Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Marsz weteranów Legionu Łotewskiego SS w Rydze

– Na Łotwie odradza się faszyzm – taki komunikat rokrocznie wydaje Moskwa, gdy zbliżają się obchody dnia łotewskich legionistów 16 marca. Chodzi o dzień upamiętniający pierwszą bitwę stoczoną nad rzeką Wieliką w obwodzie pskowskim przez walczący u boku III Rzeszy Łotewski Legion (15 i 19 dywizja).

Jednostkę utworzyli Niemcy w dwa lata po zajęciu Rygi i już po przeprowadzeniu eksterminacji lokalnych Żydów, gdy sytuacja Niemiec na froncie wschodnim zaczęła się pogarszać i brakowało rąk do walki ze Związkiem Sowieckim. Choć tworzyć nawet marionetkowego państwa łotewskiego nie zamierzali.

Pierwszy raz święto legionu SS, którego żołnierze przysięgali na wierność Adolfowi Hitlerowi, obchodzono w 1952 roku – inicjatywa wyszła od Dźwińskich Jastrzębi (Daugavas vanagi), o których Przegląd Bałtycki wspominał już w reportażu z Londynu. Po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości uroczystości przeniosły się do Rygi, gdzie corocznie maszerują weterani legionu i ich sympatycy. Przez krótki okres 16 marca był nawet oficjalnym dniem pamięci Republiki Łotewskiej (1998-2000), wykreślonym z kalendarza za sugestią krajów zachodnioeuropejskich. Łotwa starała się o akcesję do Unii Europejskiej.

Urzędnicy rządowi niemile widziani

– Zwolnię każdego ministra, który weźmie udział w Marszu Legionu SS – powiedziała w marcu zeszłego roku premier Łotwy Laimdota Straujuma, reprezentująca umiarkowane skrzydło łotewskiej prawicy zrzeszone w partii Vienotība. Akurat 16 marca odbywało się referendum o przyłączeniu Krymu do Rosji, a władze krajów bałtyckich w związku z napiętą sytuacją międzynarodową bały się prowokacji. To także wyraźny sygnał Łotyszy w stronę Zachodu – zachowujemy krytyczny stosunek do okupacji sowieckiej, ludobójstwa w latach 1940-1956, ale nie idziemy w radykalizm. Moskwa oraz działające na Łotwie organizacje rosyjskie i „antyfaszystowskie” od lat oskarżają Rygę o radykalizm, odradzanie się faszyzmu, pisanie historii na nowo. Z rosyjskimi antyfaszystami zadrzeć łatwo, nie trzeba nawet wychwalać legionu, można tak jak historyk Edvīns Šnore nakręcić film, w którym mówi się o sojuszu Stalina z Hitlerem…

W marszu wzięły udział głównie osoby starsze. Niesiono hasła potępiające oba totalitaryzmy. Fot. Tomasz Otocki

W marszu wzięły udział głównie osoby starsze. Niesiono hasła potępiające oba totalitaryzmy. Fot. Tomasz Otocki

Premier Straujuma zapowiedź spełniła – ze względu na udział w marszu do dymisji musiał się podać reprezentujący bardziej radykalną część łotewskiej prawicy, zrzeszoną w VL!-TB/LNKK, minister ochrony środowiska Einārs Cilinskis. Minister stwierdził, że od lat bierze udział w marszu, dla niego to kwestia wartości, a wartościami się nie handluje. W wyniku wyborów jesienią 2014 r. stronnictwo narodowców poszerzyło wpływy, objęło ważne stanowiska w kraju (np. funkcję przewodniczącej Sejmu), jednak w 2015 r. żaden z ministrów nie wziął udziału w marszu.

W nabożeństwie, które rozpoczęło uroczystości (warto podkreślić: w tym roku odbyło się nie w katedrze, a w kościele św. Jana na ryskim Starym Mieście), uczestniczyli działacze narodowców: posłowie Jānis Dombrava i Raivis Dzintars, radykał Jānis Iesalnieks, były minister sprawiedliwości Gaidis Bērziņš. Nikogo z pozostałych ugrupowań łotewskich… Podobnie będzie na cmentarzu w Lestene, na którym pochowani są legioniści, i gdzie w można w sposób daleki od zgiełku oddać cześć tym, którzy walczyli w czasie wojny. Tam pojawili się przewodnicząca Sejmu Ināra Mūrniece, minister kultury Dace Melbārde, posłowie narodowców, przyszedł nawet były minister spraw zagranicznych Ģirts Valdis Kristovskis. Pozostałe dwie partie prawicowe tworzące gabinet uroczystości, nawet te cmentarne, zbojkotowały. – Łotysze mają już jeden dzień upamiętniający poległych w walkach, jest to Dzień Lāčplēsisa, nie widzę sensu w mnożeniu uroczystości, zwłaszcza, że dla Moskwy niezmiernie wygodne jest postawienie Łotwy w roli „chłopca do bicia” czczącego faszyzm – powiedział mi jeden z działaczy partii Vienotība. A Ministerstwo Spraw Zagranicznych Łotwy, kraju sprawującego właśnie prezydencję unijną, opublikowało na swojej stronie anglojęzyczną polemikę z tezami Kremla, wyjaśniającą czym był i dlaczego powołany został Legion Łotewski.

