanych i widocznych jej przykładów były przygotowania stolicy regionu do goszczenia kilku meczów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2018 roku. Gruntownie przebudowano wówczas fasady tzw. chruszczowek na kaliningradzkim Prospekcie Leninowskim. Nadano im historyzującą formę  przedwojennych kamienic, przywołując na myśl silne skojarzenia z rewitalizacją starego miasta w Elblągu. Wykorzystana tam retrowersja zakładała powstanie całkowicie nowych i nowoczesnych budynków, kształtem wpisujących się jednak w zabudowę istniejącą do 1945 roku. O ile taki zabieg wzbudził w Polsce skrajne emocje, o tyle w Kaliningradzie rezultaty prac doceniono ze względu na fatalny stan techniczny i wizualny budynków. Innymi słowy, stosunkowo niewielkim kosztem doprowadzono do porządku zwykłe domy mieszkalne w bądź co bądź najbardziej reprezentacyjnej części miasta bez ich wyburzania.

W przypadku Żeleznodorożnego chodziło o znacznie bardziej kompleksowe przedsięwzięcie. Jego założenia odnosiły się nie tylko do samych budynków, lecz także do otoczenia i infrastruktury miejskiej, częstokroć nieremontowanej od kilku dekad. Być może jeszcze ważniejszy był kontekst przestrzenny. W przeciwieństwie do Królewca-Kaliningradu siatka ulic przedwojennych Gierdaw nie została silnie zaburzona. Większe wyzwanie przedstawiały sobą duże braki w zabudowie, narosłe już po wojnie wskutek rozbierania budynków przez mieszkańców. Ten proces przybrał na sile zwłaszcza podczas pieriestrojki, gdy pozyskiwana w ten sposób cegła pozwalała dorobić na boku. Z tego powodu część domostw została silnie uszkodzona i zatraciła swój pierwotny wygląd.

Niektóre budynki nie przetrwały 75 powojennych lat w najlepszym stanie. Należą do nich browar Kinderhof (część dóbr szlacheckich o tej samej nazwie), pozostałości gierdawskiego zamku (przebudowanego w XIX wieku w kierunku angielskiego neogotyku) oraz liczne kamieniczki w centrum. Uszkodzeniu uległ także młyn wodny. Wszystko to sprawiło, że Żeleznodorożnyj w przededniu remontu sprawiał wrażenie mocno poturbowanego przez historię, choć ciągle emanującego urokiem.

Pierwsza faza prac rozpoczęła się latem 2019 roku i trwała pół roku. Odremontowano 33 domy. Niektórym nie tylko odnowiono fasady, ale i uzupełniono ubytki powstałe z rozbiórki na cegły oraz trwającego kilka dekad zaniedbania, w pełni przywracając im funkcjonalność. Część domostw zyskała nawet fragmenty stylizowane na konstrukcję szachulcową (tzw. mur pruski), choć krajoznawcy i historycy mieli wątpliwości, czy istniał on tu przed wojną.

Główna ulica miasta prowadząca z kościoła na rynek. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

Rezultat pierwszego etapu remontu wzbudził mieszane uczucia mieszkańców i specjalistów. Z jednej strony doszło do odświeżenia części miasta i polepszenia komfortu codziennego życia. Domy, które cudem przetrwały trzy powojenne ćwierćwiecza, nierzadko zostały uratowane przed popadnięciem w całkowitą ruinę w ostatniej chwili. Nawet jeśli rewitalizacja nie tchnęła w nie nowego ducha, dała ich lokatorom szansę na przebywanie w innym jakościowo otoczeniu – doświadczenie, które po 1945 roku aż do teraz nie przypadło w udziale żadnemu pokoleniu żeleznodorożnian.

Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że remont domów nie tylko nie zniwelował, ale wręcz pogłębił kontrast między nowym Żeleznodorożnym a starymi Gierdawami. Prace nie objęły budynków użyteczności publicznej i gospodarczych, takich jak średniowieczny kościół, wspomniany już młyn wodny i kompleks zamkowy. Jako że do ich budowy użyto czerwonej cegły, są one powszechnie utożsamiane ze starymi Prusami Wschodnimi, nadal stanowiąc mocno nadszarpniętą przez ząb czasu wizytówkę miasteczka.

Zamek w Gierdawach. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

Kontrast powodowany przez wybiórczość kapremontu wzmacnia prawosławna cerkiew pw. św. Piotra i Pawła, znajdująca się na niewielkim wzgórzu po przeciwnej stronie zamku, tuż przy historycznym trakcie prowadzącym do miejscowości Drużba (Allenburg). Zbudowana w 2010 roku, bije w oczy lśniącą bielą ścian i złotem kopuł. Sprawia wrażenie, jakby została przeniesiona z Sierpuchowa lub okolic Wołogdy. Nie jest to dzieło przypadku. Świątynia stanowi przykład celowego oswajania przestrzeni przez długi czas należącej do innej rzeczywistości kulturowej poprzez obiekty typowe dla rosyjskiej architektury sakralnej. Podobne obiekty powstają zarówno w stolicy regionu, jak i jego mniejszych miejscowościach, nierzadko sąsiadując z – tak jak w Żeleznodorożnym – ze wpół zrujnowanymi świadkami minionych siedmiu wieków. Dzięki tym obiektom obwód kaliningradzki ma silniej integrować się z pozostałą częścią kraju.

Cerkiew w Gierdawach. Zdj. Miłosz J. Zieliński.

