Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

W obronie krajów bałtyckich

A więc Donald Trump nie chce bronić krajów bałtyckich przed prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Kosztuje to zbyt dużo. Mniej więcej tyle powiedział kandydat republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych w wywiadzie udzielonym 21 lipca dla New York Times.

Donald Trump. Zdj. Michael Vadon / Flickr / CC

Donald Trump. Zdj. Michael Vadon / Flickr / CC

„Czy członkowie NATO, włączając nowych członków – kraje bałtyckie, mogą liczyć na pomoc militarną Stanów Zjednoczonych, jeśli zostałyby zaatakowane przez Rosję? Czy mogą liczyć, że wypełnimy swoje zobowiązania?” – spytał dziennikarz gazety. „A czy oni wypełnili swoje zobowiązania wobec nas? Jeśli tak, odpowiedź brzmi tak.”

A nawet jeśli nie? Wcześniej w cytowanym wywiadzie Trump powiedział, że „Jeśli nie możemy być właściwie wynagrodzeni za ogromne koszty jakie ponosimy chroniąc militarnie inne kraje… Ja zdecydowanie byłbym przygotowany, by powiedzieć im »Gratulacje, będziecie teraz bronić siebie sami.«”.

Wow.

„Jeśli Trump podważa solidarność NATO w zakresie Artykułu 5 (klauzula wzajemnej obrony sojuszników – przyp. autor), jego wybór jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa bałtyckiego” – zatweetował Artis Pabriks, były łotewski minister spraw zagranicznych i obrony, który obecnie jest członkiem Parlamentu Europejskiego. Nie tylko dla bezpieczeństwa bałtyckiego. Ale Trump nie został jeszcze wybrany.

NATO, w czasie swojego szczytu 8-9 lipca w Warszawie, podjęło decyzję, by rozlokować w każdym z trzech krajów bałtyckich po jednym batalionie – wielonarodowe siły składają się z żołnierzy Wielkiej Brytanii, Kanady i Niemiec – w odpowiedzi na stałą rosyjską agresję i zastraszanie północno-wschodniej flanki sojuszu. Chociaż siły te nie byłyby w stanie odeprzeć zmasowanego rosyjskiego ataku, powinny one służyć za bezpiecznik, który naruszony automatycznie pociągnie za sobą odpowiedź NATO. Powinno to dać Putinowi do myślenia.

Co jednak ze stwierdzeniem Trumpa, że kraje bałtyckie niewiele wnoszą do sojuszu? Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves zatweetował, że jego kraj „walczył bez sprzeciwu”, w operacji NATO, na podstawie artykułu 5, w Afganistanie. Do dzisiaj 45 żołnierzy z krajów bałtyckich nadal służy w Afganistanie. Jeśli wziąć pod uwagę to, że te trzy państwa liczą niewiele ponad 6 milionów mieszkańców – 2 miliony mniej niż Londyn – a sama Estonia to mniej niż połowa populacji Berlina, nie jest to liczba bez znaczenia.

Przeczytaj także:  Dlaczego Narwa nie jest następna?

Estonia jest jednym z pięciu krajów NATO, który wypełnia zobowiązanie wydatków obronnych na poziomie 2% PKB. Pozostałe kraje to Wielka Brytania, Grecja, Polska i Stany Zjednoczone. Razem z Łotwą, która planuje w 2016 roku wydatki obronne na poziomie 1,45% PKB i Litwą z 1,49%, mogą one zostawać nieco w tyle, ale nadal są daleko przed Niemcami, które wydają na obronność zawstydzające 1,19% i Włochami z 1,11%. Jeśli Trump chce kogoś straszyć, powinien wybrać kogoś zbliżonego wielkością, jak Niemcy.

Jednak oprócz liczb, kraje bałtyckie – jedna z najciekawszych turystycznie części Europy, z niesamowitymi miastami Tallinnem, Rygą, Wilnem, z dzikimi lasami i pięknymi wybrzeżami – mają do czynienia z wyjątkowym w skali NATO problemem, który Rosja wykorzystywała już, by podzielić terytoria swoich sąsiadów – Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Mniejszość rosyjska – rosyjskojęzyczni to w większości Rosjanie, ale także Białorusini, Kazachowie, Ukraińcy i inne narodowości dawnego Związku Sowieckiego – stanowi prawie 30% populacji Łotwy, ponad 27% Estonii i około 7% Litwy.

Przeczytaj także:  Narwa małych mniejszości

Rosja stale używa tej mniejszości i skomplikowanej kwestii obywatelstwa i języka w Estonii i Łotwie, by wzbudzać problemy. Dwa lata temu, Putin zadeklarował, że Rosja będzie obrońcą etnicznych Rosjan gdziekolwiek na świecie, w tym w krajach bałtyckich. Większość Rosjan przybyła w ramach programu rusyfikacji, kiedy państwa te okupowane przez Związek Sowiecki; prawo międzynarodowe nie przyznaje automatycznie przybyszom prawa do obywatelstwa kraju, który niedawno odzyskał niepodległość.