Dzień Lāčplēsisa obchodzony jest 11 listopada, upamiętnia zwycięstwo wojsk łotewskich nad zachodnią armią ochotniczą generała Pawła Bermondta-Awałowa (złożoną z Rosjan i Niemców), co było kolejnym etapem wybijania się Łotwy na niepodległość w latach 1918-1920. To oficjalna data w kalendarzu Łotwy, odbywają się wtedy uroczystości, w których biorą udział także przedstawiciele mniejszości rosyjskiej.

– Dla mnie Dzień Lāčplēsisa to ważna data, ale 16 marca możemy poczuć żywą historię, wciąż żyją legioniści walczący o to, by Łotwa nie wróciła pod sowiecki but – powiedział mi Mārtiņš, który już trzeci raz idzie w marszu. – W ten dzień nie czcimy żadnego faszyzmu, system nazistowski potępiam tak samo jak stalinizm – doprecyzował. Na pytanie, czy taki marsz nie uderza w ofiary Holocaustu przeprowadzonego na Łotwie przez Niemców przy pomocy części Łotyszy, odpowiedział: – Legion powstał w 1943 roku, już po wymordowaniu łotewskich Żydów. Ludzie tam szli, by walczyć z Sowietami, nie chodziło o zabijanie tej czy innej narodowości. Zresztą: Amerykanie nie uznali ani legionu łotewskiego, ani estońskiego za formację zbrodniczą – podkreślił w rozmowie ze mną.

Rzeczywiście władze USA po 1945 r. odrębnie traktowały Legion Łotewski i nie uznały go za formację przestępczą jak inne jednostki SS. Wynikało to nie tylko z zimnowojennej kalkulacji, o co często Amerykanów oskarża Rosja, ale także z faktu, że legion złożony z Łotyszy miał inny charakter: nie była to formacja złożona z członków NSDAP, po prostu Niemcy nie mogli powołać Łotyszy do Wehrmachtu, skoro nie byli obywatelami III Rzeszy, jak Ślązacy czy Kaszubi. Dlatego legion, który był tylko formalnie dobrowolny, a w praktyce powoływano do niego mężczyzn łotewskich różnej narodowości. Do Legionu należeli także niektórzy Polacy z Łatgalii. W przedwojennej Łotwie ludność polska stanowiło 2,5% mieszkańców.

Na Łotwie odradza się faszyzm

– Rosja przeznaczyła 25 tys. euro na działania antyfaszystów mające zakłócić uroczystości 16 marca – tym żyła łotewska prasa na kilka dni przed marszem. Łotewska Policja Bezpieczeństwa, szczególnie od czasu wydarzeń na Ukrainie, postawiona jest w stan gotowości. W protestach przeciwko marszowi biorą udział najczęściej radykalne organizacje rosyjskie jak wspierany materialnie przez Moskwę Komitet Antyfaszystowski dowodzony przez Josifa Korena, a także bardziej radykalna z rosyjskich partii na Łotwie – Rosyjski Związek Łotwy (LKS) Tatiany Żdanok. W 2014 r. Żdanok uczestniczyła w wydarzeniach 16 marca, osobiście usuwając wieniec złożony pod Pomnikiem Wolności przez narodowców. W tym roku zorganizowała zaś konferencję antyfaszystowską (w ostatniej chwili hotele ryskie odmówiły udostępnienia jej miejsca) oraz wycieczkę dla działaczy po Muzeum Wojny w Rydze. Oprowadzał młody człowiek, działacz partii LKS, Aleksandr Filej, który nie posiada do tego stosownych uprawnień, jednak uczestnicy mogli usłyszeć z jego ust, że łotewscy chłopi cierpieli pod butem dyktatora Ulmanisa (1934-1940), w 1940 r. Łotysze sami domagali się przyłączenia do ZSRS, zaś żadnej okupacji sowieckiej w kraju nie było. A na Łotwie, inaczej niż w Rosji, odradza się neonazizm.

Mirosław Mitrofanow, działacz partii Tatiany Żdanok, a obecnie jej europejski asystent, sprawę przedstawia nieco inaczej. Spotykamy się w jednej z ryskich kawiarni niedaleko pomnika Wolności. – Jest jasne, że Łotwa nie wstąpiła do ZSRS dobrowolnie – powiedział Mitrofanow, rodem z Dyneburga, którego ojciec Rosjanin walczył w Legionie Łotewskim. – Łotysze przeżyli wiele krzywd, okupacja, wywózki, nikt tego nie neguje. Ale jest bardzo cienka granica między upamiętnieniem weteranów, a marszem, który może podsycać radykalizm i złe emocje na Łotwie – wyjaśnił. To bardzo sensowne wytłumaczenie, ale partia Tatiany Arkadiewny Żdanok najczęściej zamiast mówić, po prostu krzyczy: – precz z faszyzmem! Na Łotwie, bo o wzrastającym radykalizmie w Rosji się nie wypowie. Na co dzień Tatiana Żdanok popiera aneksję Krymu, a za wojnę w Donbasie jednoznacznie obwinia stronę ukraińską, gdzie „odradza się faszyzm i rusofobia”.

Młode i stare twarze

Na marszu, który idzie spod kościoła św. Jana na Starym Mieście aż pod pomnik Wolności (tak jest od lat, tylko wcześniej nabożeństwo odbywało się w katedrze luterańskiej), spotykam osoby w różnym wieku: najwięcej jest emerytów pamiętających II wojnę światową, a także młodzieży. W poniedziałkowy poranek trudno o przedstawicieli średniego pokolenia, które w tym momencie pracuje. A może po prostu taki marsz nie przyciąga osób w wieku 35-55 lat? Oprócz flag łotewskich, mnóstwo estońskich i litewskich. Nie ma ukraińskich, choć niektórzy ryżanie mówili, że w tym roku przyjedzie tu Prawy Sektor.

Jestem tu, bo uważam, że powinniśmy upamiętnić naszych poległych żołnierzy. Są spory o legion, ale on nie był związany z reżimem nazistowskim. To byli żołnierze, z których tylko mała część poszła do legionu dobrowolnie. Walczyli i umierali za Łotwę – powiedział Teodors, którego spotkałem pod kościołem św. Jana. Na wspomnienie o tym, że żołnierze Legionu mogli brać udział w eksterminacji Żydów ryskich paręnaście miesięcy wcześniej, zaprzeczył: to było komando Arājsa, oni nie mają nic wspólnego z legionem. Gdyby dało się tak jednoznacznie oddzielić… Mój rozmówca o wiele chętniej mówi o agresji rosyjskiej na Ukrainie, że on jako Łotysz czuje się zagrożony. Odnoszę wrażenie, że nad marszem unosi się widmo wojny na Ukrainie, nawet jeśli nie do końca jest to wypowiedziane. Maszerują upamiętniając legionistów, ale zbroją się już na kolejny atak… W uroczystościach marszowych bierze udział Mykoła Pawluk, przewodniczący Kongresu Ukraińców Łotwy. Nie zdążyłem zadać pytania, czy podobnie jak legionistów, Pawluk czci żołnierzy UPA. W obecnej sytuacji chyba to już zbędne…

Czy marsz powinien być legalny

W 2010 roku, parę miesięcy po objęciu funkcji burmistrza przez Niła Uszakowa, przedstawiciela partii mniejszości rosyjskiej, rada miejska próbowała zakazać marszu Legionu. Decyzja została zaskarżona zarówno przez prawicową organizację Jastrzębie Dźwińskie, jak i antyfaszystów, sąd uchylił postanowienie Uszakowa. Od lat mer Rygi zachęca jednak mieszkańców stolicy, by zostali w domu i nie uczestniczyli w wydarzeniach 16 marca. Podobnie jak prawicowe partie łotewskie, za wyjątkiem Sojuszu Narodowego.

Dla Uszakowa, inaczej niż dla partii Tatiany Żdanok, dla której marcowe uroczystości są gratką, nie jest wygodne, by jednoznacznie zabierać głos w sprawie oceny wydarzeń historycznych. – Wybierzmy przyszłość, historię zostawmy historykom – tak można by sparafrazować propozycję Uszakowa dla obywateli Łotwy. Uszakowowi zdarzyło się nawet kiedyś przyznać, że okupacja Łotwy w 1940 roku była, co wzburzyło radykałów rosyjskich na Łotwie. Od lat uważają go za zdrajcę i nie pomaga nawet oficjalna umowa o współpracy z Jedną Rosją, jaką podpisała jego partia Zgoda (taką samą umowę ma mer Tallinna Edgar Savisaar). Teraz niechęć do Uszakowa wśród miłośników rządów twardej ręki pogłębiło spotkanie z Michaiłem Chodorkowskim i Aleksiejem Wenediktowem (szef radia Echo Moskwy) na parę dni przed marszem.

Dlaczego marsz jest tolerowany

– Nie jestem za zakazem marszu Legionu Łotewskiego, ale dlaczego to się musi odbywać w centrum miasta, tuż pod Pomnikiem Wolności? – spytał mnie wileński jidyszysta, autor bloga „Defending the history” prof. Dovid Katz. Katz, który na Litwę przyjechał z Wielkiej Brytanii, a w 1990 roku z radością obserwował wybicie się krajów bałtyckich na niepodległość, dziś nie odpuszcza ani jednego marszu prawicowych radykałów. Nie ważne czy w Wilnie, Tallinnie czy w Rydze. Nie trzyma żadnych transparentów, nie skrzykuje zwolenników, po prostu w milczeniu, najczęściej wraz z Efraimem Zuroffem z Centrum Wisenthala, obserwuje tego typu marsze. Zuroff przyjechał do Rygi i w tym roku. – To, że ten marsz jest w centrum, to jedno. Druga sprawa to fakt, że nie ma żadnych przeciwników marszu ze strony Łotyszy o innych poglądach – powiedział Katz. Dlaczego przeciwko temu marszowi protestują tylko rosyjscy antyfaszyści? – spytał mnie Katz, notabene związany z powołaną w Rosji organizacją „Świat bez nazizmu” (ros. „Mir Bez Natsizma”). Profesor, który potępia agresję Rosji na Ukrainę, ma odpowiedź: bo w krajach bałtyckich zrównano oba totalitaryzmy, postawiono znak równości między komunizmem i nazizmem, lansowano tezę o podwójnym ludobójstwie… – wyliczył swe zastrzeżenia Katz.

Wydaje się jednak, że Katz upraszcza. Jest bardzo wątpliwe, by postawienie znaku równości między komunizmem a nazizmem było przyczyną tolerowania takich marszy. – Problem leży gdzie indziej. Przez lata nie pozwolono nam mówić o naszej historii. Legion to było absolutne tabu. Podobnie jak okupacja w 1940 roku. Ludzie zaczęli o tym mówić dopiero po 1990 roku, wyciągać swe mundury z szafy, walizki spod łóżek – zauważyła Ieva, studentka historii na Uniwersytecie Łotewskim, znajdującym się opodal Pomnika Wolności, przy którym protestuje Katz. Przypomina mi się anegdota o walizce, którą opowiadał mi we wrześniu 2014 r. Wiktor Bagieński, Polak z Wentspils – Mieliśmy 50 lat okupacji, dwadzieścia lat wolności to trochę za mało, by ludzie zrozumieli, że niekoniecznie wróg twojego wroga jest przyjacielem, że nie wszystko jest czarno-białe, że obok radykalizmów może istnieć jakieś centrum – dodała Ieva.

Umiarkowani nie pójdą

Jest chyba i inna przyczyna dla której bardziej umiarkowani Łotysze nie wyjdą protestować. Pomijając niechęć do znalezienia się we wspólnym froncie z Władimirem Putinem, Tatianą Żdanok czy w ogóle pewną apatię społeczną na Łotwie (nawet podczas kryzysu gospodarczego 2009-2012 Łotysze nie wyszli na ulicę!), marsz Legionu to nie jest widowisko à la przemarsz nazistów z NPD czy skrajnej prawicy z Frontu Narodowego we Francji. Nie spotkamy na marszu ryskim wygolonych głów, haseł wymierzonych w mniejszości czy „obcych” (wręcz przeciwnie, narodowcy z Łotwy podkreślają, że w Legionie walczyli wszyscy obywatele kraju: i Rosjanie, i Białorusini, i Polacy z Łatgalii, wszystkich jednoczył los podczas okupacji sowieckiej). Skrajny prawicowiec i ksenofob lepiej poczuje się na marszu wileńskich i kowieńskich tautininków (notabene oni przyjechali także do Rygi w tym roku), gdzie wprost krzyczy się o pedałach, Polakach czy Żydach, niż na tych wspominkach o II wojnie światowej w centrum Rygi. Na marszu najprędzej poznamy łotewskich emerytów czy studentów, którzy zaczną się z nami dzielić opowieściami, jak to kraje zachodnie, które palcem nie kiwnęły w obronie Bałtów w 1940 r., wepchnęły Łotwę wmiędzy Stalina a Hitlera. Dużo rachunków krzywd charakterystycznych dla tego regionu, uproszczeń, ciągłego stawiania się w roli ofiary przy braku refleksji nad tym, że mogło się być i sprawcą (patrz: eksterminacja ryskich Żydów). Ale o marszu jako o gloryfikacji nazizmu może mówić raczej osoba, która tam nigdy nie była…

Co będzie dalej

Obecnie żyje około 100 weteranów Legionu Łotewskiego, tylko jedna piąta z nich maszerowała w ubiegły poniedziałek w Rydze. Nie było najbardziej znanego legionisty – Visvaldisa Lācisa, posła narodowców na Sejm Łotwy (2006-2011), obecnie mającego 91 lat. Marsz Legionu będzie zmieniał swój kształt. Wiele zależy od tego, w jakim kierunku pójdzie rozwój wypadków na Wschodzie. W związku z sytuacją na Ukrainie i zagrożeniem niepodległości Bałtów można spodziewać się nawet większej idealizacji legionistów niż miało to miejsce do tej pory. Z drugiej strony ta impreza nie przyciąga wielu ludzi. Idealizacja Legionu na Łotwie to zjawisko zupełnie nieporównywalne zasięgiem z gloryfikacją UPA i Stepana Bandery na Ukrainie. O ile Banderę czci nie tylko Swoboda, ale także przedstawiciele umiarkowanych partii na Ukrainie, to na Łotwie ugrupowania takie jak Jedność premier Laimdoty Straujumy czy Związek Zielonych i Rolników obecnego prezydenta Andrisa Bērziņša mówią: walka o wolną Łotwę rozgrywała się nie w 1943 r., ale w latach 1918-1920. I zamiast daty 16 marca, proponują późniejszą: 17 marca 1944. Wtedy działacze podziemnej Łotewskiej Rady Centralnej (różnych opcji) podpisali memorandum o odnowieniu niepodległości Łotwy. Nie obok Hitlera, ale wbrew obu totalitarnym państwom. Wśród podpisujących był syn byłego prezydenta Łotwy Konstantīns Čakste, więzień obozu Stutthof i ofiara Marszu Śmierci na polskim Pomorzu. Corocznie upamiętnia go ambasada Łotwy w Polsce, której przedstawiciel obecny jest na uroczystościach w Krępie Kaszubskiej.

Dla Rosji i jej antyfaszystów Konstantīns Čakste nie istnieje… Legion jest ważniejszy, pozwala jeszcze raz zawalczyć o biało-czarną wizję historii, wirtualnie i nie-wirtualnie powalczyć z wrogiem. Zabawne, że parę dni po rosyjskich okrzykach o odradzaniu się faszyzmu na Łotwie w do Petersburga przyjechali, na zaproszenie partii Rodina, wicepremiera Rosji Rogozina, Udo Voigt z neonazistowskiej NPD, Nick Griffin z Brytyjskiej Partii Narodowej i Wolen Siderow z ksenofobicznej bułgarskiej Ataki. Będą obradować o skrajnej prawicy na Ukrainie. Faszizm dałoj!

W Rydze chyba wciąż większe szanse na liberalne centrum niż w Petersburgu….

  • Szanowny Panie Tomaszu – gratuluję tekstu. Jedno pytanie tylko: o co chodziło Panu w zdaniu: „nawet podczas kryzysu gospodarczego 2009-2012 Łotysze nie wyszli na ulicę!”? Skoro na przykład tu: http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/7827708.stm i nie tylko…można sobie zobaczyć, że rozpierducha była pokaźna.

    • Tomasz Otocki

      Dzień dobry,
      Dziękuję za dobre słowo.Tak, pamiętam zamieszki ryskie z 2009 roku, ale to było jeszcze przed zaaplikowaniem „terapii wstrząsowej” i utworzeniem gabinetu Dombrovskisa. Późniejsze demonstracje były niemrawe (w porównaniu z Grecją czy krajami Zachodu). Rządzące partie centroprawicy w trakcie kryzysu (2010, 2011) dwa razy z rzędu wygrały wybory. Oczywiście trochę ze strachu społeczeństwa przed dojściem do władzy Centrum Zgody, trochę z braku partii lewicowej, która mogłaby kontrować gabinet, ale także trochę z powodu mentalności Łotyszy…

      • Szanowny Panie, dziękuję za wyjaśnienie. Pełna zgoda. Czekam z niecierpliwością na Pana kolejne relacje z Łotwy.

Polub nas na Facebooku!