„Dekada Uszakowa” minęła w Rydze definitywnie w 2020 roku, jednak po okresie rządów rosyjsko-łotewskiej koalicji nie nastała „era Staķisa”. Nie chodzi nawet o to, że merów na Łotwie wybiera rada miejska, a nie mieszkańcy, ani fakt, że Staķis był „słabym politykiem”, pozbawionym zaplecza, bo jednak kilka rzeczy w okresie niecałych trzech lat rządów udało mu się zrobić. Po prostu egzotyczna koalicja tworzona od lewa do prawa, w opozycji wobec ugrupowań rosyjskich i oligarchicznych, wcześniej czy później musiała wysadzić w powietrze liberalnego polityka, który mógłby być... „łotewskim Šimašiusem”. Mer Wilna na urzędzie przetrwał osiem lat, mer Rygi trzy, ale zostawił kilka wspomnień po sobie: „skandale” z flagami w kolorach tęczy i zadrażnienia z Łukaszenką, ale także bardzo konkretne osiągnięcia. Tylko o tych ludzie nie zawsze chcą pamiętać, naśmiewając się ze „słupków Staķisa”. Ryga „bez Zgody”, ale z nowym merem – Bardzo go szkoda – pisze do mnie w pierwszy poniedziałek lipca mój rysk...
Pozostało jeszcze 94% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