Plany na przyszłość

Gubernator obwodu Anton Alichanow już ogłosił, że drugi etap rewitalizacji Żeleznodorożnego wiosną 2021 roku ma doprowadzić do remontu 15 kolejnych domów. Te plany były jednak tworzone przed wybuchem pandemii COVID-19, która bardzo niekorzystnie odbiła się na kondycji gospodarczej obwodu kaliningradzkiego i zmniejszyła wpływy do budżetu regionalnego. Nasuwa się zatem pytanie, czy władze zdołają dotrzymać harmonogramu? Może być to bardzo trudne zadanie, szczególnie że wiele innych pilnych inwestycji czeka na realizację.

Równie aktualne wydaje się inne pytanie: na ile odnowienie kolejnych obiektów w miasteczku przełoży się na wzrost ruchu turystycznego? Póki co nawet w pochmurne i chłodne jesienno-zimowe dni na tutejszych uliczkach nie brakuje spacerowiczów, którzy przyjechali tu z całego obwodu kaliningradzkiego i przywieźli ze sobą znajomych z innych części Rosji. Być może jest to krótkotrwały efekt nowości i aby go podtrzymać, potrzeba wypełnić odnowioną przestrzeń konkretną treścią: hotelikami, kawiarniami, restauracjami i atrakcjami dla różnych grup gości.

Czy za te ostatnie mogłyby posłużyć kościół, młyn i zamek, które nadal czekają na inwestorów? Skala środków finansowych, które pochłonęłaby ich rewitalizacja, znacznie przekracza dotychczas poniesione koszty. Jest to zresztą przedsięwzięcie wymagające szczegółowego planowania i współpracy między konserwatorami zabytków, władzami regionalnymi i lokalnymi a prywatnymi inwestorami. Posowiecka historia obwodu kaliningradzkiego pokazuje, że z różnych przyczyn jest to często bardzo utrudnione i nie tylko zabytki w Żeleznodorożnym czekają na swoją szansę. Podobnie ma się rzecz nie tylko z pokrzyżacką twierdzą w Niemenie (Ragnecie) czy w Czerniachowsku, ale również z zamkiem w podiławskim Szymbarku na styku byłych Prus Wschodnich i Zachodnich.

Stare w nowej przestrzeni

Osobną sprawą jest wpływ, jaki kapremont wywarł na mieszkańców Żeleznodorożnego. Lokalni dziennikarze wskazują na ich pragmatyczne podejście do efektów już wykonanych prac. Rewitalizacja miasteczka to przede wszystkim szansa na nadrobienie zapóźnień z ostatniego półwiecza: ocieplenie domów, wyrównanie jezdni i chodników oraz doprowadzenie do końca gazyfikacji. Pod tym względem idealizacja przedwojennych Gierdaw stanowi jedynie argument na rzecz poprawy codziennej jakości życia, a nie mitologizowaną krainę mlekiem i miodem płynącą. Dyskusje o historycznej autentyczności fasad kamienic czy rzekomym nawiązywaniu do średniowiecznego układu ulic w centrum miasteczka są niezrozumiałe i niepotrzebne.

Czy porównywanie współczesnego Żeleznodorożnego do przedwojennych Gierdaw ma zatem rację bytu? II wojna światowa odcisnęła głębokie piętno zarówno na południu, jak i północy Prus Wschodnich, zmieniając ich przynależność polityczną i skład narodowościowy. 75 lat po jej zakończeniu w niegdysiejszych Gierdawach żyją inni ludzie – Rosjanie o różnym pochodzeniu etnicznym, których życie toczy się tu i teraz. Przedwojenna przeszłość ziem, które składają się na dzisiejszy obwód kaliningradzki, jeśli jest idealizowana, to głównie dlatego, że dla wielu mieszkańców jest nieuchwytnym, bo nieistniejącym synonimem lepszego życia. Życia, które kapremont przybliża i materializuje.

W ten sposób duch Gierdaw pomaga wykrzesać pozytywny energię, służącą dobru miasta i jego mieszkańców. Spoglądanie w przeszłość może stanowić źródło inspiracji dla nowych inicjatyw zmierzających ku napływowi inwestycji i poprawie jakości życia. Dzieje się tak, nawet jeśli przez dzisiejszy Żeleznodorożnyj rzadko kiedy przejeżdżają pociągi. Krzyżujące się tu wschodniopruskie szlaki zostały zamknięte lub wręcz rozebrane. Dzisiaj do rogatek Kaliningradu samochodem trzeba przebyć 70 kilometrów, pociągiem zaś prawie dwa razy tyle. Mimo to przyjezdnych ze stolicy regionu nie brakuje.

Artykuł i wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia są własnością autora. Artykuł ukazał się w Przeglądzie Bałtyckim na licencji udzielonej przez autora. Autor zrzekł się honorarium za udzieloną licencję. Redakcja przekazała środki te na rzecz 29. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Artykuł prezentuje wyłącznie prywatne poglądy autora i nie powinien być utożsamiany ze stanowiskiem żadnej instytucji, z którą autor jest powiązany.

Ukończył Uniwersytet SWPS, Uniwersytet Warszawski i Petersburski Uniwersytet Państwowy. Jest doktorem kulturoznawstwa, historykiem i politologiem. Zawodowy dyplomata. Do czerwca 2021 r. pracował jako wicekonsul w Konsulacie Generalnym RP w Kaliningradzie. W wolnych chwilach fotografuje zarówno aparatami cyfrowymi, jak i analogowymi. Więcej informacji o jego aktywności można znaleźć na stronie www.milosz.dk.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj