Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Ocalić kawałek polskich Inflant

Krasław jest najbardziej polskim ośrodkiem we wschodniej Łotwie, ale w tym roku może utracić wiele z tej polskości. Na styczniowym posiedzeniu rady okręgowej Krasławia zapadła decyzja o likwidacji polskiej szkoły. Polacy na Łotwie są zdeterminowani, by walczyć o placówkę.

– Polskie szkoły cieszą się popularnością. Zapisywane są do nich również dzieci, które uczęszczały do czeskiego przedszkola – tak na Facebooku o polskich szkołach na Zaolziu pisze polonijne czasopismo „Zwrot”. Na Łotwie sytuacja jest o wiele trudniejsza, właśnie likwidowana jest jedna z czterech polskich szkół – decyzja zapadła na posiedzeniu rady okręgowej Krasławia w ostatni czwartek stycznia. Trzeba powiedzieć wprost, nieco patetycznie: zamknąć polską szkołę w tym mieście to tak jak wbić sztylet w serce polskości w Łatgalii. Miasto Krasław jest bowiem najbardziej polskim ośrodkiem we wschodniej Łotwie, od lat związanym z legendą rodu Platerów, przed wojną urzędował tu polski burmistrz Lucjan Grzybowski, a ostatnia polska szkoła została zamknięta przez Sowietów w 1947 roku. Polacy na Łotwie są zdeterminowani, by ocalić polską szkołę, a przewodniczący Związku Polaków Ryszard Stankiewicz mówi Przeglądowi Bałtyckiemu wprost: nie pozwolimy na realizację „jēkabpilskiego scenariusza”. Chodzi o to, że jeszcze do 2012 roku w Jēkabpils (pol. Jakubowo) działała polska szkoła podstawowa, która następnie została połączona ze szkołą łotewską. Efekt? Dziś nie został ślad po języku polskim w tej placówce.

Przeczytaj także:  Na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej: dziedzictwo Platerów

Historia szkoły

Nowy budynek polskiej szkoły w Krasławiu. Zdj. Mirosław Jankowiak.

Nowy budynek polskiej szkoły w Krasławiu. Zdj. Mirosław Jankowiak.

W okresie pierwszej Republiki Łotewskiej w latach 1918-1940 było czymś oczywistym, że mniejszości narodowe mają swoje szkoły. Dotyczyło to także Polaków. W Krasławiu działała polska szkoła podstawowa, którą zamknęli Niemcy w 1942 roku podczas okupacji Łatgalii. Później na krótko szkoła polska została otwarta w czasach Łotewskiej SRS, jednak Sowieci nie zamierzali tolerować na Łotwie żadnego ruchu polskiego. I szkołę w 1947 roku zamknięto. Tym razem na ponad czterdzieści lat. Ponownie polskie szkoły mogły pojawić się na Łotwie dopiero po odzyskaniu przez nią niepodległości. W 1991 roku utworzono niewielką polską szkołę w Krasławiu. W 2002 roku z pieniędzy polskiego podatnika wybudowano nową siedzibę dla tej placówki edukacyjnej – jednocześnie nazywając ją Szkołą Podstawową im. Hrabiów Platerów. Pierwszą dyrektorką szkoły była Eugenia Urbanowicz, później na czele szkoły stanęli Romuald Raiginis i Regina Muraszkina, w 2003 roku zastąpiła ich Czesława Kozłowska. W szkole regularnie uczyły polskie nauczycielki: Anna Cerazy (2005-2010, język polski), Marta Sołdaj (2006-2011, historia) czy Lucyna Ejma (2010-2012, język polski). Obecnie w Krasławiu języka polskiego uczy Bożena Bomanowska, wysłana tam przez Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą – jednostkę podległą Ministerstwu Edukacji Narodowej. Kiedyś w Krasławiu pracowało jednocześnie troje polskich nauczycieli, dziś niż demograficzny sprawił, że spokojnie wystarcza jeden.

Byłe nauczycielki pamiętają szkołę w Krasławiu i w lutym 2016 roku napisały do polskiej ambasador Ewy Dębskiej list w obronie placówki. Nawiązując do decyzji podjętej przez władze okręgu Krasławia 28 stycznia.

Przy obecnej liczbie dzieci w szkole, taka decyzja wydaje się uzasadniona, jednak ze względu na podtrzymywanie polskości na Łotwie, istnienie szkoły polskiej jest niezbędne. Wielkość miasta, niż demograficzny oraz to, że młodzi ludzie wraz z dziećmi wyjechali w poszukiwaniu lepszych warunków materialnych do większych miast i za granicę, to główne przyczyny zmniejszającej się liczby uczniów w szkole. Jednak należy pamiętać, że nie zawsze powinna liczyć się ilość, ale jakość nauczania i możliwości, jakie daje szkoła. W tym przypadku jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik – podtrzymywanie polskości we wschodniej Łatgalii. W szkole dzieci poznają nie tylko mowę przodków i zwyczaje, ale mają również okazję wyjeżdżać do Polski na półkolonie i obozy” – piszą trzy polskie nauczycielki. Czy ktoś posłucha?

Ostatni czwartek stycznia

Radni Krasławia głosują za likwidacją szkoły. Zdj. Ryszard Stankiewicz.

Radni Krasławia głosują za likwidacją szkoły. Zdj. Ryszard Stankiewicz.

Decyzję o likwidacji szkoły – z powodów demograficznych – podjęto na posiedzeniu rady okręgowej Krasławia w dniu 28 stycznia. Choć w radzie Krasławia co piąta osoba ma polskie korzenie i zasiada w niej aż dwóch członków Związku Polaków na Łotwie: Józef Dobkiewicz (przewodniczący krasławskiego oddziału) oraz Ēriks Zaikovskis (wiceprzewodniczący), to przeciwko likwidacji szkoły nie zagłosował w ostatni czwartek stycznia nikt. Józef Dobkiewicz wstrzymał się od głosu, zaś radny Ēriks Zaikovskis, na co dzień nauczyciel w konkurencyjnej szkole mniejszościowej „Varaviksne”, poparł likwidację. Trudno powiedzieć skąd taka decyzja, Józef Dobkiewicz nie odpowiedział na zadane przez Przegląd Bałtycki pytania. Podobnie jak dwóch pozostałych radnych – Polaków. Wysoko postawiony członek Związku Polaków na Łotwie – w kontekście Ēriksa Zaikovskisa – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu, że choć nigdy wcześniej nie uruchamiano w Związku procedury wykluczania z jego szeregów, teraz trzeba będzie się nad tym zastanowić.

Viktorija Vengreviča, jedna z polskich radnych, która głosowała za likwidacją polskiej szkoły w Krasławiu.

Viktorija Vengreviča, jedna z polskich radnych, która głosowała za likwidacją polskiej szkoły w Krasławiu.

Na posiedzeniu z 28 stycznia – tym samym, na którym zdecydowano o likwidacji jeszcze trzech łotewskich szkół w okręgu – ustalono, że polska szkoła podstawowa zostanie zlikwidowana z dniem 1 sierpnia oraz dołączona do szkoły średniej „Varaviksne” („Tęcza”) w Krasławiu, gdzie naucza się po rosyjsku. Do końca lipca komisja likwidacyjna polskiej szkoły ma sporządzić bilans zamknięcia, a także przekazać „podstawowe wartości materialne i środki finansowe” polskiej szkoły szkole średniej „Varaviksne”. Rada okręgu zastrzegła jednak: w przypadku uzyskania współfinansowania ze strony Wspólnoty Polskiej podjęta decyzja traci swoją ważność. Czyli teoretycznie jest jeszcze szansa, by szkołę uratować. Ale działać trzeba szybko. Nie jest prawdą, jak stwierdził podczas debaty sejmowej minister Waszczykowski, że zostało jeszcze parę miesięcy. Los szkoły rozstrzygnie się w lutym.

Dlaczego szkoła nie cieszy się popularnością?

Według danych Związku Polaków na Łotwie do szkoły zapisanych jest obecnie 35 uczniów, zaś 10 uczniów uczęszcza na zajęcia w klasie przedszkolnej. – Według kalkulacji łotewskiego ministerstwa oświaty opłaca się utrzymanie klas, w których jest nie mniej niż 12,9 uczniów. Likwidacja małych szkół wciąż toczy się na terenie całego państwa – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim prezes Związku Polaków na Łotwie Ryszard Stankiewicz. Członek zarządu Związku Polaków Adam Kropiwiec dopowiada: – Ale co my możemy zrobić, jak cała Łatgalia wyjechała? Musimy czekać na dzieci – mówi Kropiwiec.

Rada okręgu - radny Polak głosuje za likwidacją szkoły. Zdj. Ryszard Stankiewicz.

Rada okręgu – radny Polak głosuje za likwidacją szkoły. Zdj. Ryszard Stankiewicz.

Co do pierwszego argumentu – zgoda. Krasław w ciągu ostatnich lat opustoszał. Jeszcze w 2001 roku, gdy obchodzono dziesięciolecie szkoły, uczęszczało do niej 80 dzieci. Ale drugi argument – musimy czekać na dzieci, jest mało przekonujący. Bo Łotwa ma wciąż problem z wyludnieniem i niskim przyrostem naturalnym. Krasław nie jest wyjątkiem, co więcej, właśnie z miasteczek Łatgalii ludzie najczęściej uciekają. Do Dyneburga, Rygi, albo za granicę.

Teoretycznie szkoła powinna się cieszyć gigantyczną popularnością. Czesława Kozłowska, dyrektor szkoły w Krasławiu w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim wylicza zalety polskiej edukacji na Łotwie. – Po pierwsze, obozy letnie, taka namiastka wyjazdu do Polski – finansowo i logistycznie o wiele bardziej dostępna, niekolidująca z innymi planami i z możliwościami rodziców i uczniów. Po drugie, szkoła polska wyróżnia się zaopatrzeniem, jakością gmachu, wykończeniem, zasobami sprzętu elektronicznego i materiałów drukowanych. Teraz jest to naszym atutem. W przypadku wcielenia nas do innej szkoły, jakiś inny podmiot będzie miał wpływ na gospodarowanie budynkiem i czerpanie z tego atutu korzyści. Po trzecie – lokalizacja – na uboczu, w zielonej strefie podmiejskiej, blisko lasu i dwóch jezior, z dala od budynków przemysłowych. Budynek, co niesłychanie istotne, znajduje się też z dala od blokowisk i lokali, co chroni dzieci przed zagrożeniami ze strony osób z marginesu społecznego, chuliganów, etc. – mówi Czesława Kozłowska.

Dzieci w polskiej szkole. Zdj. archiwum szkoły.

Dzieci w polskiej szkole. Zdj. archiwum szkoły.

Szkoła w Krasławiu ma jeszcze wiele innych atutów. Jakich?

Po czwarte – nasza szkoła to oferta programowa „wszystko+” nie ograniczamy w naszym nauczaniu programu łotewskiego – dzieci uczą się wszystkiego tego, co jest przedmiotem nauczania w innych szkołach, ale dodatkowo, jako bonus, mają kompetencje językowe, jakich nie otrzymują ich koledzy – poznają język ważny, język bliskiego, o wiele większego kraju, który może ich łatwo przyjąć jako studentów. Po piąte – mamy doświadczenie w inkorporowaniu do nauki osób, które przenoszą się z innych szkół już w trakcie nauki. Aktualnie zatrudniamy nauczycielkę z Polski, polonistkę, która od ponad 20 lat ma doświadczenia w uczeniu na Łotwie. Dlatego nie stanowi dla nas większego problemu sytuacja, w której do klasy, dajmy na to siódmej, trafia osoba, która dotychczas 6 klas skończyła w szkole łotewskiej lub szkole mniejszości narodowej innej niż polska – tłumaczy Przeglądowi Bałtyckiemu dyrektor Czesława Kozłowska.

Rodzice jednak nie chcą posyłać dzieci do polskiej szkoły. Z różnych przyczyn. Obawiają się, że język polski to dodatkowe obciążenie dla ucznia, a gdzie on się zresztą przyda? W dodatku swoje zrobiła pięćdziesięcioletnia rusyfikacja Krasławia. Polskość wyparowała tam na pół wieku. I nagle ta polska szkoła. W dodatku rodzice myślą pragmatycznie: dobrze, teraz dziecko uczy się po polsku, ale jakie perspektywy z polskim językiem są na Łotwie? W gimnazjum trzeba będzie kształcić się po łotewsku, nie mówiąc już o studiach. Dlatego wolą posyłać dzieci do łotewskiej lub rosyjskiej szkoły. Rodzice wolą także oddać dzieci do większej szkoły, co do której mają pewność, że będzie istnieć w przyszłości.

Chociaż… Po akcji informacyjnej, która nastąpiła tuż po decycji rady okręgowej o zamknięciu szkoły, do szkoły zapisano czwórkę dzieci. Ambasada polska w swoim liście skierowanym do polskiej społeczności zwraca uwagę, że kierownictwo Związku Polaków oraz dyrekcja szkoły same powinny dotrzeć do jak największej liczby polskich rodziców, także tych, którzy obecnie nie posyłają dzieci do polskiej szkoły. Bo walka o szkołę w Krasławiu to nie jest tylko zadanie ambasady, ale także Wspólnoty Polskiej, miejscowych władz, Związku Polaków czy władz szkoły.

O szkołach polskich na Łotwie krytycznie

Tablica - szkoła polska w Krasławiu. Zdj. archiwum szkoły.

Tablica – szkoła polska w Krasławiu. Zdj. archiwum szkoły.

W sprawę polskiej szkoły w Krasławiu emocjonalnie zaangażował się Dawid Hallmann, polski muzyk neofolkowy, założyciel „Królestwa bez Kresu”, który w 2014 roku przeprowadzał na Łotwie „Projekt Inflanty”, mający na celu aktywizację polskiej społeczności. Od lat ma on swoje zdanie na temat polskich szkół na Łotwie. Najczęściej krytyczne. Ale z życzliwością, bo Hallmanowi zależy na tym, by polskość na Łotwie kwitła. „Uważam, że przed każdą polską szkołą stoją dwa zadania: krzewić polskość i dobrze edukować. Niestety w sytuacji, w której szkoła musi »walczyć« o ucznia, te dwa postulaty praktycznie wykluczają się wzajemnie. Według spisu powszechnego z 2011 roku na 44 tys. Polaków zaledwie 1774 rozmawia w domu po polsku. Jeśli zatem chcielibyśmy szkół autentycznie polskich, to świeciłyby one pustkami. A zatem jest nieuniknione posiłkowanie się uczniami, dla których porozumiewanie się po polsku stanowi pewną trudność. Gdy ci uczniowie dominują, to szkoła zwykle w jakiś sposób stara się do nich dopasować. W tej sytuacji bardzo ciężko jest krzewić polskość w stopniu jaki byłby satysfakcjonujący, przynajmniej dla mnie. Trudno to oceniać jednoznacznie, zwłaszcza jeśli Państwo Polskie nie jest trwałym gwarantem istnienia tych szkół i w grę wchodzą różne kalkulacje. Co do największego problemu, to jest nim dominacja rosyjskiej kultury” – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Hallmann.

Dawid Hallmann dotyka ważnej sprawy. Polskie szkoły na Łotwie, nie są tylko „polskie”, skoro uczęszczają do nich także Łotysze czy Rosjanie. Nie jest to złe, bo pozwala zawalczyć o byt tych placówek. Także w Krasławiu, gdzie w 2011 roku uczyło się 18 łotewskich dzieci, 17 polskich, 9 białoruskich i 6 rosyjskich.

Szkoła pomaga odejść od języka rosyjskiego

Jak wygląda sytuacja z krasławskimi dziećmi polskimi? Czy mówią po polsku już w rodzinach, czy dopiero potrzebna jest tu intensywna praca szkoły? Przeglądowi Bałtyckiemu udało się porozmawiać z polską nauczycielką z Krasławia, która pracowała tam dwa lata. Podczas swojej pracy w szkole polskiej w Krasławiu miałam przyjemność prowadzić zajęcia m.in. z najmłodszymi dziećmi w szkole – przedszkolakami. Dzieci w przeważającej większości mówiły po rosyjsku, ale bardzo często były już świadome swoich korzeni, zdarzało się, że mówiły, że kiedy dorosną – pojadą do Polski”.  Mimo świadomości swojego pochodzenia, 90% dzieci ma pierwszy kontakt z językiem polskim dopiero w szkole. „Wynika to bardzo często z faktu, że obszar Łatgalii jest w przeważającej części rosyjskojęzyczny, dzieci pochodzą z rodzin mieszanych i w ich domach mówi się częściej po rosyjsku, rzadziej po łotewsku, dopiero na trzecim miejscu znajduje się język polski. Rusyfikacja jest sporym zagrożeniem dla przyszłych pokoleń Krasławia, a utrzymanie istnienia polskiej szkoły w małym mieście, ale też na całej Łotwie, wymaga dużo pracy” – dzieli się swoimi spostrzeżeniami polska nauczycielka Lucyna Ejma.

Wizyta prezydenta Vējonisa w szkole w Krasławiu. Zdj. archiwum szkoły.

Wizyta prezydenta Vējonisa w szkole w Krasławiu. Zdj. archiwum szkoły.

W utrzymaniu polskości dzieciaków z Krasławia pomaga bardzo Kościół katolicki. „W czasie mojej pracy w Krasławiu, szkoła współpracowała z kościołem św. Ludwika, gdzie dzieci przygotowywały oprawę mszy świętej. Szkolny zespół »Kropelki« jeździł do różnych miejsc w Łatgalii – domów kultury, kościołów z programem polskich piosenek. Braliśmy również udział w świętach i uroczystościach odbywających się w Krasławiu. Są to przykłady prostych działań, ale mających ogromne znaczenie dla ludności polskiego pochodzenia. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby organizowanie w szkole wieczorów poetyckich czy filmowych dla ludności miasta. Szkoła jest znakomicie wyposażona, więc ma takie możliwości” – kontynuuje rozmowę z Przeglądem Bałtyckim Lucyna Ejma.

Jakie są skutki nauczania po polsku?

Krasławska szkoła zimą. Zdj. archiwum szkoły.

Krasławska szkoła zimą. Zdj. archiwum szkoły.

Jak odpowiedziała w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim polska nauczycielka dzięki skuteczności kadry pracującej w nauczaniu początkowym, dzieci w klasie piątej w Krasławiu potrafiły w miarę swobodnie posługiwać się językiem polskim. „Większość dzieci, które uczyłam, mówiły w dziewiątej klasie bez akcentu, a podczas naszych wyjazdów do Polski myślano, że dzieci są rodowitymi mieszkańcami tego kraju” –  mówi Lucyna Ejma. Trzeba jednak dodać, że tylko 30% zajęć, a dokładniej tylko język polski jest nauczany w tym języku. Pozostałe przedmioty prowadzone są po łotewsku. „Kiedy pracowałam w Krasławiu, dodatkowo po polsku odbywały się lekcje historii – 2 godziny w klasie 6 i 7 oraz jedna godzina geografii w klasie 7. Wiem, że teraz te przedmioty nauczane są tylko w języku łotewskim, gdyż zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Oświaty Łotwy trzeba mieć specjalne uprawnienia do nauczania tych przedmiotów, a większość polonistów, mimo iż ma potrzebą wiedzę do nauczania historii i geografii, nie ma dyplomu ukończenia odpowiednich studiów podyplomowych” – mówi Lucyna Ejma.

Jest nadzieja dla szkoły?

Władze łotewskie są raczej życzliwie nastawione do istnienia szkoły. Podczas posiedzenia rady okręgowej w Krasławiu zaznaczono wiele razy, że jeśli znajdzie się finansowanie – polska placówka w Krasławiu będzie działać. Chodzi o 28 tys. euro na 2016 rok. Co na to strona polska? W tej sprawie interweniował podczas posiedzenia Sejmu szef Młodzieży Wszechpolskiej i poseł partii Kukiza Adam Andruszkiewicz. Co odpowiedział minister Waszczykowski? Że decyzja w sprawie szkoły została przesunięta o kilka miesięcy i może uda się ją rozwiązać pozytywnie. Tymczasem to nieprawda. Działać trzeba już teraz. „Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Polska nie znajdzie tak niewielkiej kwoty, aby uratować polskość na Łotwie. To byłoby sprzeczne z zapowiedziami nowego rządu, który deklaruje, że Polacy na Wschodzie są priorytetem Ministerstwa Spraw Zagranicznych” – mówi Andruszkiewicz Przeglądowi Bałtyckiemu.

Nie utopić w słowach interwencji

Swoje zdanie na temat szkoły ma także Prawo i Sprawiedliwość. „Komisja Łączności z Polakami za Granicą może zająć się sprawą szkoły w Krasławiu, ale interwencja jest pilna, natychmiastowa i nie można jej utopić w słowach. Dlatego wykonałem interpelację poselską do MSZ i MEN o podjęcie natychmiastowych działań” – w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim mówi poseł PiS Artur Górski. „Na szczęście oświatowe władze łotewskie, także samorządowe są przychylne wszelkim polskim inicjatywom i nie chcą szkody polskiej młodzieży. Kontakt ze stroną łotewską jest konieczny. Strona łotewska chce rozmawiać i sama tworzy różne propozycje. Gdyby mimo wszystko przy wsparciu strony polskiej nie udało się szkoły uratować, proponuje włączenie programu polskiego nauczania do innej szkoły. Z tego programu będą mogły korzystać zarówno dzieci łotewskie czy rosyjskie, ale przede wszystkim polskie. Język polski zostanie zachowany” – mówi Górski. Jednak jak podkreśla zarówno przewodniczący Związku Polaków na Łotwie oraz byłe polskie nauczycielki w Krasławiu w liście do ambasady RP, nauka języka polskiego w szkole rosyjskojęzycznej to najgorszy wariant dla rozwoju polskości w Łatgalii. Przykładem jest Jakubowo, o którym jeszcze wspomnimy w tekście.

Ministerstwo Edukacji od lat wspiera szkolnictwo na Łotwie

To, co pozytywne, to fakt, że wiceminister edukacji Marzenna Drab powiedziała Informacyjnej Agencji Radiowej, że resort pochylił się nad sytuacją w tej szkole. Zapewniła Polaków na Łotwie, że „zawsze mogą na polski rząd liczyć i tutaj będzie bardzo szerokie wsparcie”. Dopytywani przez Przegląd Bałtycki urzędnicy MEN, nie chcą na razie mówić o konkretach. Justyna Sadlak daje jednak szeroką informację o tym, co ministerstwo zrobiło już dla Polaków z Łotwy: – Informuję, że od 1989 r. MEN wspomaga nauczanie języka polskiego i w języku polskim wśród Polonii i Polaków na Łotwie. Ministerstwo przekazuje szkołom prowadzącym nauczanie w języku polskim podręczniki i pomoce dydaktyczne. Organizuje także w Polsce kolonie i obozy dla dzieci i młodzieży oraz doskonalenie zawodowe nauczycieli wywodzących się z polskich środowisk na Łotwie. Pracę szkół wspomagają także kierowani z Polski nauczyciele. W 2015 r. Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, jednostka podległa MEN, realizująca zadania związane ze wspomaganiem nauczania języka polskiego za granicą, przekazał szkołom na Łotwie prowadzącym nauczanie w języku polskim 1236 sztuk podręczników.

Tyle urzędniczka Ministerstwa Edukacji. Dodaje jeszcze, że w roku szkolnym 2015/2016 do pracy w 4 szkołach na Łotwie (Ryga, Dyneburg, Rzeżyca i Krasław) skierowano 9 nauczycieli z Polski. – Nauczyciele ci nie tylko prowadzą zajęcia dydaktyczne, ale organizują również uroczystości okolicznościowe dla środowisk polskich. Przygotowują także uczniów do udziału w konkursach i olimpiadach i pomagają środowiskom polskim w redagowaniu gazet.

Trzeba wsparcia stałego, nie doraźnego

Dyskusje o przyszłości polskiej szkoły w Krasławiu w ambasadzie RP. Zdj. Ambasada RP w Rydze.

Dyskusje o przyszłości polskiej szkoły w Krasławiu w ambasadzie RP. Zdj. Ambasada RP w Rydze.

Pytany przez Przegląd Bałtycki urzędnik MSZ twierdzi, że szkołę da się uratować, bo to tylko gra Łotyszy w otwieranie-zamykanie prowadzona od lat. Jest optymistą, choć ambasada RP w Rydze wskazuje, że by ocalić szkołę na dłuższą metę, trzeba by zapisać do niej kolejnych 40 uczniów. „Jeśli liczba uczniów w szkole nie wzrośnie, problem funkcjonowania, a co za tym idzie finansowania szkoły powróci za rok” – pisze polska placówka w korespondencji z Przeglądem Bałtyckim. 28 tys. euro starczy tylko na 2016 rok. Zatem pomoc doraźna czy długofalowa?

„Polskość na Łotwie wymaga zarówno wsparcia doraźnego, jak i ciągłego. Musimy jednak pamiętać, że same akcje doraźne nie zastąpią długofalowego programu utrzymania polskości w krajach postsowieckich. Komisja ds. łączności z Polakami za Granicą musi być tym instrumentem, który bezpośrednio otrzymuje sygnały od Polaków z całego Świata i bezpośrednio reprezentuje ich interesy przed Sejmem i Rządem RP” – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł Adam Andruszkiewicz. „W dłuższej perspektywie czasowej stanowisko Komisji Łączności z Polakami za Granicą może być bardzo istotne. Przedstawiciele Komisji powinni udać się do Polaków na Łotwę, na miejscu zapoznać z ich problemami, ale także poznać bogactwo ich dorobku kulturowego. Po takim pobycie Komisja musi stworzyć Dezyderat skierowany do MSZ. Co istotne MSZ będzie zobowiązane nie tylko odpowiedzieć na Dezyderat, ale taż podjąć konkretne działania, w tym przygotować wspomniany przeze mnie program rozwoju szkolnictwa polskiego na Łotwie, jeśli znajdzie się w Dezyderacie” – dopowiada poseł Artur Górski z PiS.

Czy jeśli szkoła w Krasławiu zostanie uratowana, to posłowie pójdą za ciosem i będą stale się przypatrywać sytuacji polskich szkół na Łotwie? Trzeba w to wierzyć, choć często nasza władza ma tendencję do gaszenia pożarów zamiast długofalowych koncepcji. A Łotwa nie jest aż tak atrakcyjnym medialnie tematem jak Republika Litewska.