Wszystkie trzy kraje bałtyckie (Litwa po odzyskaniu niepodległości przyznała obywatelstwo wszystkim mieszkańcom – przyp. red.) oczekują, że Rosjanie wystąpią o obywatelstwo i zademonstrują podstawową znajomość języka państwowego i konstytucji. Odbierane jest to jako dyskryminacja i połączone z nostalgią za czasami sowieckimi, kiedy grupa ta była uprzywilejowaną kastą, oraz pogardą dla lokalnej kultury, którą Rosjanie postrzegają jako chłopską, wzbudza wśród wielu Rosjan urazę.

Nie jest więc zaskoczeniem, że Rosja postrzegana jest zupełnie inaczej przez większość łotewską czy estońską i przez mniejszość rosyjską. Piret Ehin, starsza pracownik badawcza w Instytucie Nauk Politycznych im. Johana Skytte w Uniwersytecie w Tartu, zauważyła, że niemal wszyscy etniczni Estończycy uważają Rosję za zagrożenie. Co więcej, to przekonanie jeszcze umocniło się od ataku Rosji na Ukrainę w 2014 roku. Etniczni Rosjanie, wprost przeciwnie, w przytłaczającej większości uważają Rosję za „partnera godnego zaufania”, chociaż to poparcie zmalało nieznacznie w ostatnich latach.

Przeczytaj także:  Rosyjskojęzyczni na Łotwie a wojna na Ukrainie

Biorąc pod uwagę, że podziały są jeszcze potęgowane zagrożeniem globalizacją, członkostwem w strefie euro i regulacjami unijnymi sektorów gospodarki, w których najczęściej pracują Rosjanie, a więc w przemyśle ciężkim, prawdziwie zdumiewający jest relatywny spokój i lojalność rosyjskiej mniejszości. Jest to jedna z cegiełek, które kraje bałtyckie wnoszą do europejskiej stabilności.

Jednym z czynników stojącym za tym sukcesem jest, paradoksalnie, emigracja do Wielkiej Brytanii. Wielu mobilnych młodych Rosjan chętniej wybrałoby do nauki angielski niż estoński (bardzo skomplikowany język podobny do fińskiego), łotewski czy litewski, którymi posługuje się odpowiednio 1,2 mln osób, 1,8 mln i 3 mln. Etnicznie rosyjska młodzież, jak tylko kończy szkołę, wyjeżdża do Londynu, gdzie obywatele UE mają prawo żyć, studiować i pracować. Niestety, zwycięstwo zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z UE sygnalizuje koniec tego ważnego wentyla bezpieczeństwa – chyba że Szkocja i Irlandia Północna, które głosowały za pozostaniem w UE, będą mogły zostać we wspólnocie.

Kraje bałtyckie poczyniły ogromne starania, by zadowolić rosyjskojęzycznych. W Estonii rodzice mogą wybierać z czterech różnych rodzajów szkół, mogą wysłać dzieci do: szkół rosyjskich, gdzie nauczanie języka estońskiego rozpoczyna się dopiero w 9. klasie; zwykłych szkół estońskich, gdzie rosyjski jest opcjonalnym trzecim nauczanym językiem, po angielskim; szkół dwujęzycznych; eksperymentalnych szkół całkowitego zaangażowania, których celem jest nauczenie, w ciągu roku lub dwóch, dzieci jednojęzycznych rosyjskich rodziców języka estońskiego na poziomie odpowiadającym dzieciom etnicznie estońskim.

W czasie mojej ostatniej podróży do krajów bałtyckich, rozmawiałem z Kristiną Kallas, zdeterminowaną dyrektor kursów dla nauczycieli koledżu w położonej przy estońsko-rosyjskiej granicy Narwie. Kallas uważa, że zmagająca się z integracją mniejszości etnicznych Europa może się wiele nauczyć na estońskim przykładzie. Dyrektor twierdzi, że wzbogacenie Rosjan w Estonii, Łotwie i Litwie, o „tożsamość europejską” jest kluczem do zachowania stabilności w tej części świata. Rosnąca liczba młodych Rosjan ubiegających się o obywatelstwo pokazuje, że starania ludzi takich jak Kallas przynoszą rezultat.

Są to starania i koszty, których Trump nie uwzględnia w swoich kalkulacjach. Być może jest on dobry w sztuce transakcji, ale obronność to więcej niż jednostki i lotnictwo, dolary i euro. Kraje bałtyckie – entuzjastyczni członkowie NATO, UE, strefy euro i strefy Schengen – dowodzą tego twierdzenia każdego dnia. Kraje te zasługują na jednoznaczne wsparcie Zachodu.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronach Carnegie Europe. Na łamach Przeglądu Bałtyckiego został opublikowany dzięki uprzejmości autora. Tłumaczenie z języka angielskiego Kazimierz Popławski.

 

Zdjęcie tytułowe: Żołnierze norwescy w trakcie ćwiczeń na poligonie Ādaži na Łotwie w 2014 roku. Zdj. U.S. Army Europe / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!