By nie powtórzył się scenariusz z Jēkabpils

W tym roku mają odbyć się wybory przewodniczącego Związku Polaków na Łotwie. Ryszard Stankiewicz, prezes od 2012 roku, nie chciałby przejść do historii jako ten lider Polaków na Łotwie, za kadencji którego zamknięto dwie polskie szkoły. Bo w propozycji władz Krasławia dołączenia polskiej szkoły im. Platerów do szkoły mniejszości narodowych „Varaviksne” jest pewien haczyk. W 2012 roku zlikwidowano polską szkołę podstawową w Jēkabpils (miasto na pograniczu Łatgalii i Semigalii), dołączając ją do szkoły łotewskiej. Szkoła polska miała jednak istnieć dalej jako część łotewskiej placówki. Teraz, jak wskazują polskie nauczycielki z Krasławia w liście do ambasady polskiej, o polskości w Jēkabpils można tylko pomarzyć. „W czasie rozmów o losie polskiej szkoły w Krasławiu bardzo często wspominano los polskiej szkoły w Jakubowie oraz twierdzono, żeby nie powtórzył się »jēkabpilski scenariusz«. W Jakobsztacie jeszcze w ubiegłym roku szkolnym pracował nauczyciel z Polski, jakieś tam pojedyncze zajęcia z języka polskiego jeszcze się odbywały. Teraz – amen. Polskiej szkoły nie ma. Protestując zamknięciu polskiej szkoły w Krasławiu powiedziałem, że nie zgadzamy się na »jēkabpilski scenariusz« – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu prezes Ryszard Stankiewicz. I walczy o to, by nie zamykać polskiej szkoły w Łatgalii.

Szkoła bastionem polskości w Krasławiu

Jak napisałem we wstępie do artykułu – zamknięcie polskiej szkoły w Krasławiu to tak jak wbicie sztyletu w polskie serce w Łatgalii. Nie lubię patosu, który często wkrada się tam, gdy mowa o Polakach na Kresach. Bo za nim najczęściej nic nie stoi. Ale jest prawdą, że Krasław to najbardziej polskie miasto w  Łatgalii. Pięknie o tym wszystkim napisał Mirosław Jankowiak w niedzielnym artykule dla Przeglądu Bałtyckiego. To gniazdo rodowe Platerów, to miasto, o które wspólnie walczyły w styczniu 1920 roku wojska polskie i łotewskie. To tutaj w radzie miejskiej wciąż działają polscy radni, a państwo polskie wyłożyło pieniądze na renowację katolickiego kościoła św. Ludwika. Szkoły polskiej – zbudowanej z pieniędzy polskiego podatnika – tak po ludzku żal. Łatwo jest coś zdemontować, o wiele trudniej wskrzesić. – Likwidacja szkoły polskiej to pewna depolonizacja Krasławia – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dyrektor Czesława Kozłowska. Zgadzam się z tym, co napisały polskie nauczycielki z Krasławia w liście do polskiej ambasady:

Państwo Polskie powinno zrobić wszystko, aby utrzymywać takie ostatnie bastiony polskości jak szkoła polska w Krasławie. Bez tej szkoły polskość we wschodniej części Łatgalii w ciągu kilku najbliższych lat zaniknie. Wystarczy spojrzeć na członków Stowarzyszenia Polaków »Strumień« – ludzi w wieku sędziwym lub nie znających języka polskiego – to nie oni są w stanie zapewnić rozwój polskiej kultury i języka polskiego na terenie Łatgalii, to jest zadanie dla szkoły, która na szczęście, tam powstała i do tej pory bardzo dobrze wywiązywała się ze swojego obowiązku. 

Może potrzeba po prostu więcej pracy ze strony Związku Polaków, więcej inwencji, więcej reklamy dla polskości w Łatgalii, która może być nie tylko piękną tradycją rodzinną, ale po prostu – jak mówią młodzi – trendy. Zalety edukacji w języku polskim pięknie wyliczyła w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dyrektor szkoły polskiej Czesława Kozłowska. Ale jestem też przekonany, że potrzeba także stałego, a nie tylko doraźnego, zaangażowania ze strony państwa polskiego. Łatwo krzyczeć o tym, że bije się Polaków na Litwie, zaś o małej Łotwie, o małej polskiej społeczności na tych północnych Kresach się nie pamięta, no bo przecież ona tak mało polityczna… A Krasław to piękne świadectwo obecności Rzeczypospolitej Wielu Narodów na tamtych terenach. Nie pozwólmy tego zniszczyć.

Warszawa, 8 lutego 2016

Zdjęcie tytułowe: Boże Narodzenie w polskiej szkole. Zdj. Archiwum szkoły.

Polub nas na Facebooku!